Reklama
Reklama
Reklama

Hiszpania. Premier mógł wiedzieć o nadchodzącym kryzysie w Ceucie

white-16
Hiszpański premier Pedro Sanchez. (fot. PAP)

Odtajnione dokumenty hiszpańskich służb rzucają nowe światło na kryzys migracyjny w Ceucie. Wynika z nich, że dzień przed masowym napływem migrantów wywiad ostrzegał o planowanej próbie przedostania się do miasta drogą morską i lądową. Rząd Pedro Sancheza przekonuje jednak, że nie otrzymał informacji pozwalających przewidzieć skalę wydarzeń. Tymczasem mieszkańcy Ceuty coraz głośniej domagają się rozwiązania kryzysu.

  • Służby ostrzegały przed próbą przekroczenia granicy – odtajnione dokumenty pokazują, że hiszpański wywiad już 29 lipca informował o planowanej próbie przedostania się do Ceuty drogą morską i lądową.
  • Rząd twierdzi, że nie znał skali zagrożenia – Pedro Sanchez przyznaje, że służby obserwowały rosnącą presję migracyjną, ale przekonuje, że nie było informacji pozwalających przewidzieć masowy napływ dziesiątek tysięcy osób.
  • Madryt odpiera zarzuty dotyczące powrotów migrantów – władze podkreślają, że każda osoba musi przejść odpowiednią procedurę, a szczególnej ochronie podlegają m.in. małoletni i osoby mogące wymagać ochrony międzynarodowej.
  • Mieszkańcy Ceuty są coraz bardziej sfrustrowani – lokalna społeczność protestuje przeciwko sytuacji związanej z obecnością migrantów i domaga się od władz skuteczniejszego rozwiązania kryzysu.
  • W mieście nadal przebywa około 5 tys. migrantów – to część z ponad 70 tys. osób, które przedostały się do Ceuty podczas kulminacji kryzysu pod koniec lipca.

Sprawa wybuchła ponownie po publikacji 40 odtajnionych dokumentów dotyczących wydarzeń z końca lipca. Z materiałów wynika, że już 29 lipca, czyli dzień przed masowym napływem migrantów, hiszpańskie służby miały informacje o mobilizacji w mediach społecznościowych. CNI (hiszpański wywiad i kontrwywiad) ostrzegał o możliwości próby przedostania się do Ceuty „drogą morską i lądową”. Wskazywano również, że informacje o planowanym przekroczeniu granicy docierały do szerokiego grona odbiorców – w dwóch grupach społecznościowych, na które zwróciły uwagę służby, było łącznie około 180 tys. obserwujących.

Ceuta na krawędzi. Kryzys migracyjny przeradza się w spór Hiszpanii z Marokiem

Sanchez wiedział?

Dokumenty stoją w sprzeczności z wcześniejszymi wypowiedziami Sancheza. Premier mówił w Kongresie 3 września, że rząd nie otrzymał żadnego ostrzeżenia, które wskazywałoby na prawdopodobieństwo i skalę masowego napływu. Według niego służby informowały o rosnącej liczbie prób przekraczania granicy, ale nie przewidywały wydarzeń, do których doszło 30 i 31 lipca. Sanchez podkreślał, że wezwania do przekroczenia granicy w mediach społecznościowych pojawiały się już wcześniej i same w sobie nie były czymś wyjątkowym.

Reklama
Reklama

Problem dla rządu polega na tym, że dokument z 29 lipca nie był jedynym sygnałem. CENIF, jednostka hiszpańskiej policji zajmująca się migracją i ochroną granic, dzień wcześniej wskazywała na możliwość zwiększenia liczby prób wejścia do Ceuty. W raporcie z 29 lipca mowa była już o potencjalnym ryzyku nielegalnych przekroczeń granicy w Ceucie i Melilli. Jednocześnie służby oceniały prawdopodobieństwo skoordynowanej próby przekroczenia granicy jako niskie lub średnie i zastrzegały, że jej wystąpienia nie można zagwarantować.

Premier Hiszpanii był pytany przez dziennikarzy o kwestię migracji w Ceucie. – Nie mówimy o najeźdźcach. Mówimy o ludziach, którzy szukają lepszego życia. Jeśli rozwiązaniem Partii Ludowej i Vox jest odpowiedź zbrojna, stalibyśmy przed większym kryzysem i przed fatalnym wizerunkiem Hiszpanii na arenie międzynarodowej – mówił na antenie hiszpańskiej telewizji.

Turbulencje w rządzie Ceuty

Sprawa ma także wymiar polityczny. W piątek ze stanowiska w Delegaturze Rządu w Ceucie odszedł Gonzalo Sanz, szef gabinetu przedstawiciela rządu w mieście. Według jego relacji otrzymał 29 lipca ostrzeżenie CNI dotyczące planowanej próby przekroczenia granicy. Jego odejście nastąpiło dwa dni po publikacji odtajnionych dokumentów i dodatkowo zwiększyło presję na rząd Sancheza.

Reklama
Reklama

Wielka obława na granicy z Ceutą. Marokańskie służby zatrzymały setki osób

Madryt nie twierdzi, że służby niczego nie zauważyły. Przeciwnie – Sanchez przyznał, że liczba osób przepływających do Ceuty rosła już w dniach poprzedzających kryzys. Według przedstawionych przez niego danych 29 lipca wieczorem odnotowano 194 takie wejścia. Premier utrzymuje jednak, że żadna z informacji, które trafiły do władz politycznych, nie pozwalała przewidzieć, że następnego dnia do miasta ruszą dziesiątki tysięcy ludzi.

Rząd podkreśla również, że nie może po prostu usunąć wszystkich migrantów z miasta. Nie oznacza to, że prawo międzynarodowe całkowicie zabrania powrotów do Maroka. Władze argumentują, że każda osoba musi zostać zidentyfikowana, a jej sytuacja indywidualnie oceniona. Szczególne zasady dotyczą osób, które mogą pochodzić z państw ogarniętych wojną, oraz małoletnich, w przypadku których trzeba sprawdzić, czy mają bezpieczne miejsce powrotu. Hiszpańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych podkreśla jednocześnie, że samo nielegalne wejście do Ceuty nie daje prawa do pozostania w Hiszpanii i nie wyklucza procedury powrotowej.

W praktyce proces powrotów trwa. Według rządu ponad 90 proc. osób, które przekroczyły granicę podczas kulminacji kryzysu, wróciło do Maroka w ciągu pierwszych 72 godzin. Później rozpoczęto kolejne powroty, relokacje i procedury dotyczące migrantów pozostających w mieście.

Mieszkańcy Ceuty mają dość

Kryzys pozostawił jednak w mieście trwałe napięcie. Pod koniec sierpnia w Ceucie pozostawało około 5 tys. osób spośród ponad 72 tys., które przedostały się tam podczas kulminacji wydarzeń. Około 3,8 tys. znajdowało się już w zorganizowanych miejscach zakwaterowania, w tym około 1,5 tys. nieletnich.

Mieszkańcy coraz głośniej wyrażają frustrację. W Ceucie odbywały się protesty, podczas których domagano się powrotu migrantów do Maroka. W mieście doszło również do gwałtownych incydentów – m.in. spalenia prowizorycznych obozowisk migrantów na plaży. 

Reklama
Reklama

Masowy napływ rozpoczął się 30 lipca. Według hiszpańskich władz impulsem były m.in. informacje rozpowszechniane w mediach społecznościowych po lipcowym orzeczeniu Sądu Najwyższego dotyczącym zasad zawracania osób, które dostały się do Hiszpanii drogą morską. W sieci zaczęły krążyć informacje, że granica jest otwarta, a osoby, które przepłyną do Ceuty, nie będą mogły zostać odesłane. W ciągu dwóch dni do miasta przedostało się ponad 70 tys. osób. W czasie kryzysu zginęło ponad 140 migrantów.

Dziś w Ceucie pozostaje około 5 tys. przybyszy. Rząd zapowiada dalsze powroty i relokacje, ale jednocześnie przekonuje, że musi działać w granicach prawa.

Reklama
Reklama