– Wiemy, że krater miał od około 10 do 12 metrów – ppłk rez. Maciej Korowaj w rozmowie z Zero.pl podsumowuje, co wiadomo o upadku niezidentyfikowanego obiektu na Lubelszczyźnie. – Przy 6-12 metrach mówimy o głowicy bojowej o wadze 400-450 kilogramów. To już nie głowica drona, lecz coś większego – zauważa.

- – Podłużny lej o długości 10 metrów z wyraźnymi śladami pozostałości pocisku świadczy o pocisku manewrującym np. Kh-101 – mówi Zero.pl ekspert ds. bezpieczeństwa, ppłk rez. Maciej Korowaj.
- – Na przykład w Iskanderze, czyli pocisku balistycznym, krater jest większy, równomierny i głębszy – ocenia.
- Ekspert podsumowuje, co wiadomo o obiekcie, który spadł na Lubelszczyźnie. Mówi też o prawdopodobnych scenariuszach wydarzeń.
W czwartek o godz. 3:40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt. Do jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16. Obiekt zanikł o godz. 3:46 – poinformowało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych. Prawdopodobne obiekt spadł koło Tarnawy-Kolonii w województwie lubelskim, pozostawiając ok. 10 metrowy krater.
– Mając na razie ograniczone informacje możemy tylko próbować ustalić, z jakiego rodzaju pociskiem, rakietą mieliśmy do czynienia – podkreśla ekspert ds. bezpieczeństwa ppłk rez. Maciej Korowaj w rozmowie z Zero.pl. Zwraca uwagę na rozmiar krateru.
– Wielkość krateru zależy od gruntu, ale przy 6-12 metrach mówimy o głowicy bojowej o wadze 400-450 kg. To już nie głowica drona, która waży między 60 a 100 kilogramów, lecz coś większego. To wnioski na podstawie raportów ukraińskich z miejsc upadku rosyjskich środków napadu powietrznego. – mówi Korowaj.
Naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej. Ruch premiera
„Lej świadczy o pocisku manewrującym”
Zdaniem eksperta, podłużny lej o długości 10 m z wyraźnymi śladami pozostałości pocisku świadczy o pocisku manewrującym np. Kh-101. – Na przykład w Iskanderze, czyli pocisku balistycznym, krater jest większy, równomierny i głębszy – zauważa Maciej Korowaj. jak dodaje, ciężkie pociski balistyczne mają głowicę o wadze ok .tony i dają głębsze kratery.
Widziany krater był płytki i podłużny, co teoretycznie wskazuje na połowę tej masy i a podłużny ślad daje podstawę by twierdzić, że była to rakieta manewrująca. Wskazywałbym mimo wszystko na Kh-22, Kh-32 lub Kalibr, masowo używane w ostatnich atakach na Ukrainę.
ppłk. rez. Maciej Korowaj
Ekspert zauważa ponadto, że pocisk był śledzony i wysłano za nim myśliwiec. Przebywał co najmniej sześć minut w obszarze radiolokacyjnym polskiej armii, a trudno monitorować w taki sposób pocisk balistyczny. Odnalezienie fragmentów pocisku – silnika turbinowego lub rakietowego, korpusu, skrzydła, wlotów, sekcji naprowadzających, spalonej elektroniki czy śladów chemicznych paliwa lotniczego – potwierdziłoby, że to pocisk manewrujący.
Możliwe scenariusze wydarzeń
Wciąż nie ma informacji polskiej armii, kto wystrzelił obiekt, który spadł na Lubelszczyznę. PPłk Maciej Korowaj wskazuje na możliwy przebieg wydarzeń, ale nie rozstrzyga o prawdopodobieństwie żadnego ze scenariuszy. Podkreśla aktywne działania rosyjskiej armii na zachodniej Ukrainie w ostatnich dniach. – Jeśli chodzi o teorię zabłądzonego rosyjskiego pocisku, to średni błąd w sprawności teko typu rakiet wynosi od dwóch do pięciu procent – zauważa.
Przy zmasowanym ataku istnieje prawdopodobieństwo, że pocisk nie wykona zadania i całkowicie zmieni kierunek. Rosjanie najprawdopodobniej nie montują lub zdejmują zabezpieczenia samodestrukcji, licząc się z tym, że pocisk nawet uszkodzony w wyniku walki z obroną powietrzą – może nadal stanowić zagrożenie i np. przelecieć na drugą stronę granicy.
ppłk. rez. Maciej Korowaj
Według eksperta, potencjalny rosyjski pocisk mógł zboczyć z kursu dzięki ukraińskiej walce radioelektronicznej, zaburzaniu lotu pocisków manewrujących, by nie dolatywały do celów wrażliwych. Pocisk mógł wlecieć w strefę zaburzeń i zostać odepchnięty od celu.
Niewykluczone również, że Rosjanie specjalnie wypuścili takie rakiety na obszary niezamieszkałe.
Możliwe wykorzystanie ataku w propagandzie Kremla
– Niezależnie od przyczyny wydarzenie zostanie wykorzystane w działaniach informacyjnych i kognitywnych – przekonuje Maciej Korowaj. Celem może być udowodnienie konieczności przeniesienia całej obrony powietrznej na wschodnią granicę NATO – kosztem wsparcia rakietowego dla Ukrainy.
– Moim zdaniem lepiej bronić się przed własnymi granicami niż wewnątrz kraju: im więcej wsparcia dla ukraińskiej obrony powietrznej, tym mniej pocisków, nawet zagubionych, czy z premedytacją – doleci w naszym kierunku – mówi Maciej Korowaj.
Nieznany obiekt wleciał do Polski. „Prezydent na bieżąco informowany”
Co spadło na Lubelszczyznę?
W nocy ze środy na czwartek DORSZ informowało o aktywności rosyjskiego lotnictwa dalekiego zasięgu wykonującego uderzenia na Ukrainę. Rano dowództwo podało, że „środki radiolokacyjne systemu obrony powietrznej kraju obserwowały aktywność co najmniej kilkunastu pocisków operujących nad zachodnią Ukrainą, które ze względu na kierunek lotu mogły stanowić potencjalne zagrożenie dla polskiej przestrzeni powietrznej”. Najbliżej granicy znalazł się „jeden z obiektów, który o godz. 3:29 zbliżył się na odległość około 5 km, po czym zmienił kierunek lotu i skierował się na wschód”.
Następnie – jak podało DORSZ – „o godz. 3.40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt poruszający się w kierunku zachodnim” i „w celu jego rozpoznania i przechwycenia w rejon skierowano dyżurny myśliwiec F-16”.
O godz. 3:46 „przed dokonaniem jednoznacznej identyfikacji, obiekt zanikł ze wskazań systemów radiolokacyjnych”. W celu weryfikacji „w rejon ostatniego wskazania obiektu skierowano śmigłowiec Mi-24”.
„Załoga śmigłowca zlokalizowała prawdopodobne miejsce upadku obiektu w terenie niezabudowanym w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim” – podało DORSZ. Na miejscu trwają działania operacyjne. Skierowano Naziemny Zespół Poszukiwawczo-Ratowniczy oraz właściwe służby.
Na Lubelszczyznę udał się rano premier Donald Tusk. Zwołał zespół koordynacyjny z udziałem szefa MON i służb, które – jak zaznaczył – „od wielu godzin pracują na miejscu zdarzenia i przekazują mu systematycznie informacje o wszystkich jego okolicznościach”.

