Reklama
Reklama

Reklama

Klatka schodowa to nie schowek. Kiedy grozi kara?

Reklama

Dla wielu mieszkańców bloków to codzienność. Rowery przy ścianie, wózek pod drzwiami, kilka par butów na korytarzu. Problem zaczyna się wtedy, gdy zwykła wygoda zamienia się w zagrożenie, a sprawą interesują się służby. Kary mogą być dużo wyższe, niż wielu osobom się wydaje.

Klatka schodowa
(fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • Klatki schodowe w blokach coraz częściej służą jako dodatkowe schowki. Rowery, wózki czy buty mogą jednak utrudniać ewakuację i stwarzać zagrożenie podczas pożaru.
  • Problem dotyczy nie tylko estetyki części wspólnych. Przedmioty pozostawione na korytarzach mogą blokować przejście, ograniczać widoczność i zwiększać ryzyko upadków.
  • Straż pożarna może zakończyć kontrolę nie tylko pouczeniem.

Reklama

Rzeczy na klatce schodowej mogą skończyć się mandatem

Klatki schodowe w wielu blokach coraz częściej przypominają dodatkowe komórki lokatorskie. Mieszkańcy zostawiają tam rowery, dziecięce wózki, szafki, buty czy sprzęt sportowy. Dla części osób to wygodne rozwiązanie, zwłaszcza gdy w mieszkaniu brakuje miejsca. Problem w tym, że takie praktyki mogą prowadzić nie tylko do konfliktów sąsiedzkich, ale też do poważnych konsekwencji finansowych.

W grę wchodzi przede wszystkim bezpieczeństwo. Korytarze i klatki schodowe są drogami ewakuacyjnymi, które w razie pożaru albo innego zagrożenia muszą pozostać całkowicie drożne. Nawet pozornie niewielka przeszkoda może utrudnić ucieczkę mieszkańców lub działania ratowników.

Nie chodzi tylko o estetykę

W sporach o przedmioty pozostawiane na klatkach schodowych często pojawia się argument estetyczny. To jednak najmniejszy problem. Znacznie ważniejsze są kwestie bezpieczeństwa pożarowego.


Reklama

Pozostawione na korytarzu rzeczy mogą blokować przejście, ograniczać widoczność i utrudniać ewakuację, szczególnie w zadymionym budynku. Część przedmiotów staje się też dodatkowym źródłem ognia i dymu, co w sytuacji kryzysowej może mieć kluczowe znaczenie.


Reklama

Ryzyko dotyczy również codziennego funkcjonowania mieszkańców. Wąskie przejścia zwiększają prawdopodobieństwo potknięcia się i upadku. Najbardziej narażone są dzieci, seniorzy oraz osoby mające problemy z poruszaniem się.

Straż pożarna może nałożyć wysoką karę

Wielu mieszkańców zakłada, że sprawa kończy się najwyżej na upomnieniu od administracji albo sąsiada. Tymczasem konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze.

Regulaminy wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych często wprost zakazują przechowywania prywatnych rzeczy w częściach wspólnych budynku. Jeśli przepisy są łamane, interweniować mogą służby.


Reklama

Straż pożarna podczas kontroli ma możliwość zastosowania pouczenia, ale przy powtarzających się naruszeniach może wystawić mandat. W praktyce kary mogą sięgać nawet 5 tys. zł. Sprawą może zainteresować się także policja.


Reklama

Przepisy przewidują nawet karę aresztu

Problem nie kończy się na regulaminach wspólnot mieszkaniowych. Pozostawianie przedmiotów na drogach ewakuacyjnych może zostać potraktowane jako wykroczenie.

Chodzi o art. 82 Kodeksu wykroczeń, który zabrania umieszczania rzeczy w sposób utrudniający przejście przez drogę ewakuacyjną. W zależności od sytuacji konsekwencje mogą obejmować grzywnę, naganę, a nawet karę aresztu.

Wózek czy rower też mogą być problemem

W praktyce mieszkańcy często są przekonani, że przepisy dotyczą wyłącznie dużych mebli albo starych sprzętów zalegających na klatkach miesiącami. Tymczasem problemem mogą być również przedmioty używane na co dzień.


Reklama

Rowery opierane o ścianę, hulajnogi, dziecięce wózki czy nawet buty ustawione przed drzwiami – wszystko to może zostać uznane za zastawianie drogi ewakuacyjnej, jeśli utrudnia przejście.

Dlatego administracje budynków coraz częściej przypominają mieszkańcom o zasadach dotyczących części wspólnych. Bo coś, co jednemu lokatorowi wydaje się drobiazgiem, w sytuacji zagrożenia może stać się realnym problemem dla całego bloku.


Reklama

Źródło: Zero.pl

Reklama