Reklama
Reklama
Reklama

Czarne chmury nad portfelami Polaków. Nadchodzi bolesna podwyżka prądu

Ceny energii w taryfie dla gospodarstw domowych mogą wzrosnąć o 19 proc. r/r w 2027 r. – prognozują eksperci
Ceny energii w taryfie dla gospodarstw domowych mogą wzrosnąć o 19 proc. r/r w 2027 r. – prognozują eksperci (fot. Bartlomiej Magierowski / East News)

Po opłaceniu rachunków za energię elektryczną na koncie zostanie nam niewiele – taki scenariusz na przyszły rok jest jak najbardziej realny. Prognozy ekspertów mówią o tym, że ceny w taryfie dla gospodarstw domowych mogą w 2027 r. wzrosnąć aż o jedną piątą. Winna jest wojna na Bliskim Wschodzie i drożejący gaz.

  • Widmo drogiego prądu powraca. Według analityków Biura Maklerskiego Banku Pekao cena energii w taryfach na 2027 r. może wzrosnąć nawet o 19 proc. – do ok. 590 zł/MWh.
  • Winny jest drożejący gaz. Cena energii na rynku hurtowym w tzw. mechanizmie merit order zależy od najdroższego źródła – a dziś najdrożej prąd produkują elektrownie gazowe.
  • Sama cena energii na naszych fakturach to nie wszystko. Zawierają one jeszcze szereg innych opłat. Wraz ze wzrostem pozostałych części rachunku, przeciętne gospodarstwo domowe może zapłacić w 2027 r. kilkaset złotych więcej za prąd.

Polacy muszą liczyć się z realną groźbą znaczących podwyżek cen energii w 2027 r. Najnowsze wyliczenia ekspertów z Biura Maklerskiego Banku Pekao pokazują, że cena energii w przyszłorocznych taryfach może poszybować z 495,16 zł/MWh obecnie do ok. 590 zł/MWh. Oznaczałoby to wzrost o ok. 19 proc.

Drogi gaz „psuje” rachunki za prąd

Powód to drożejący gaz. Analitycy Energy Solution zauważają, że kontrakt na błękitne paliwo w holenderskim hubie TTF z dostawą na 2027 r. wzrósł w sierpniu o 21,5 proc. w porównaniu z lipcem i przekroczył poziom 50 euro/MWh.

Reklama
Reklama

Kryzys gazowy w Europie jest faktem. Czy ominie Polskę?

Kluczem do zrozumienia tego, jak drożejący gaz wpływa na ceny prądu, jest poznanie zasady merit order, która kształtuje notowania na hurtowym rynku energii. Obowiązuje ona we wszystkich państwach członkowskich UE, w tym w Polsce.

W mechanizmie tym dostępne źródła wytwarzania energii są szeregowane od najtańszych do najdroższych. Operator sieci wpuszcza do systemu najpierw te źródła, od których kupuje prąd najtaniej, czyli odnawialne źródła energii (fotowoltaikę i wiatraki). W miarę wzrostu zapotrzebowania na energię, sięga po nią z droższych źródeł, czyli elektrowni węglowych i gazowych. Najdroższa elektrownia, która była potrzebna do zaspokojenia popytu, wyznacza stawkę dla całego rynku. Otrzymują ją wszyscy producenci, nawet ci, których koszty są bliskie zeru. Obecnie, z powodu wysokich kosztów surowca, najdrożej produkują prąd elektrownie spalające gaz ziemny.

Rynek już widzi, że prąd może być droższy. Kontrakty na energię z dostawą na 2027 r. przebiły poziom 550 zł za MWh, co oznacza wzrost o 28 proc. rok do roku – zauważają analitycy BM Banku Pekao. Spółki, które składają do Urzędu Regulacji Energetyki (URE) wnioski taryfowe, opierają się w nich właśnie na kosztach zakupu energii, jakie będą musiały ponosić. We wnioskach na przyszły rok Enea, Energa (z Grupy Orlen), PGE i Tauron na pewno będą podnosić kwestię wyższych cen energii w kontraktach.

Reklama
Reklama

Spółki muszą złożyć te wnioski nie później niż w terminie dwóch miesięcy przed upływem okresu obowiązywania dotychczasowej taryfy. W praktyce jest to więc końcówka października.

Sama cena energii elektrycznej to nie wszystko

Ale ostateczna kwota na rachunku nie zależy tylko od ceny energii elektrycznej. Dużą role odgrywają tu stawki dystrybucyjne. Zaliczamy do nich opłaty zmiennie, ryczałtowe i stałe.

Zmienną opłatą jest np. opłata OZE, z której finansowane jest wspieranie wytwarzania energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii. Jej wysokość co roku ustala prezes URE. Do tej samej grupy zaliczana jest opłata kogeneracyjna (wspiera elektrociepłownie, czyli jednostki wytwarzające jednocześnie prąd i ciepło).

Opłatą ryczałtową jest opłata mocowa – finansuje ona utrzymanie rynku mocy, mechanizmu, który chroni nas przed blackoutem. Do opłat stałych z kolei zaliczana jest np. opłata abonamentowa (zawiera się w niej m.in. koszt wystawienia rachunku, odczytu i kontroli licznika) – choć ta stawka zostanie akurat w 2027 r. przeniesiona do części obrotowej rachunku.

W tym roku taryfy dystrybucyjne pięciu największych operatorów systemów dystrybucyjnych (OSD) wzrosły średnio o 9,36 proc. w porównaniu do stawek z 2025 r. Jak będzie w 2027 r.? Ta decyzja URE dopiero przed nami – poznamy ją najpewniej w połowie grudnia br.

Reklama
Reklama

Eksperci BM Pekao już dziś wskazują jednak, że wraz ze wzrostem pozostałych części rachunku przeciętne gospodarstwo domowe w Polsce może zapłacić w 2027 r. prawie 300 zł więcej za energię.

Energia z OZE marnuje się. Polacy zapłacili już za to ponad 100 mln zł

Pozostaje pytanie, czy w obliczu wzrostu cen energii elektrycznej na rynkach hurtowych i realnej groźby, że przełoży się to na rachunki Polaków, rząd zdecyduje się na mrożenie cen prądu. Taki mechanizm Polska ma już „przećwiczony” – jeszcze w 2025 r. obowiązywała cena maksymalna na poziomie 500 zł/MWh. Niewykluczone, że w roku wyborczym politycy koalicji rządzącej będą chcieli ulżyć gospodarstwom domowym, by zapunktować w sondażach.

Może zainteresuje Cię także:

Reklama
Reklama