
Indie stawiają na węgiel. Najludniejszy kraj świata zwiększa jego wydobycie, by sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na energię ze strony młodej i dynamicznie rosnącej populacji. Nie bez znaczenia jest też pęd do tego, by stać się nową „fabryką świata”. Realizacji tych celów ma służyć rozbudowa kopalni Gevra, która już w 2027 r. może stać się największą kopalnią węgla w skali globu.
- Indie nie myślą o dekarbonizacji – przynajmniej nie w najbliższych dekadach. W 2025 r. niemal podwoiły planowaną skalę wydobycia z nowych kopalni węgla.
- Krajowe wydobycie węgla w Indiach ma wzrosnąć do 1,5 mld ton w 2030 r. Ten ambitny cel wspiera rozbudowa kopalni Gevra, która już w przyszłym roku może stać się największą kopalnią świata.
- W obliczu zawirowań na Bliskim Wschodzie stawianie na „czarne złoto” jest traktowane w Indiach jak geopolityczna polisa. – Indie konsekwentnie dążą do zapewnienia sobie poczucia bezpieczeństwa energetycznego – mówi Zero.pl Krzysztof Zalewski, prezes Instytutu Boyma.
Dekarbonizacja, czyli odchodzenie od węgla, to słowo, które w kontekście europejskiej energetyki słyszymy nieustannie. W Indiach sytuacja wyglądaj jednak zupełnie inaczej. W najludniejszym kraju świata to paliwo kopalne, uznawane dziś za schyłkowe, jest na fali wznoszącej.
Rząd przeprosi się z węglem? Padły ważne słowa o bezpieczeństwie Polski
Indie zdominowały globalne statystyki dotyczące węgla
W połowie sierpnia ukazał się doroczny raport ośrodka analitycznego Global Energy Monitor (GEM), który monitoruje projekty energetyczne na całym świecie, zarówno te w dziedzinie paliw kopalnych, jak i odnawialnych źródeł. Czytamy w nim, że w 2025 r. Indie niemal podwoiły planowaną skalę wydobycia „czarnego złota” z nowych kopalni węgla, zwiększając łączne docelowe moce produkcyjne do 638 mln ton rocznie z 329 mln ton. Tym samym to właśnie one wygenerowały prawie cały światowy przyrost planowanych inwestycji w sektorze wydobycia węgla. Na horyzoncie jest ambitny cel – do 2030 r. produkcja węgla w Indiach ma sięgnąć ok. 1,5-1,6 mld ton rocznie.
W przypadku innej azjatyckiej potęgi, Chin, często przywołuje się rok 2060 jako datę osiągnięcia pełnej neutralności węglowej. A jak jest w przypadku Indii?
– Parę lat temu premier Narendra Modi deklarował, że Indie chcą odchodzić od węgla i paliw kopalnych – i dalej to mówi, tylko trochę ciszej – mówi Zero.pl Krzysztof Zalewski, prezes Instytutu Boyma, analityk ds. Indii i energetyki.
– Przekaz indyjskich władz jest następujący: priorytetem jest dla nas rozwój, a skoro Zachód rozwinął się w oparciu o paliwa kopalne, to my też musimy podążać tą ścieżką – dodaje nasz rozmówca. – Oficjalną datą osiągnięcia „net zero” – czyli stanu, kiedy ilość gazów cieplarnianych emitowanych do atmosfery jest równa ilości gazów, które się z niej usuwa – jest dla nich 2070 r., co tak naprawdę może równie dobrze oznaczać „nigdy”. To tak odległy horyzont, że nie jesteśmy w stanie dziś powiedzieć, jakie będą wtedy technologie w energetyce i jak będzie wyglądała nasza planeta.
– Faktem jest, że kiedy emisyjność państw Zachodu spada, to w Indiach ona rośnie. Zajmują one obecnie trzecie – po Chinach i USA – miejsce na świecie, jeśli chodzi o emisję gazów cieplarnianych ogółem. W przeliczeniu na mieszkańca te wskaźniki wyglądają nieco lepiej z powodu ogromnej liczby ludności. I właśnie zaspokojenie potrzeb energetycznych tego rosnącego społeczeństwa, w dodatku społeczeństwa młodego, jest dla Indii priorytetem.
Węgiel na fali
Zaspokojeniu tego popytu służy w dużym stopniu właśnie węgiel. W tym miejscu dodajmy, że kryzys na rynku gazu, wywołany wojną USA z Iranem, sprawił, że wiele państw „odkryło węgiel na nowo”. Międzynarodowa Agencja Energetyczna w raporcie „Coal Mid-Year Update 2026” oczekuje, że globalne zapotrzebowanie na węgiel wzrośnie o 1,2 proc. w tym roku, do rekordowych 8,94 mld ton – choć wcześniejsze prognozy mówiły o spadku. Rosnące ceny gazu i jego deficyt na świecie (spowodowany blokadą eksportu przez cieśninę Ormuz) spowodowały, że te kraje, które mają elektrownie węglowe, zwiększają wykorzystanie „czarnego złota”.
W Indiach popyt na węgiel jest też napędzany przez rynek klimatyzacji, który rośnie tam najszybciej na świecie.
– Należy tu wskazać, że taką pierwszą potrzebą Indusa, który może sobie pozwolić na nieco więcej niż zaspokajanie tylko podstawowych potrzeb konsumpcyjnych, jest klimatyzacja w domu – przynajmniej w jednym pomieszczeniu – mówi Krzysztof Zalewski. – Klimat się zmienia i Indusom coraz bardziej dokuczają rosnące temperatury, dochodzące do 40-45 st. C. Produkcja energii jest potrzebna m.in. właśnie po to, by zasilać rosnącą liczbę klimatyzatorów, ale też generalnie Indie chcą produkować coraz więcej, stając się nową fabryką świata.
Czytaj też: Fala upałów wywołuje „wojny klimatyzacyjne”. Świat walczy o chłodny oddech
Indie chcą mieć największą kopalnię węgla na świecie
W zaspokojeniu tych ogromnych potrzeb ma pomóc Indusom rozbudowa odkrywkowej kopalni węgla kamiennego Gevra. Należy ona do państwowego koncernu Coal India (największy producent węgla na świecie). Położona w stanie Chhattisgarh w południowo-wschodniej części kraju odkrywkowa kopalnia ma zwiększyć wydobycie węgla w 2027 r. do 63 mln ton (z 56 mln ton zaplanowanych na ten rok) – jeśli tak się stanie, zyska status największej kopalni węgla na świecie. Wyprzedzi tym samym kopalnię Black Thunder w amerykańskim stanie Wyoming (tam roczne wydobycie oscyluje wokół 62 mln ton).
– Rzeczywiście, plany są tutaj bardzo ambitne, jednak nie jestem przekonany, czy uda się je zrealizować – zastrzega Krzysztof Zalewski. – W Indiach styl komunikacji jest nieco inny; Indusi niejako stwarzają rzeczywistość słowami i mówią językiem ambicji. Zapowiadając, że zbudują największą kopalnię węgla, sygnalizują po prostu swoje dążenie do tego, by przodować w tej dziedzinie. Jednak w tym wypadku chodzi już o kopalnię istniejącą, więc ten plan może się powieść.
A jak obecnie przedstawia się udział węgla w miksie energetycznym w Indiach? – Węgiel odpowiada za nieco powyżej 40 proc. mocy zainstalowanej oraz za prawie 70 proc. faktycznej generacji energii – mówi prezes Instytutu Boyma. – Jego udział spada jednak w ogólnej generacji, natomiast wolumenowo nadal wygląda to imponująco. To setki milionów przerabianych ton węgla. Udział OZE, dla odmiany, rośnie – to nie jest tak, że Indie nie stawiają wcale na energetykę wiatrową czy słoneczną.
Przede wszystkim jednak Indie konsekwentnie dążą do zapewnienia sobie bezpieczeństwa energetycznego – podkreśla ekspert.
Własne paliwa kopalne polisą dla Indii
– Mają w planach dokładne rozpoznanie własnych zasobów ropy i gazu. Chodzi o to, by mieć alternatywę na wypadek kryzysów takich jak obecny, wywołany wojną na Bliskim Wschodzie – a przy okazji zmniejszyć zależność od importu surowców energetycznych z Rosji, która też jest odległa.
Mowa o programie Samudra Manthan, który zakłada wydatki rzędu ok. 9 mld dol. do roku finansowego 2030/2031 na wsparcie wierceń głębinowych (w Zatoce Bengalskiej, w rejonie Wysp Andamańskich i na Morzu Arabskim) w celu identyfikacji złóż ropy i gazu. Rząd Narendry Modiego oficjalnie zaakceptował go końcem lipca br.
Na tym ambicje Indii się nie kończą.
– To samo dotyczy eksploatacji rud żelaza, w które Indie są bardzo zasobne – wskazuje Krzysztof Zalewski. – By jednak z tego żelaza powstała stal, potrzebny jest węgiel koksujący – jego wydobycie Indie też zwiększają, co dodatkowo podbija statystyki dotyczące ogólnych mocy produkcyjnych węgla.
Mówiąc o ukierunkowaniu Indii na węgiel, warto pamiętać, że warunki geologiczne sprawiają, że proces wydobycia jest tam łatwiejszy i tańszy. Prezes Instytutu Boyma zwraca uwagę na związane z tym potencjalne szanse dla polskiego sektora górniczego.
Szansa dla polskiego górnictwa?
– W Indiach węgiel zalega, oczywiście, o wiele płyciej niż w Polsce. Ok. 90 proc. indyjskiego wydobycia pochodzi z kopalń odkrywkowych. W Bengalu Zachodnim, w pobliżu Kalkuty, tamtejsze złoża głębinowe przypominają nasze sprzed pół wieku – w związku z czym od wielu lat mówi się, że polskie firmy miałyby szansę budować tam kopalnie. W tym kontekście warto zaapelować, by podczas wizyty premiera Donalda Tuska w Indiach w październiku z delegacją rządową pojechali tam przedstawiciele naszej branży górniczej, bo możemy sprzedawać Indusom know-how i maszyny, niezależnie od tego, że w UE górnictwo i energetyka węglowa są na cenzurowanym.
– Oczywiście byłyby problemy z pozyskaniem finansowania dla takiego projektu – przyznaje Krzysztof Zalewski. – W praktyce od projektu przez budowę do osiągnięcia rentowności mijają 2-3 dekady, a długi okres realizacji może zniechęcić instytucje kredytujące. Dziś po prostu nikt nie wie, jakie będzie zapotrzebowanie na węgiel za kilkadziesiąt lat i ile będzie on kosztował.
Zaangażowanie polskich firm w budowę kopalni w Indiach to jednak na razie dość odległa wizja. – Aby w ogóle zaistnieć na rynku indyjskim, potrzebujemy instytucji wsparcia biznesu na miejscu, choćby oddziału Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, o którego powołaniu mówi się od dekady – podsumowuje rozmówca Zero.pl.
Premier Donald Tusk będzie przebywał z oficjalną wizytą połączoną z misją gospodarczą w Indiach w dniach 21-23 października. Pojedzie tam nieco ponad dwa lata po tym, jak wspólnie z Narendrą Modim złożył podpis pod umową o polsko-indyjskim partnerstwie strategicznym w Warszawie w sierpniu 2024 r. Premier Modi zaprosił wówczas polskie firmy do włączenia się w inicjatywę „make in India”, pod pojęciem której rozumie produkowanie w Indiach na rynki całego świata.
Może zainteresuje Cię także:

