Przed nami finał głośnego procesu po tragedii na autostradzie A1 w 2023 r. Oskarżony o staranowanie rodziny z małym dzieckiem, która spłonęła na drodze, Sebastian Majtczak czeka już tylko na mowę końcową swoich obrońców i przemowę prokuratora.
Podczas wielu rozpraw Majtczakowi udało się dowieść jedynie tego, że nie można mu udowodnić ucieczki z kraju, bo ma dowody na to, iż po wypadku wyjechał w interesach najpierw do Niemiec, a potem do Dubaju.
Gdy sędzia Renata Folkman wyda wyrok na sali Sądu Rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim, dowiemy się, czy Sebastian Majtczak w świetle dowodów jest winny i jaka ewentualnie kara go spotka (grozi mu najwyżej osiem lat więzienia).
To zamknie całą historię tragicznego wypadku. Nadal pozostaną w niej jednak dziury, których nigdy nie wyjaśniono ani w śledztwie, ani na procesie.
Nielegalny wyścig zakończył się śmiercią pieszego. Zatrzymano drugiego kierowcę
Podmieniony patrol policji
Największe emocje w tej sprawie – co zwróciło też uwagę mediów oraz internautów, którzy rozpoczęli wówczas własne śledztwo – budziło pominięcie w policyjnym komunikacie po wypadku tego, że udział brało w nim jeszcze BMW Majtczaka.
Przypomnijmy – tuż po wypadku, do którego doszło 16 września 2023 r., łódzka policja podała wprowadzający w błąd komunikat. Wskazywała, że to pojazd Kia uderzył w bariery i się zapalił: „kierujący pojazdem kia na chwilę obecną z niewyjaśnionych przyczyn uderzył w bariery energochłonne, następnie auto zapaliło się. W wyniku tego wypadku śmierć poniosły trzy osoby podróżujące tym pojazdem”.
Ten komunikat do dziś musi zastanawiać, bo policjanci będący na miejscu zdarzenia i prokurator nie mogli nie widzieć tego, co dobrze widzieli strażacy – rozbitego nieco dalej BMW. Nie mogli nie powiązać auta Majtczaka z wypadkiem. A jednak przemilczeli jego udział.
Tragiczny wypadek na hulajnodze elektrycznej. Nie żyje nastolatek
Wszystko zmieniło się, gdy do sieci trafił film nagrany przez świadka wypadku i ludzie w internecie rozpoczęli społeczne śledztwo. Był to ewidentny dowód na to, że doszło do zderzenia dwóch samochodów.
I dopiero wówczas – 23 września, czyli tydzień po wypadku – Komenda Wojewódzka Policji w Łodzi opublikowała na Facebooku oświadczenie. I dopiero w nim przyznała, że w wypadku uczestniczyły dwa pojazdy. „Na chwilę obecną wiadomo, że brały w nim udział dwa pojazdy: BMW oraz KIA. Policjanci zabezpieczyli szereg śladów, przesłuchali świadków. Na miejscu obecny był również prokurator, który nadzorował pracę funkcjonariuszy. Dotarliśmy również do szeregu nagrań z kamer, które mamy nadzieję pozwolą wyjaśnić, co było przyczyną tej ogromnej tragedii” – oświadczyła łódzka policja.
Wątek udziału policjantów z komendy wojewódzkiej przy tym wypadku pojawił się jeszcze później. Na procesie Majtczaka wyszło na jaw, że na miejscu na A1 byli najpierw policjanci z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. Zostali podmienieni przez inny patrol z komendy wojewódzkiej. Nikt nigdy nie wytłumaczył, dlaczego.
Jaguar uderzył w bariery na S7. Media: Za kierownicą córka byłego prezydenta
Podmieniona notatka, która wybielała Majtczaka
Niepokojący wątek wojewódzkich policjantów z Łodzi w tej sprawie wypłynął miesiąc po wypadku. 20 października 2023 r. „Rzeczpospolita” ujawniła, że powstały dwie notatki z miejsca wypadku. Odmiennie relacjonowały sprawstwo.
Pierwszą prawdopodobnie sporządzili miejscy policjanci. Oddawała prawdę i opisywała przebieg zdarzenia uwzględniający związek samochodu BMW z wypadkiem.
Drugą notatkę – jak ustalił dziennik – stworzył wysoki rangą oficer policji. Powstała jeszcze przed przesłuchaniem Sebastiana Majtczaka. Jej treść przeczyła wersji zapisanej w pierwszej notatce. Ogólnie rzecz biorąc, przyjęto w niej narrację kierowcy BMW co do przebiegu wypadku.
Kto napisał tę manipulacyjną notatkę i dlaczego? Do dziś się nie dowiedzieliśmy. Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadziła boczne postępowania mające wyjaśnić prawidłowość postępowania policji. Nie dopatrzyła się żadnych nieprawidłowości i żadnego matactwa w tej sprawie. Tak samo zachowała się Prokuratura Okręgowa w Katowicach, która potem przejęła śledztwo w sprawie wypadku.
Co prawda na te umorzenia złożono zażalenia, ale… zostały odrzucone przez sąd z przyczyn formalnych. Sąd Rejonowy w Częstochowie uznał, że bliscy ofiar wypadku nie byli uprawnieni do wnoszenia zażalenia w tej sprawie.
Nigdy więcej do działań policji nie wrócono.
Tragedia w Kościerzynie. Malutkie dziecko przygniecione przez samochód
„Wujek” w policji?
Gdy społeczność serwisu Wykop próbowała rozszyfrować, co naprawdę stało się na autostradzie A1, szybko doszła do tego, że za kierownicą BMW siedział syn łódzkiego biznesmena. Wówczas w sieci zaczęły się też pojawiać plotki o tym, iż Majtczak ma wujka w łódzkiej policji.
Te sensacyjne doniesienia mogły być fantazją – ludzie, widząc złe prowadzenie postępowań, często podejrzewają związki z władzą, prokuraturą czy policją.
Policja oficjalnie odniosła się do tej sprawy, choć w bardzo dziwny sposób. Bowiem 30 września łódzka policja oświadczyła w serwisie X: „podkreślamy, że wbrew fałszywym informacjom, które krążą w internecie, kierowcą BMW nie był funkcjonariusz Policji, czy też syn funkcjonariusza jakiejkolwiek służby” – napisali mundurowi. Tylko akurat takiego zarzutu nikt publicznie nie stawiał.
Do rzekomego posiadania przez Majtczaka krewnych w łódzkiej policji odniósł się w specjalnym komunikacie opublikowanym przez PAP 4 października 2023 r. ówczesny minister spraw wewnętrznych i administracji. „Kategorycznie zaprzeczam. Żadnych związków. Żadnych powiązań. Absolutnie zaprzeczam” – oświadczył Mariusz Kamiński.
Zboralski: Rodziny ofiar przestały milczeć. Opowiedziały mi o Sebastianie M.
Jako dziennikarz dotarłem jednak do informacji, które mogą rzucać nowe światło na ewentualne związki rodziny łódzkiego biznesmena z policją. Według moich informatorów na weselu Sebastiana Majtczaka bawił się m.in. policjant, który miał być funkcjonariuszem wewnętrznych służb policyjnych. Są świadkowie, którzy słyszeli, że do tego mężczyzny na weselu Majtczak zwracał się „wujku”. Nie są jednak ze sobą spokrewnieni, dlatego oświadczenie ministra Kamińskiego było prawdziwe.
Policjant nie odpowiedział na moje prośby o kontakt, które skierowałem do niego poprzez media społecznościowe.
Jeżdżenie po zestaw do pobrania krwi
Ostatnią niewyjaśnioną do dziś sprawą jest wątek wożenia Sebastiana Majtczaka po kilku miejscowościach tuż po wypadku. Ustalono, że policjanci zabrali go do radiowozu i z nim jeździli. Oficjalnie – przez wielkie niedobory w policji musieli szukać zestawu do pobrania krwi. Gdy po wypadkach pobiera się bowiem kierowcom krew do badań laboratoryjnych, musi to być wykonane za pomocą specjalnych zestawów, które da się m.in. opieczętować.
Samochód uderzył w samolot na lotnisku w Monachium. Kierowca ciężko ranny
Prokuratorzy uznali, że nie ma w tym nic ciekawego. Nie zadali sobie jednak ważnego pytania: skoro policjanci nie mieli zestawu do pobrania krwi, to dlaczego nie zadzwonili i nie sprawdzili, gdzie taki mogą znaleźć, i nie pojechali wprost do tego miejsca? Dlaczego woleli krążyć po kilku miejscowościach? Czy to logiczne postępowanie?
W związku z tym, że śledczych ten wątek w ogóle nie interesował, nie badano też, czy policjanci wożący Majtczaka radiowozem gdzieś dzwonili. A jeśli tak – to do kogo.
Liczymy na to, że sprawca wypadku otrzyma sprawiedliwą karę w sądzie. Jednak bez wyjaśnienia wszystkich aspektów przebiegu postępowania policji po wypadku i śledztwa nie będziemy w stanie jako obywatele naprawić mechanizmów demokratycznego kraju – choć mamy wiele przesłanek, że te zawiodły.


