Dla wielu mieszkańców bloków to codzienność. Rowery przy ścianie, wózek pod drzwiami, kilka par butów na korytarzu. Problem zaczyna się wtedy, gdy zwykła wygoda zamienia się w zagrożenie, a sprawą interesują się służby. Kary mogą być dużo wyższe, niż wielu osobom się wydaje.

- Klatki schodowe w blokach coraz częściej służą jako dodatkowe schowki. Rowery, wózki czy buty mogą jednak utrudniać ewakuację i stwarzać zagrożenie podczas pożaru.
- Problem dotyczy nie tylko estetyki części wspólnych. Przedmioty pozostawione na korytarzach mogą blokować przejście, ograniczać widoczność i zwiększać ryzyko upadków.
- Straż pożarna może zakończyć kontrolę nie tylko pouczeniem.
Rzeczy na klatce schodowej mogą skończyć się mandatem
Klatki schodowe w wielu blokach coraz częściej przypominają dodatkowe komórki lokatorskie. Mieszkańcy zostawiają tam rowery, dziecięce wózki, szafki, buty czy sprzęt sportowy. Dla części osób to wygodne rozwiązanie, zwłaszcza gdy w mieszkaniu brakuje miejsca. Problem w tym, że takie praktyki mogą prowadzić nie tylko do konfliktów sąsiedzkich, ale też do poważnych konsekwencji finansowych.
W grę wchodzi przede wszystkim bezpieczeństwo. Korytarze i klatki schodowe są drogami ewakuacyjnymi, które w razie pożaru albo innego zagrożenia muszą pozostać całkowicie drożne. Nawet pozornie niewielka przeszkoda może utrudnić ucieczkę mieszkańców lub działania ratowników.
Nie chodzi tylko o estetykę
W sporach o przedmioty pozostawiane na klatkach schodowych często pojawia się argument estetyczny. To jednak najmniejszy problem. Znacznie ważniejsze są kwestie bezpieczeństwa pożarowego.
Pozostawione na korytarzu rzeczy mogą blokować przejście, ograniczać widoczność i utrudniać ewakuację, szczególnie w zadymionym budynku. Część przedmiotów staje się też dodatkowym źródłem ognia i dymu, co w sytuacji kryzysowej może mieć kluczowe znaczenie.
Ryzyko dotyczy również codziennego funkcjonowania mieszkańców. Wąskie przejścia zwiększają prawdopodobieństwo potknięcia się i upadku. Najbardziej narażone są dzieci, seniorzy oraz osoby mające problemy z poruszaniem się.
Straż pożarna może nałożyć wysoką karę
Wielu mieszkańców zakłada, że sprawa kończy się najwyżej na upomnieniu od administracji albo sąsiada. Tymczasem konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze.
Regulaminy wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych często wprost zakazują przechowywania prywatnych rzeczy w częściach wspólnych budynku. Jeśli przepisy są łamane, interweniować mogą służby.
Straż pożarna podczas kontroli ma możliwość zastosowania pouczenia, ale przy powtarzających się naruszeniach może wystawić mandat. W praktyce kary mogą sięgać nawet 5 tys. zł. Sprawą może zainteresować się także policja.
Przepisy przewidują nawet karę aresztu
Problem nie kończy się na regulaminach wspólnot mieszkaniowych. Pozostawianie przedmiotów na drogach ewakuacyjnych może zostać potraktowane jako wykroczenie.
Chodzi o art. 82 Kodeksu wykroczeń, który zabrania umieszczania rzeczy w sposób utrudniający przejście przez drogę ewakuacyjną. W zależności od sytuacji konsekwencje mogą obejmować grzywnę, naganę, a nawet karę aresztu.
Wózek czy rower też mogą być problemem
W praktyce mieszkańcy często są przekonani, że przepisy dotyczą wyłącznie dużych mebli albo starych sprzętów zalegających na klatkach miesiącami. Tymczasem problemem mogą być również przedmioty używane na co dzień.
Rowery opierane o ścianę, hulajnogi, dziecięce wózki czy nawet buty ustawione przed drzwiami – wszystko to może zostać uznane za zastawianie drogi ewakuacyjnej, jeśli utrudnia przejście.
Dlatego administracje budynków coraz częściej przypominają mieszkańcom o zasadach dotyczących części wspólnych. Bo coś, co jednemu lokatorowi wydaje się drobiazgiem, w sytuacji zagrożenia może stać się realnym problemem dla całego bloku.