15 czerwca tego roku opublikowałem pierwszy tekst na temat działalności Dawida Kacprzyka, 28-letniego lekarza, jeszcze bez specjalizacji, a wówczas także polityka Koalicji Obywatelskiej. Wskazałem w nim, że Dawid Kacprzyk w 2025 r. zarobił 1,6 mln zł. Dyżurował po 11 godzin na dobę, dzień w dzień, w Warszawskim Szpitalu Południowym. Pracował też w trzech innych publicznych jednostkach. Był jednak pewien kłopot: na części dyżurów, za które pobrał pieniądze, się nie pojawiał.
15 czerwca 2026 roku tak naprawdę zaczęła się afera Szpitala Południowego.
O co chodzi w aferze Warszawskiego Szpitala Południowego i Dawida Kacprzyka wyjaśniamy tutaj.
Materiałów zaczęło przybywać
Okazało się bowiem, czego jeszcze do końca nie wiedziałem przed postawieniem ostatniej kropki w tamtym tekście, że tekstów będzie dużo, dużo, dużo więcej. Materiałów będzie więcej. Inne media również zajmą się kwestią Warszawskiego Szpitala Południowego.
Dzisiaj już wiemy, że mówimy o naprawdę dużej aferze.
Dosłownie dzisiaj ukazały się badania sondażowe, z których wynika, że 18 proc. Polaków uważa, że rząd dobrze zajął się sprawą Warszawskiego Szpitala Południowego. Co to oznacza? To oznacza, że uważających, że rząd działał dobrze w tej sprawie, jest znacznie mniej niż osób popierających Koalicję Obywatelską.
Z tego badania wynika też, że 15 proc. Polaków nigdy nie słyszało o aferze wokół Szpitala Południowego. I moim zdaniem to jest tylko 15 proc., a nie aż 15 proc. Biorąc pod uwagę, że znacznie więcej Polaków nie zna czołowych polskich polityków.
Dawid Kacprzyk nadal leczy pacjentów
Ale wróćmy do samego Dawida Kacprzyka. Trzy miesiące temu opublikowaliśmy materiał pokazujący, że Dawid Kacprzyk, mówiąc potocznie, wyłudzał pieniądze podatników. Pieniądze, które zarabiał w publicznych szpitalach, a nie pojawiał się na dyżurach, tak naprawdę są przecież pieniędzmi nas wszystkich.
Chwilę po tych doniesieniach, a także po kolejnych materiałach na temat działalności Dawida Kacprzyka, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski przyszedł do studia Kanału Zero i mówił, że nie ma zgody na takie praktyki. Właśnie wtedy przygotowywany był wniosek o zawieszenie prawa wykonywania zawodu Dawida Kacprzyka.
Zawieszenie oznaczałoby, że Dawid Kacprzyk nie mógłby leczyć ludzi do czasu wyjaśnienia postępowania i stwierdzenia, czy jest winny, czy niewinny.
I co się okazało? Trzy miesiące minęły, a prawo wykonywania zawodu Dawida Kacprzyka nie zostało do dzisiaj zawieszone.
Raptem kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że Dawid Kacprzyk pracuje w przychodni w Jaktorowie, około 40 kilometrów od Warszawy. Pierwsze informacje opublikował portal Niezależna.pl, a później sprawę kontynuowała telewizja wPolsce24.
Ustalono, że Dawid Kacprzyk faktycznie przebywa w tamtejszej przychodni i faktycznie leczy pacjentów. I właśnie tutaj pojawia się dla mnie podstawowe pytanie: jak to jest w ogóle możliwe, że Dawid Kacprzyk po tych trzech miesiącach leczy ludzi?
Domniemanie niewinności nie rozwiązuje całego problemu
Ktoś mógłby powiedzieć: chwila, moment, nie został skazany, mamy domniemanie niewinności.
I oczywiście: nie został skazany, mamy domniemanie niewinności. Natomiast zastrzeżenia do Dawida Kacprzyka są bardzo poważne.
Jedno zastrzeżenie, to sprzed trzech miesięcy, z 15 czerwca, dotyczy tego, że pobierał pieniądze, których pobierać nie powinien. Ale zastrzeżenia poszły znacznie dalej.
Czytaj również: „Żeby syfu nie było”. Ujawniamy taśmy z sekcji pacjenta, który zmarł w łazience Szpitala Południowego
Pojawiły się zarzuty, że Dawid Kacprzyk na tyle sobie nie radził jako lekarz, że mógł szkodzić zdrowiu, a nawet życiu pacjentów.
Mówił o tym chociażby Emil Jędrzejewski, były ordynator oddziału chirurgii w Warszawskim Szpitalu Południowym, podczas wywiadu, którego udzielił Krzysztofowi Stanowskiemu w Kanale Zero.
– Ja bym chciał oddzielić w ogóle Pana Dawida od przestrzeni lekarzy, bo to jest, myślę, że są nadużycia, myślę, że są sytuacje patologiczne w medycynie, ale ta postać wychodzi poza obręb stratosfery. To jest osoba, która kończy studia, czy ma studia w okresie pandemii, więc tam kontakt z tym pacjentem jeden na jeden jest bardzo ograniczony. To dzieje się głównie online – mówił wówczas Emil Jędrzejewski.
Całą rozmowę Krzysztofa Stanowskiego z Emilem Jędrzejewskim przeczytasz tutaj: Co powiedział dr Emil Jędrzejewski? [CAŁA ROZMOWA]

Dr Emil Jędrzejewski. (fot. Kanał Zero)
O sprawie mówiło kolejnych kilka osób – lekarzy, którzy mieli do czynienia z Dawidem Kacprzykiem. Wspólnie z Jakubem Styczyńskim i Filipem Baczkurą publikowaliśmy ich relacje w portalu Zero.pl.
Historia pani Grażyny
Wreszcie wspólnie z Jakubem Styczyńskim i Filipem Baczkurą opublikowaliśmy w portalu Zero.pl historię pani Grażyny, kobiety, która zmarła po ostrym, rozległym zawale serca.
W Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim przyjmował ją właśnie Dawid Kacprzyk. Nie tylko Dawid Kacprzyk, dla jasności. Lekarzy, którzy zajmowali się panią Grażyną, było więcej.
Natomiast nie ulega wątpliwości – a wiemy to z dokumentacji medycznej, którą pozyskaliśmy – że Dawid Kacprzyk był jedną z osób, które przegapiły ostry zawał serca u pani Grażyny. Nie udało jej się uratować.
Czy udałoby się ją uratować, gdyby Dawid Kacprzyk dostrzegł to, że kobieta ma zawał? Tego nie wiemy.
Natomiast fakty są takie, że pani nie przeżyła. Fakty są takie, że jej siostra postanowiła poinformować, powiadomić prokuraturę o działalności Dawida Kacprzyka, którą to działalność oceniła skrajnie negatywnie.
Całą historię przeczytasz tutaj: Dawid Kacprzyk, przegapiony zawał i śmierć w szpitalu
Nie przesądzam o winie Kacprzyka
Te wszystkie historie pokazują mi jedno. Nie wiemy, czy możemy mieć zaufanie do działalności Dawida Kacprzyka.
Być może za sześć miesięcy, 12 miesięcy, 18, 24, 36 albo i 120 okaże się, że wszystkie te zarzuty nie znalazły potwierdzenia w faktach.
Byłoby to dla mnie zaskakujące, biorąc pod uwagę, że widziałem część dokumentacji medycznej i widziałem, że Dawid Kacprzyk nie dostrzegł ostrego zawału serca u pani Grażyny. Natomiast nie wykluczam tego wariantu.
Na tym polega przecież domniemanie niewinności. Winę, w szczególności winę w wypadku bardzo poważnych zarzutów, należy komuś udowodnić ponad wszelką wątpliwość.
Natomiast wiemy jedno. Nie mamy dzisiaj pewności, jak wygląda działalność Dawida Kacprzyka.
Czy Dawid Kacprzyk powinien przyjmować pacjentów?
I powinniśmy sobie zadać kluczowe pytanie.
Czy jeżeli nie mamy tej pewności, a tej pewności nie ma nikt – to nie jest tak, że nie mam jej tylko ja, tylko nie ma jej też środowisko lekarskie – czy powinno być tak, że Dawid Kacprzyk jak gdyby nigdy nic przyjmuje ludzi, przyjmuje kolejnych pacjentów, wypisuje recepty, wystawia skierowania i ocenia, czy ktoś jest mniej chory, czy bardziej chory?
Właśnie żeby uniknąć takiej sytuacji, Dawid Kacprzyk miał być zawieszony w prawie wykonywania zawodu. To się nie wydarzyło.
Moim zdaniem pokazuje to w ogóle szerszy problem. Mianowicie pokazuje taki problem, że w polskim środowisku lekarskim trzeba uczynić nie wiadomo co, żeby nie można było dalej wykonywać swojego zawodu.
Jeżeli chodzi o pozbawienie prawa wykonywania zawodu, czyli coś więcej niż zawieszenie, sprawa wygląda jeszcze bardziej zastanawiająco. Zawieszenie jest czasowe, czyli na okres prowadzonego postępowania. Pozbawienie prawa wykonywania zawodu to już największa możliwa kara dla lekarza.

Dawid Kacprzyk pełnił funkcje kierowniczą na SOR-ach w Szpitalu Południowym i Szpitalu Bródnowskim. (fot. Shutterstock, Zero.pl)
Polska jest ewenementem?
Gdy spojrzymy w statystyki, okazuje się, że Polska jest ewenementem na skalę europejską.
W Polsce bowiem rocznie pozbawia się prawa wykonywania zawodu dosłownie kilku lekarzy.
Gdy popatrzymy przykładowo na Norwegię, dużo mniejsze państwo od Polski, okazuje się, że rocznie pozbawia się prawa wykonywania zawodu od 25 do 30 lekarzy.
Gdy spojrzymy na Wielką Brytanię, to już jest państwo trochę większe od Polski, nawet trochę bardziej niż trochę, i tam prawa wykonywania zawodu pozbawia się około 70 lekarzy rocznie.
A gdy patrzymy na Polskę: sześć, siedem, czasami osiem przypadków.
Zresztą te polskie statystyki publikowane przez samorząd lekarski są daleko niedoskonałe. Próbowałem się w nie wczytać przez 30 albo i 40 minut i do końca nie wiem, czy tych przypadków jest w danym roku pięć, czy osiem. Natomiast na pewno jest kilka.
I tu warianty są dwa. Albo polscy lekarze są dużo, dużo, dużo lepsi od swoich koleżanek i kolegów z innych państw europejskich. Albo wariant drugi: w Polsce tak naprawdę nie istnieje realna odpowiedzialność dyscyplinarna w środowisku lekarskim.
Przyznaję, że dużo bliżej mi do tego podejścia drugiego.
Jaka jest ta odpowiedzialność? Niemal żadna
Kiedy patrzę na przypadki, które sam opisywałem jeszcze jako dziennikarz Wirtualnej Polski czy Dziennika Gazety Prawnej, znajduję lekarzy, których działalność opisywałem, a która była bulwersująca, skrajnie naganna, jako dalej leczących.
Przykładowo opisywałem działalność pewnego lekarza, który po to tylko, by eksperyment medyczny się powiódł, zakwalifikował do operacji osobę chorą na nowotwór, która nie miała absolutnie prawa być operowana w ramach tego eksperymentu. Pani zmarła.
I co się wydarzyło? Niewiele się wydarzyło. Było jakieś postępowanie, być może była jakaś kara, natomiast sprawdziłem to dosłownie kilka dni temu i lekarz, tak jak leczył wcześniej, tak leczy dalej. Jaka jest ta odpowiedzialność? Niemal żadna.
I sytuacja Dawida Kacprzyka właśnie to pokazuje.
Tutaj trochę wyprzedzam fakty, bo być może Dawid Kacprzyk zostanie ostatecznie ukarany przez samorząd lekarski. Natomiast pokazuje to, że w takich przypadkach, w nagłych sytuacjach, samorząd lekarski sprawia wrażenie zupełnie, zupełnie bezbronnego.
Z mojego punktu widzenia, jeżeli są poważne zastrzeżenia w stosunku do tego, czy ktoś szkodzi pacjentom – czy okaże się, że nie szkodzi – to dla bezpieczeństwa ludzi należałoby taką osobę na te kilka miesięcy postępowania odsunąć od pacjentów. Tutaj to się nie wydarzyło. Dawid Kacprzyk jak gdyby nigdy nic przyjmuje.
Dwa śledztwa prokuratury
Natomiast oczywiście wchodzimy w szerszy kłopot. Wchodzimy w kłopot odpowiedzialności i realnych konsekwencji. Mamy bowiem dwa śledztwa prokuratury prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Oba dotyczą działalności Dawida Kacprzyka w Warszawskim Szpitalu Południowym.
Mamy również postępowanie prokuratury dotyczące działalności Dawida Kacprzyka w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim.
I co się okazuje? Człowiek jak gdyby nigdy nic funkcjonuje zawodowo. Właśnie sobie znowu przywrócił konto w znanym portalu, w którym można recenzować działalność lekarzy.
To, że Dawid Kacprzyk nie został przesłuchany, niektórzy uważają za jeden wielki skandal.
Ja akurat podzielam częściowo stanowisko prokuratury, które wskazuje, że osoby, co do których istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostaną tym osobom przedstawione zarzuty, przesłuchuje się na samym końcu.
Natomiast podejście polskiej prokuratury w wielu postępowaniach nakazuje sądzić, że w tym wypadku jednak traktowanie Dawida Kacprzyka jest unikalne.
Zaczyna to wyglądać coraz dziwniej
Skoro bowiem mamy przy znacznie mniejszym kalibrze potencjalnych zarzutów sytuacje, w których ludziom stawia się zarzuty co do czynów, które śledczy już wiedzą, że będzie dość łatwo udowodnić, w przypadku Dawida Kacprzyka mogłaby to być chociażby kwestia pobrania nienależnych pieniędzy z Warszawskiego Szpitala Południowego czy Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego.
Trzymając się tylko Szpitala Południowego, przypominam, że Dawid Kacprzyk po wyjściu na jaw okoliczności, które opublikowaliśmy w portalu Zero.pl i w Kanale Zero, skorygował 33 faktury i postanowił wspaniałomyślnie zwrócić pół miliona złotych Warszawskiemu Szpitalowi Południowemu.
No to takiej osobie stawia się zarzuty, takiej osobie nakazuje się, że nie ma prawa opuszczać kraju i dalej spokojnie przesłuchuje się świadków, aby na sam koniec wrócić do tego podejrzanego.
Tutaj z taką sytuacją nie mieliśmy do czynienia i przyznaję, że moim zdaniem zaczyna to wyglądać coraz dziwniej.
Gdy się zresztą rozmawia z politykami, nawet politykami Koalicji Obywatelskiej, bo nie oszukujmy się, sprawa wokół Warszawskiego Szpitala Południowego i wokół Dawida Kacprzyka stała się sprawą medialną i stała się sprawą polityczną. Bądź co bądź Dawid Kacprzyk był przecież politykiem Koalicji Obywatelskiej. Był też szefem młodzieżówki Nowa Generacja, która działa przy Koalicji Obywatelskiej. Sami politycy są zaskoczeni tym, jak łagodnie w tej sprawie traktowany jest Dawid Kacprzyk.
Jak potraktowano Emila Jędrzejewskiego?
Gdy zderzymy to chociażby z kwestią tego, jak potraktowano Emila Jędrzejewskiego, czyli lekarza, który poinformował o nieprawidłowościach w działaniach Dawida Kacprzyka, rzeczywiście dostrzegalna jest istotna różnica.
Przypominam: Emil Jędrzejewski został obrażony przez premiera Donalda Tuska, został obrażony przez prokuratora generalnego Waldemara Żurka, został natychmiast wezwany do prokuratury, gdy powiedział, że nie będzie zeznawał bez pełnomocnika.
Został wyśmiany, gdy po kilku dniach, w obecności pełnomocnika, zeznawał przez 9,5 godziny. To już nagle śmiechów nie było. Wtedy przemilczano temat.

Były ordynator Oddziału Chirurgii w Szpitalu Południowym dr Emil Jędrzejewski. (fot. Paweł Supernak / PAP)
Gdyby państwo tak szybko, aktywnie, twórczo działało w kwestii Dawida Kacprzyka, to wydaje mi się, że dzisiaj bylibyśmy na zupełnie innym etapie postępowania. A ja, skromny pismak, nie miałbym tylu powodów do wyzłośliwiania się.
Natomiast, mówiąc najkrócej, podsumowanie po trzech miesiącach wygląda tak.
Dawid Kacprzyk w prokuraturze dalej nieprzesłuchany.
Dawid Kacprzyk dalej bez prokuratorskich zarzutów.
Dawidowi Kacprzykowi nie zawieszono prawa wykonywania zawodu, mimo że trzy miesiące temu mówił o tym Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
I wreszcie Dawid Kacprzyk, jak gdyby nigdy nic, wrócił do wykonywania zawodu i leczy ludzi.


