Przyznam, że kompletnie nie śledziłem fenomenu humanoidalnych robotów, aż niedawno trafiłem na nagranie z odpowiednikiem Edwarda Warchockiego zza granicy. Czyli takich elektronicznych influencerów jest więcej? A może są oni jakoś ze sobą powiązani? Ciekawe, czy za granicą też wpuszczają je do obiektów wojskowych i parlamentu?
Kiedy poznałem odpowiedzi na te pytania wcale nie poczułem się lepiej.
Edward Warchocki nie był pierwszy. Przynajmniej na świecie
Pierwszym robotem-influencerem był Rizzbot z Austin w Teksasie. Swoją karierę na TikToku rozpoczął pod koniec czerwca 2025 r. Jest więc o osiem miesięcy „starszy” od rodzimego Edwarda, który pojawił się w sieci w podobnym czasie, co Bart Robot z Nowego Jorku.

Edward Warchocki to przede wszystkim potężny biznes (fot. warchocki.pl)
Warchocki jest za to pierwszy i póki co jedyny w Europie. Choć bardzo możliwe, że wyrośnie mu konkurencja w Hiszpanii. Tamtejsi popularni twórcy odwiedzili w tym roku fabrykę robotów Unitree i zaczęły pojawiać się domysły, że mogą tworzyć podobny projekt.
Rizzbot, Edward Warchocki i Bart Robot to najbardziej znane przykłady robotów-influencerów. Nieco mniej znane modele również pochodzą z USA, konkretnie z Miami. To Brickell Clinker i Lil Clanker.
Nowoczesność albo nakrętki, czyli jak się nie dać chińskiej propagandzie
Te same ciało, ale inna osobowość. Co łączy roboty-influencerów?

Każdy z popularnych robotycznych influencerów to robot Unitree G1. Chiński humanoid o wysokości ok. 130 cm i masie 32-35 kg. Jest wyposażony w mikrofony, kamery oraz czujnik LiDAR, który pozwala mu ocenić odległość od elementów otoczenia.
Wybór tego konkretnego modelu można bardzo łatwo wytłumaczyć. Robot jest ogólnodostępny i stosunkowo przystępny cenowo. W zależności od wyposażenia i dystrybutora w Polsce trzeba za niego zapłacić od ok. 115 do 250 tys. zł. Warto tu wspomnieć, że tylko w 2025 r. Unitree wysłało do klientów ponad 5500 robotów tego typu.
To właśnie też z tego powodu roboty z różnych krajów wyglądają tak samo, a różnią się dodatkami wizualnymi przygotowanymi przez ich opiekunów. Stąd plecaki, kapelusze czy zegarki. To pozwala się wyróżnić na tle blaszanego rodzeństwa.
Takie same jest też wnętrze robotów. To komputer Nvidia Jetson Orogin z Linuxem z tym samym systemem operacyjnym. Roboty mają jednak swoją osobowość i jest to nakładka na system operacyjny. Możemy to porównać do smartfonów z Androidem. Sam system jest ten sam, ale Samsung, Oppo czy Honor stosują różne nakładki systemowe, dodając do nich własne funkcje i rozwiązania.

Robot Unitree G1 (fot. Unitree)
W identyczny sposób działa to w przypadku robotów i tak w przypadku rodzimego Edwarda Warhockiego mamy MERA OS z dodanym rozpoznawaniem twarzy i głosów, możliwością prowadzenia rozmów i zapamiętywania interakcji. Dzięki temu robot ma coś na kształt osobowości, a jego zachowania są powtarzalne i unikatowe.
Warto tu wspomnieć, że polska firma Mera Robotics odpowiadająca za Warchockiego ma ok. 20 humanoidalnych robotów i chciała rozszerzyć flotę o kolejnych 100 i tak, każdy z nich mógłby być tym samym Edwardem.
Może zainteresuje Cię także:
Roboty są te same, ale tylko w Polsce są traktowane w tak głupi sposób
Roboty amerykańskie, podobnie jak początkowo Edward Warchocki, są produktem typowo rozrywkowym. W żadnym innym kraju nie doszło do podobnych kontrowersyjnych sytuacji jak w Polsce, kiedy robot został wprowadzony do Sejmu i portu wojennego w Świnoujściu.

Rizzbot (fot. TikTok)
W zasadzie jedyną kontrowersyjną sytuacją związaną z amerykańskim Rizzbotem było zaatakowanie go przez streamera IShowSpeed, który uszkodził robota. Co zakończyło się złożeniem pozwu na kwotę 1 mln dol.
To kolejny element, który powoduje, że Edward Warhocki jest produktem unikatowym, tylko czy mówimy o tym w pozytywnym sensie?
Czy wpuszczanie chińskiego robota do strategicznych obiektów jest bezpieczne?
Tak jak w przypadku wielu chińskich urządzeń, tak i w tym przypadku mamy wiele zarzutów, ale niewiele dowodów na konkretnie działania. W 2025 r. niezależni badacze wykryli potencjalnie niebezpieczną podatność robota Unitree G1. Za pomocą Bluetooth można go „oszukać” podczas konfiguracji połączenia Wi-Fi i uzyskać nad nim pełną kontrolę jako administrator. Dodatkowo przejęty robot może zacząć sam szukać kolejnych robotów Unitree i infekować je bez pomoc człowieka.
Dodatkowo badany robot co pięć minut wysyłał dane audio i wideo na serwery w Chinach bez zgody operatora. Wszystko to doprowadziło do oznaczenia firmy Unitree przez Pentagon i Kongres USA jako powiązaną z chińską armią. Skutkowało to wprowadzeniem zakazu importu chińskich robotów humanoidalnych do Stanów Zjednoczonych.

Edward Warchocki i Władysław Kosiniak Kamysz (fot. YouTube)
W Polsce dyskusje wokół kwestii bezpieczeństwa podsyca fakt, że do Sejmu Edwarda Warchockiego wprowadził poseł Konfederacji. Następnie odwiedził ambasadę Chin, a punktem kulminacyjnym była wizyta w Porcie Wojennym Marynarki Wojennej RP w Świnoujściu. Niemniej, nie można tu zwalać wszystkiego na Konfederację. W końcu zachwytom nie było końca również wśród przedstawicieli Ministerstwa Cyfryzacji, obsadzonego przez Lewicę.
Tłumaczenia dotyczące nadzoru nad wizytami robota wydają się przekonujące. W Sejmie poruszał się tylko po wyznaczonych strefach, a w porcie nie miał dostepu do infrastruktury krytycznej.
Trudno jest to wszystko jednoznacznie ocenić. Z jednej strony mamy w Polsce bardzo mocno rozwiniętą ostrożność wobec potencjalnego zagrożenia szpiegostwem z Chin (żeby nie powiedzieć paranoję). Co oczywiście nie przeszkadza nam w otaczaniu się chińskim sprzętem, od routerów i kamer, po samochody. Z drugiej zdecydowanie ostrożności nigdy dość i szczególnie w tak trudnych czasach, jakie mamy, wpuszczanie robota opakowanego kamerami do ważnych obiektów faktycznie nie brzmi zbyt rozsądnie.
Trzeba jednak przyznać, że Edward Warchocki nie wygląda jak część większego planu i element tworzenia siatki potencjalnych robotów-szpiegów, którzy pod przykrywką rozrywkowego influencera spacerują po strategicznych obiektach na całym świecie. Roboty są, są rozrywkowe, ale tylko w Polsce traktujemy je, jakbyśmy pierwszy raz w życiu zobaczyli koło lub ogień.


