Choć minęło już pięć tygodni od ustanowienia strefy czystego transportu w Krakowie, nadal nie mogę wyjść z podziwu, dlaczego władze strzeliły sobie gola do własnej bramki. Ale już widać, że efekty tej decyzji będą często odwrotne od oczekiwanych.

- Wskutek wejścia w życie restrykcyjnej strefy czystego transportu w Krakowie wiele samochodów jest niesprzedawalnych.
- Stan techniczny przestał być ważny, skoro możliwość jazdy zależy tylko od roku produkcji.
- Sprawdziłem, jak kształtują się ceny diesli w Krakowie i okolicach. Czy rzeczywiście obecność strefy wywarła na nie wpływ?
Znowu wychodzi odwrotnie, niż planowano. Strefa czystego transportu w Krakowie miała zachęcić użytkowników do wymiany samochodu na nowszy i bardziej ekologiczny.
Tymczasem sytuacja przedstawia się tak: jeśli mieszkasz w Krakowie i masz diesla sprzed 2014 r., to obowiązuje cię bezterminowe wyłączenie. Możesz go używać jak długo chcesz. Jeśli go sprzedasz, stanie się bezużyteczny i już nigdy nie będzie mógł darmowo wjeżdżać do Krakowa, a od końca 2028 r. nie wjedzie w ogóle, nawet za pieniądze.
Skutek: nikt nie pozbywa się takiego auta, bo jego wartość sprzedażowa jest dużo niższa niż użytkowa.
Sprawdźmy, jak kształtują się ceny w ogłoszeniach
Na najpopularniejszym polskim portalu ogłoszeniowym wybrałem następujące kryteria:
- rok produkcji 2010-2013,
- silnik wysokoprężny,
- lokalizacja ogłoszenia – Kraków.
Ale to był dopiero początek.
Jest aż (lub tylko) 300 śmiałków, wystawiających stare diesle w Krakowie na sprzedaż
Niczego byśmy się jednak nie dowiedzieli, gdyby po prostu zrobić przegląd ofert diesli z Krakowa. Trzeba je porównać z ofertami z innych dużych polskich miast – pod uwagę wziąłem Wrocław i Warszawę, gdzie zastosowałem te same kryteria rocznikowe i ten sam typ zasilania, co pozwoliło na miarodajne zestawienie cen.
Już pobieżny rzut oka pokazuje, że te 300 ogłoszeń w Krakowie to bardzo mało. We Wrocławiu diesli z tych roczników jest 440, w Warszawie – 615 (tu oczywiście trzeba brać pod uwagę różnicę w liczbie mieszkańców), ale nawet w mniejszym Poznaniu mamy 240 ogłoszeń z dieslami w wieku od 13 do 16 lat. Przypomnę, że te 16 lat to właśnie średni wiek auta w Polsce.

Najpopularniejszą marką diesli w tym wieku jest BMW. Niewiele mniej ogłoszeń dotyczy Audi i Volkswagena. Na początek porównałem więc ceny BMW. Ciekawostka: jeden z dużych krakowskich komisów wystawia BMW serii 3 z 2013 r. z opisem „Euro 6”, ale potem w opisie zupełnie pomija ten temat.
Moim zdaniem – auto nie ma szans na swobodny wjazd do SCT w Krakowie, bo nie zgadza się rocznik, a władze nie patrzą właściwie na nic innego.
W Krakowie jest naprawdę taniej
Już widać po ogłoszeniach, że ceny diesli, nazwijmy je „non-SCT”, zapikowały. Porównałem choćby wartości ogłoszeniowe dla BMW. W Krakowie da się kupić BMW X1 z 2010 r. za ok. 33 tys. zł. We Wrocławiu za ten sam model z tego samego rocznika trzeba zapłacić ponad 40 tys. zł, w Warszawie to ok. 37 tys. zł.
Zauważalnie tańszy jest najpopularniejszy model BMW, tj. seria 3: w Krakowie znalazłem egzemplarze z lat 2012-2013 za mniej niż 30 tys. zł. We Wrocławiu i w Warszawie kosztują 40-45 tys. zł.
Ktoś powie: może te z Krakowa były w gorszym stanie, albo miały większy przebieg. Ja odpowiem: możliwe, ale ten schemat powtarza się przy prawie każdym modelu, który sprawdziłem. BMW serii 5 F10/F11 – w Krakowie dobry egzemplarz z lat 2012-2013 kosztuje 36 tys. zł, we Wrocławiu średnio 38 tys., a w Warszawie ponad 40 tys. zł. No to może Volkswageny? Ta sama sytuacja. W Krakowie za Passata (2012-2013) płaci się 29-30 tys. zł. Warszawa i Wrocław mają porównywalną średnią cenę 37-38 tys. zł.
A co z mniej popularnymi markami?
To też sprawdziłem, zresztą w tej kwestii występują przepastne różnice w popularności między miastami. W Warszawie starsze Volvo z dieslem to norma, w Krakowie – ewenement, wystawionych jest zaledwie kilka sztuk. Akurat jeśli chodzi o Volvo, to w Krakowie mimo statusu non-SCT są one drogie. Popularny SUV XC60 z lat 2010-2011 kosztuje ponad 40 tys. zł, a w Warszawie bliżej 36-38 tys. zł. Porównywalne są ceny osobowych kombi V50 i V60, najniższe ceny odnotowałem we Wrocławiu.
W przypadku Renault sytuacja jest już w ogóle zastanawiająca, bo w Krakowie wystawionych jest sporo egzemplarzy vana Trafic w cenach z innej planety. Ktoś żąda 45 tys. zł za Trafica 2.0 dCi z 2010 r. Za mniej kupiłem egzemplarz z 2014 r. Popularne modele, jak Megane, Laguna i Scenic są droższe w Krakowie niż we Wrocławiu, ale tańsze niż w Warszawie – w stolicy za Lagunę 2.0 dCi z lat 2011-2012 trzeba zapłacić od 15 tys. zł wzwyż, w Krakowie znalazłem oferty za 12-13 tys. zł.
Jako ostatnią markę aut osobowych wziąłem pod uwagę Opla. Tu różnice cenowe są duże, tzn. warto wybrać się po używanego Opla z dieslem do Krakowa. Insignie są naprawdę tanie – za 14-15 tys. zł można kupić auto z 2011-2012 r. We Wrocławiu podobna Insignia 2.0 CDTI kosztuje 17-18 tys. zł, a w Warszawie potrafi przebić (z rzadka) 20 tys. zł, jeśli ma mały przebieg. Podobny schemat powtarza się w przypadku Astry i Zafiry.
Jeszcze ciekawiej jest z dostawczakami
Gdy ograniczyć się do lat 2011-2013, w Warszawie nie sposób kupić niczego sensownego poniżej 28-30 tys. zł – niezależnie od tego czy mowa o typowym busie-blaszaku, czy półciężarówce z odkrytą skrzynią ładunkową.
Kraków? Tu trafiają się nawet pojazdy w cenach 21-26 tys. zł. Sprzedający chyba doskonale wiedzą, że ich towar nie znajdzie nabywcy w okolicach stolicy Małopolski, a z każdym dniem będzie już tylko trudniej. Swoje strefy czystego transportu chcą wprowadzić Katowice (tzn. to jest im ona narzucana wbrew ich woli), Szczecin i Wrocław. Co wtedy z tymi autami, czy mają iść na złom po 12 latach użytkowania?
Wygląda na to, że „już się zaczęło”
Przede wszystkim uderza mała liczba diesli oferowanych na sprzedaż w Krakowie. Jeśli już są, to wystawiają je autokomisy, które liczą na klientów z całej Polski – chociaż na pewno odjęcie im grupy odbiorców lokalnych mocno je zabolało.
Widać jednak, że użytkownicy prywatni swoje starsze diesle będą trzymać i trzymać, bo sprzedać mogą je tylko z trudem i za grosze. A jeśli nawet sprzedadzą, to do nowszego auta spełniającego wymogi strefy przyjdzie im sporo dopłacić. Krakowska wersja strefy czystego transportu zabetonuje tysiące starych diesli w granicach miasta. Jeśli o to chodziło, to mogę tylko po-grat-ulować.
