Żeby było jasne: nie chcę wypowiadać się na temat tzw. taśm Brauna w kontekście hipokryzji politycznej, którą zarzuca się liderowi Konfederacji Korony Polskiej. No, bo rzeczywiście: Grzegorz Braun budował przez lata swoją polityczną tożsamość na oporze wobec otwierania się Polski na imigrantów – a tu nagle w nagraniach rozmów dotyczących przygotowań do planowanego szczytu Polska–Azja występuje jako osoba, której „ściąganie Hindusów” ani nie przeszkadza, ani nie przeraża.
Braun chciał sprowadzać Hindusów do Polski? Ujawniono nagrania
Nie chcę też odnosić się do wskazywanych przez PRZEkanał rosyjskich powiązań indyjskiej agencji pracy, z którą podjął współpracę Grzegorz Braun.
„Straszenie” Indiami a umowa Tusk–Modi
Tym, co zadziwia mnie w tej sprawie, jest sposób, w jaki w mediach głównego nurtu i społecznościowych zaczęto nagle mówić o Indiach i obywatelach tego kraju. W publicznym dyskursie współpraca z nimi jest przedstawiana jako katastroficzny scenariusz, a biznes znad Gangesu jawi się nieomal jako mafia.
To ciekawa zbiorowa amnezja, bo przecież niewiele ponad dwa lata temu, w sierpniu 2024 r., Donald Tusk i premier Indii Narendra Modi uroczyście podpisali w Warszawie umowę strategicznego partnerstwa gospodarczego między Polską a Indiami. A będzie jeszcze „gorzej”: w tym miesiącu premier Tusk leci do Indii, by zacieśnić te relacje.
W sierpniu 2024 r. nastroje były wręcz podniosłe. Podkreślano, że ostatnio szef indyjskiego rządu gościł u nas w 1979 r. Mówiono o tym, że w naszych gospodarczych stosunkach zionie luka i że nie potrafimy wykorzystać potencjału, jaki daje współpraca (chociażby w zakresie wymiany handlowej) z krajem, który dwa lata temu był piątą gospodarką świata.
Dodajmy w tym miejscu, że według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego w 2026 r. Indie najprawdopodobniej wyprzedzą Japonię w rankingu największych gospodarek globu i awansują na pozycję czwartą (przy czym rząd Modiego buńczucznie zapowiada, że do 2030 r. strąci z najniższego stopnia podium Niemcy).
Kiedy Narendra Modi przyjeżdżał do Warszawy, mówiło się też dużo o tym, że ogromny i niezwykle chłonny rynek konsumencki w Indiach (to w końcu najludniejsze państwo na świecie) stanowi wielką szansę dla polskich producentów, a realizowane w tym kraju wielkoskalowe inwestycje infrastrukturalne czy energetyczne stwarzają okazję do tego, żeby wchodzić w biznesowe partnerstwa. Sam premier Modi zachęcał też do tego, by firmy znad Wisły inwestowały w Indiach.
W październiku tego roku z rewizytą do Indii leci Donald Tusk. Wydarzenie to odbędzie się prawdopodobnie pod koniec miesiąca. Polski premier ma powiedzieć „sprawdzam” deklaracjom, które padły dwa lata temu w Warszawie i skutecznie powalczyć o to, by polskie przedsiębiorstwa wykroiły dla siebie pokaźny kawałek indyjskiego biznesowego tortu.
Czy tego chcemy, czy nie, Indie rozdają karty
A jest o co walczyć. Wartość indyjskiej gospodarki to 4,18 bln dol., a prognozy wskazują, że do 2030 r. będzie ona wynosić już 7,3 bln dol. Rząd w New Delhi zapowiada też, że w roku fiskalnym 2027 wzrost indyjskiego PKB ukształtuje się w przedziale 6,8–7,2 proc. Żadna inna duża gospodarka globu nie zbliży się do takiego tempa.
Rząd Donalda Tuska ma tego świadomość i zacieśnia relacje z Indiami na różnych polach, nie tylko gospodarczym – w styczniu br. w Indiach gościł Radosław Sikorski. Z kolei kwestiom stricte ekonomicznym poświęcone było posiedzenie Polsko-Indyjskiej Wspólnej Komisji ds. Współpracy Gospodarczej, które odbyło się w lipcu br. Dyskutowano wówczas o wspólnych inicjatywach w dziedzinie m.in. handlu, przemysłu i obronności. Ponieważ każda współpraca zakłada siłą rzeczy udział co najmniej dwóch stron, należy spodziewać się, że obecność indyjskiego kapitału w Polsce też będzie zaznaczać się coraz mocniej.
W tym kontekście medialne „straszenie” Indiami i obywatelami państwa, które rozdaje karty przy globalnym stole, jest niepoważne i świadczy o braku zrozumienia kierunku, w jakim przesuwa się punkt decyzyjnej ciężkości.
Rosnąca rola Indii na arenie międzynarodowej nie daje podstaw do alarmistycznej retoryki. O współpracę z tym krajem w ten czy inny sposób (oczywiście, jak najkorzystniejszy dla siebie) powinno dbać każde logicznie myślące państwo.
G20 to nasz sukces. Czy politycy staną pod polską flagą, czy pod partyjnym sztandarem?
Wreszcie, nie można zapominać, że Indie należą do G20 – elitarnego gospodarczego klubu, do którego Polska aspiruje. Na razie nie jesteśmy jego stałym członkiem, choć Amerykanie zaprosili nas do udziału w pracach grupy. Antagonizowanie Indii, które mogłyby nas poprzeć w staraniach o stałą przynależność do G20, nie jest przykładem ani strategicznego myślenia, ani dyplomacji.
Może zainteresuje Cię także:


