- W internecie pojawiły się nagrania przedstawiające przemoc wobec koni. W jednym z przypadków zarzuty usłyszała sędzia PZJ, która została zawieszona przez związek.
- Gonitwa na warszawskim torze Służewiec odbyła się w cieniu protestu. Zgromadzeni sprzeciwiali się praktyce wiązania koniom języków.
- Organizacje zajmujące się ochroną zwierząt zapowiadają działania na rzecz zmian w prawie, podkreślając, że ich celem nie jest zakaz jeździectwa, lecz ograniczenie cierpienia koni.
Kiedyś usłyszałam zdanie, nad którym przyszło mi się później wiele razy zastanawiać. „Konie cierpią w milczeniu”. To prawda, konie znoszą ból w zupełnej ciszy: nie skomlą, nie miauczą, nie piszczą. Uważam, że to między innymi dlatego tak wielu tak łatwo przychodzi ich krzywdzenie.
Ponieważ ze środowiskiem jeździeckim jestem związana od dziecka, artykuł ten piszę nie tylko jako dziennikarka, ale również jako jeździec.
Wyścigi
27 września na warszawskim torze Służewiec odbyła się najważniejsza gonitwa w roku – Wielka Warszawska. Impreza odbywała się jednak w cieniu protestu. Osoby, które się na nim zgromadziły, chciały zwrócić uwagę na – zakazaną już od 10 lat w Polsce – praktykę wiązania koniom języków w czasie gonitw. Według protestujących takie patenty wciąż są stosowane.
Czym jest wiązanie koniom języków? Jest to metoda treningowa (jeżeli w ogóle można ją tak nazwać) polegająca na przywiązaniu koniowi języka do żuchwy. Po co się ją stosuje? Niektórzy trenerzy twierdzą, że uniemożliwia ona zadławienie konia w czasie gonitwy.
– Ludzie nie wiedzą o tym, że niektóre konie w czasie biegu cofają język i w ten sposób się przyduszają. Wiązanie języka ma do tego nie dopuścić – komentuje dla Zero.pl jeden z trenerów ze Służewca.
Czytaj także: Kolejny wyciek danych medycznych. Kapitulacja państwa. Czy to czas na dymisję?
– Teraz światem chce rządzić banda ekoterrorystów, a takie praktyki stosuje się w wielu europejskich krajach. Tak naprawdę jednemu koniowi na sto trzeba ten język przywiązać. Konie są naszą pracą i pasją, nikt nie chce ich krzywdzić – dodaje.
Prawdą jest, że np. we Francji, Irlandii czy Szwecji taka praktyka jest dozwolona. Natomiast w Polsce sprawa przedstawia się inaczej. Na stronie Polskiego Klubu Wyścigów Konnych (PKWK) czytamy: „Zabrania się wiązania języka do żuchwy konia”.
Przeciwnicy są zdania, że dżokeje i trenerzy stosują tę metodę po to, żeby najzwyczajniej w świecie ułatwić sobie pracę. Są konie, które na nadmierny ucisk w pysku i ból reagują przełożeniem języka nad wędzidło, a wtedy jest nimi trudniej powodować. Jak łatwo się domyślić, związanie języka zapobiega temu.
Tak tę praktykę komentował dla Zero.pl lekarz weterynarii, doktor Piotr Szpotański:
Podwiązanie koniowi języka w czasie gonitwy jest pewnego rodzaju dopingiem – formą uzyskania przewagi. Praktykę tę trzeba traktować jak każdy inny doping. Dodatkowo ten charakteryzuje się tym, że jest niebezpieczny fizycznie.
Czytaj także: Kulisy wycieku danych z ALAB. Trop prowadzi do MyDr i technologii z 2008 roku
– Budowa konia jest taka, że fizycznie nie jest w stanie zadławić się językiem, szczególnie że jest tam podniebienie, które działa jak zawór. Jest to jeden wielki bezsens – dodaje Szpotański.
Jak zawsze przy tego rodzaju sprawach spornych, warto sprawdzić, co na to nauka. Otóż wyniki najnowszego badania – z 2023 r. – opublikowanego w „Equine Veterinary Journal”, nie potwierdzają zasadności stosowania pasków językowych w celu poprawy funkcjonowania górnych dróg oddechowych.
Nie tylko wyścigi
Uwagi fundacji prozwierzęcych nie przykuły tylko wyścigi. W ostatnim czasie całe środowisko jeździeckie – w związku z tym, że liczne nagrania, na których widać przemoc wobec koni, wyciekły do internetu – jest na świeczniku.
I nie chodzi tutaj o fiakrów z Morskiego Oka, których już od dłuższego czasu krytykuje się za to, że wykorzystują konie, zmuszając je do ciągnięcia przeładowanych wozów.
Nie chodzi również o konie, które w strasznych warunkach jadą na rzeź np. ze słynnego targowiska Skaryszew – o nich również słyszymy od wielu lat.
Tym razem miłośnicy zwierząt patrzą na ręce jeźdźcom z pięknych, drogich stajni, dosiadającym równie pięknych i drogich koni.
Wstrząsające nagranie
Pod koniec sierpnia media obiegło nagranie, na którym widać, jak kobieta w stajni bije konia batem po głowie. Na kolejnym filmie ta sama osoba wchodzi do końskiego boksu i kopie zwierzę po brzuchu (co gorsza, w obecności kilkuletniej córki). Kim była kobieta znęcająca się nad wierzchowcem? To Aleksandra H., sędzia Polskiego Związku Jeździeckiego (PZJ).
PZJ na całą sprawę zareagował bardzo stanowczo. Rzecznik dyscyplinarny związku wydał postanowienie o zawieszeniu kobiety we wszelkich prawach wynikających z członkostwa w PZJ, w tym prawach zawodnika oraz sędziego. Jak poinformowała prokurator Aleksandra Marańda, Aleksandrze H. postawiono zarzut znęcania się nad końmi sportowymi.
Nie minęły dwa miesiące, a internet obiegło kolejne nagranie. Tym razem z certyfikowanej przez PZJ szkółki jeździeckiej, zlokalizowanej na warszawskim Torze Wyścigów Konnych Służewiec. Chodzi o Szkolny Klub Jeździecki „Poland Park”. Na nagraniu z monitoringu widać, jak osoba siedząca na kucyku, po tym, gdy ten się czegoś spłoszył, zaczyna okładać go batem po głowie. Kolejne nagranie zarejestrowało kobietę, która na lonży (rodzaj długiej smyczy, na której koń wokół nas biega), usiłuje przyciągnąć konia do siebie, po czym uderza go batem po pysku.
Reakcje fundacji
Nagrania, które opisałam powyżej, wywołały reakcję wielu prozwierzęcych fundacji, zareagowały m.in. „Fundacja Zwierzęca Polana”, „Prawnicy na rzecz zwierząt” oraz pierwsza działająca w Polsce fundacja ratująca konie „Tara”.
Aleksandra Grynczewska-Woźniak z Fundacji Zwierzęca Polana zapytana przez nas o to, jakie działania zamierzają podjąć jako fundacja, odpowiedziała:
Nie złożyliśmy jeszcze wniosku. Jesteśmy na etapie przygotowywania odpowiednich dokumentów, czyli projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Musimy również wpłynąć na przepisy, które wymagają zaangażowania trzech ministerstw: Sportu i Turystyki, Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Obecnie negocjujemy, jak i kiedy to zrobić.
Czytaj także: Tyle podatku od zysku zapłaci Orlen. To efekt decyzji Nawrockiego
– Przede wszystkim chcemy do ustawy o ochronie zwierząt wprowadzić definicję bólu. Obecnie przepisy mówią, że nie można narażać zwierząt na cierpienie, ale nie określają jasno, co je powoduje i czym ono jest. W końcu, w tym roku została opublikowana definicja bólu dla wszystkich zwierząt lądowych. Przygotowało ją Międzynarodowe Towarzystwo Pracy nad Bólem. Określono w niej, jakie działania powodują ból, a nie jedynie dyskomfort, który często po prostu wiąże się z treningiem zwierząt – tłumaczy Aleksandra Grynczewska-Woźniak.
– Nie chcemy zabronić uprawiania jeździectwa ani trenowania koni. Zależy nam na ograniczeniu cierpienia tych zwierząt – dodaje.
Zakazać jeździectwa?
Są jednak tacy, którzy nad zakazem jeździectwa zaczynają się zastanawiać. W listopadzie 2021 r. pomysł taki postulowała ówczesna europosłanka Sylwia Spurek. W wywiadzie udzielonym Interii powiedziała:
W jeździe konnej, w sporcie, nie ma relacji i więzi. Tu jest eksploatacja. Mówią o tym również same zawodniczki i zawodnicy. Czytałam opinie ludzi tej dyscypliny. Mówią, że konie zostały w tym wszystkim sprowadzone do przedmiotu, że są traktowane jak sprzęt sportowy.
Cóż, nie ma się co oszukiwać, konie przez wielu traktowane są w sposób przedmiotowy, służąc wyłącznie za źródło utrzymania. Ale właśnie z tego powodu, żeby takich głosów, jak Sylwii Spurek, ubywało, a nie przybywało, jeźdźcy powinni reagować, kiedy widzą brutalne traktowanie wierzchowców. Powinni reagować, żeby udowodnić ludziom, że są jeźdźcy i trenerzy, którzy potrafią szkolić te wyjątkowe zwierzęta bez bólu i cierpienia.
Może zainteresuje Cię także:


