Reklama
Reklama
Reklama

Pytania w sprawie pumy. „Dużo groźniejsze niż alpaka czy mały kangur”

TYLKO NA

Jeszcze niedawno wiadomość o pumie w polskim lesie brzmiała jak żart. Latem 2026 r. służby leśne i straż ochrony przyrody odnotowały jednak kilka niezależnych zgłoszeń obecności dużego, egzotycznego drapieżnika – od Pomorza Zachodniego, przez Mazowsze, po Dolny Śląsk. Eksperci tłumaczą, skąd biorą się takie zwierzęta w polskich lasach i jakie zagrożenie mogą stanowić.

Puma i mapa Polski.
W lipcu i sierpniu kilkakrotnie na terenie Polski zauważono pumę. (fot. PredragLasica, Shabbir Jasdanwala / Shutterstock)
  • Pumy nie występują naturalnie w Polsce – zostały sprowadzone przez człowieka, prawdopodobnie z nielegalnych hodowli.
  • Jedno ze zwierząt schwytano w okolicach Polanowa i przekazano do zoo w Poznaniu; kolejne tropiono na Mazowszu i Dolnym Śląsku.
  • W Polsce brakuje wyspecjalizowanej służby zajmującej się gatunkami inwazyjnymi i ich odławianiem – eksperci apelują o lepszy monitoring hodowli i fotopułapki.
  • – Człowiek jest odpowiedzialny za sprowadzenie pumy do polskich lasów, powinien jej zapewnić bezpieczne i godne życie – powiedziała w rozmowie z Zero.pl Aleksandra Wiktor z Greenpeace Polska.

Jeszcze kilka lat temu wiadomość o dzikiej pumie przemierzającej polskie lasy brzmiałaby jak żart albo internetowa plotka. W 2026 r. taki scenariusz stał się rzeczywistością – i to nie w jednym miejscu kraju, lecz w kilku regionach jednocześnie. Od lipca do sierpnia służby leśne, straż ochrony przyrody i lokalne sztaby kryzysowe raz po raz informowały o śladach obecności dużego, egzotycznego drapieżnika tam, gdzie nikt się go nie spodziewał.

Pumy w polskich lasach

Pierwsze poważne zgłoszenie napłynęło z województwa zachodniopomorskiego, z okolic Polanowa. Zwierzę zauważył i nagrał z bliskiej odległości myśliwy, a nagranie trafiło do miejscowego nadleśnictwa wraz z dokładną lokalizacją. Gmina ostrzegła mieszkańców przed wchodzeniem do lasu, a poszukiwania – prowadzone przez kilka dni – zakończyły się schwytaniem pumy, która ostatecznie trafiła do ogrodu zoologicznego w Poznaniu.

W sierpniu mieszkańcy okolic Ciechanowa na Mazowszu zostali zaalarmowani przez Gminny Zespół Zarządzania Kryzysowego, który wezwał do zachowania szczególnej ostrożności, zwłaszcza w odniesieniu do dzieci. Obecność zwierzęcia potwierdziły nagranie z kamery termowizyjnej oraz odcisk łapy oceniony przez doświadczonego myśliwego. Leśnicy szacowali, że drapieżnik może pokonywać nawet kilkadziesiąt kilometrów dziennie, co znacząco utrudniało jego namierzenie.

Reklama
Reklama

Kolejne doniesienia – tym razem z Dolnego Śląska, z okolic Zagórza Śląskiego i Michałkowej – po raz pierwszy zostały poparte twardym dowodem fotograficznym. Zdjęcie z fotopułapki, upublicznione przez Nadleśnictwo Świdnica, rozwiało wątpliwości tych, którzy wcześniejsze relacje traktowali z przymrużeniem oka.

Zgłoszenia o dużym kocie w polskich lasach postawiły przed opinią publiczną szereg pytań. Jak duże zagrożenie dla ludzi i rodzimych gatunków stanowią kolejne osobniki amerykańskiej pumy? Skąd w polskich lasach pojawiły się duże, drapieżne koty? Czy polskie służby gotowe są na odławianie egzotycznych zwierząt?

Przedstawiciel Greenpeace Polska o problemie pumy

Na temat nielegalnych hodowli, przemytu zwierząt i obecności w polskich lasach gatunków inwazyjnych rozmawialiśmy z Aleksandrą Wiktor z Greenpeace Polska.

Reklama
Reklama

Ekspertka zwróciła uwagę, że w Polsce występuje tylko jeden duży kot – ryś.

– W Polsce mamy dwa dzikie gatunki kotów, które są pod ochroną: rysia oraz żbika, który jest wielkości większego kota domowego i którego ciężko pomylić z pumą. Rysie są nieco mniejsze od pum, ale istnieje możliwość ich pomylenia. W Polsce rysi jest ok. 200, występują przede wszystkim w dużych lasach, ponieważ potrzebują do życia ogromnych przestrzeni. Najwięcej ich żyje w Puszczy Karpackiej – między innymi w Bieszczadach, a także występują w Puszczy Białowieskiej, czy Puszczy Kampinoskiej – powiedziała w rozmowie z Zero.pl.

Wiktor podzieliła się swoimi podejrzeniami na temat pochodzenia pum zauważonych w polskich lasach.

– Pumy żyją naturalnie w Ameryce Północnej i Południowej. Na pewno same nie przedostały się do Polski. Musiały zostać sprowadzone przez człowieka. Niestety, nie wiemy skąd dokładnie pumy dotarły do polskich lasów. Podejrzewam, że pochodzą albo z nielegalnych hodowli, choć nie można wykluczyć, że uciekły z zagranicznych legalnych hodowli – dodała.

Zasięg występowania pumy. (fot. Kokosdieb / Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0)

Powiedziała, że na terenie naszego kraju nie można, w przeciwieństwie do np. Czech, zdobyć pozwolenia na przetrzymywanie lub hodowlę takich zwierząt. Przypomniała historię pumy Nubii, odebranej właścicielowi przez służby kilka lat temu. Mężczyzna tłumaczył się pozyskaniem kota z czeskiej hodowli.

Reklama
Reklama

– W naszym kraju takie zwierzęta mogą przebywać jedynie w certyfikowanych ogrodach zoologicznych, lub np. specjalnych ośrodkach naukowych. W Polsce mini zoo nie może mieć pumy, to duży drapieżnik. Te zwierzęta potencjalnie mogą być dużo groźniejsze niż alpaka czy mały kangur, którego niedawno zauważono na ulicach Warszawy. Dlatego ich przetrzymywanie jest ściśle regulowane przez prawo – wyjaśniła Wiktor.

Kangur na ulicach Warszawy. Egzotyczny uciekinier sparaliżował pracę serwisu rowerowego

Ekspertka poruszyła wątek ogólnoświatowego problemu z nielegalną hodowlą i przemytem zwierząt.

Wielkość czarnego rynku szacuje się nawet na ok. 20 mld dolarów. Służby plasują nielegalny handel zwierzętami na czwartym miejscu, za handlem bronią, narkotykami i ludźmi – dodała.

Reklama
Reklama

Greenpeace reaguje na pytania w sprawie pumy

W ocenie Aleksandry Wiktor naszemu krajowi brakuje specjalistycznej służby zajmującej się gatunkami obcymi, inwazyjnymi, odławianiem i opieką nad takimi zwierzętami, czy ściganiem zbrodni na przyrodzie. Jako przykład takiej organizacji podała amerykańską Służbę Ochrony Zasobów Rybnych i Dzikiej Przyrody (United States Fish and Wildlife Service).

– W Polsce kompetencje są rozproszone pomiędzy różnymi służbami – między innymi Strażą Leśną, służbami parków narodowych, Inspekcją Weterynaryjną, Policję, strażami miejskimi. Służby często wspierają wolontariusze, ogrody zoologiczne czy organizacje pozarządowe. Niedawno powołano do życia Centralny Azyl dla Zwierząt, który w ciągu najbliższych lat powinien zacząć działać na pełną skalę i będzie wspierać służby zajmujące się odławianiem dzikich i obcych zwierząt takich jak pumy, ale również pomocą poszkodowanym przez człowieka dzikim, rodzimym zwierzętom – przypomniała ekspertka.

Wśród pomysłów na lepszą ochronę polskiej przyrody i rodzimych gatunków ekspertka Greenpeace wymieniła lepsze monitorowanie hodowli obcych gatunków i współpracę transgraniczną.

– Na poziomie Unii Europejskiej warto rozważyć ujednolicenie prawa dot. obcych gatunków takich jak pumy, ale również czipowanie zwierząt hodowlanych – dzięki temu moglibyśmy ustalić, skąd taka wędrująca po polskich lasach puma do nas dotarła. Zwierzęta obce to potencjalne zagrożenie dla rodzimych gatunków, pumy mogą być konkurencją dla rysi. Jedna nie będzie stanowiła dużego problemu dla przyrody, ale to już kolejne zwierzę zauważone w polskich lasach w ostatnim czasie. Pumy nie stanowią dużego zagrożenia dla ludzi. Jeżeli jednak pochodzą z hodowli, to mogą nie mieć naturalnego strachu przed ludźmi. Ich obecność w pobliżu może stanowić pewnego rodzaju ryzyko, ponieważ to duże zwierzę. Trzeba je odłowić w humanitarny sposób i zapewnić godne i bezpieczne życie – zaapelowała.

Reklama
Reklama

Aleksandra Wiktor z Greenpeace Polska przypomniała, że naturalnym środowiskiem dla pumy są Ameryki, a dla rysi – polskie i europejskie lasy.

– Nie powinniśmy ingerować w przyrodę. Pula występujących na danym obszarze gatunków
powinna być zgodna z naturą. Z tego powodu jakiś czas temu rozważano wycofanie z Polski hodowli bizonów – ponieważ potencjalnie mogły krzyżować się z chronionymi u nas żubrami. W Polsce mamy problem z inwazyjnymi żółwiami, np. żółwiem czerwonolicym. Kiedyś były sprowadzane i hodowane, a potem nielegalnie wypuszczane. W Niemczech jest problem z np. szopami praczami z Ameryki. Pojawiają się także w Polsce, zawleczone do Europy przez człowieka. Inaczej niż np. z szakalem złocistym, który sam zaczyna wędrować do Polski z południa Europy – większość ekspertów jest zgodna, że z powodu zmian klimatu Polska może być dla nich w przyszłości naturalnym domem – dodała.

Szop pracz coraz częściej pojawia się w niemieckich lasach. (fot. Rhododendrites / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0)

Wiktor zastanawiała się również nad przyszłością zauważonych w polskich lasach pum.

– Nie wiemy, w jakim wieku jest zauważone ostatnio zwierzę, ani nawet jakiej jest płci.
Możemy jednak założyć, że pochodzi ze sztucznej hodowli. Może nie mieć wszystkich
naturalnych odruchów, których dzikie zwierzęta uczą się od swoich rodziców. Pumy są niezwykle inteligentne, potrafią niezwykle skutecznie kombinować, w tym także uciekać. Teoretycznie puma mogłaby sobie poradzić w Polskich warunkach, jednak jeżeli jest to młode i niedoświadczone zwierzę, to może samodzielnie nie przeżyć zimy. To człowiek jest odpowiedzialny za sprowadzenie pumy do polskich lasów, dlatego powinien jej zapewnić bezpieczne i godne życie – podsumowała.

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama