Reklama
Reklama
Reklama

Rząd przeprosi się z węglem? Padły ważne słowa o bezpieczeństwie Polski

W rządzie pojawił się nowy pomysł na koordynację działań w sektorze górnictwa węgla kamiennego
W rządzie pojawił się nowy pomysł na koordynację działań w sektorze górnictwa węgla kamiennego (fot. Kasia Zaremba / PAP)

Bezpieczeństwo energetyczne Polski musi uwzględniać węgiel – taki przekaz popłynął z ust ministra aktywów państwowych Wojciecha Balczuna w Katowicach. W resorcie energii pojawił się z kolei pomysł, żeby powołać pełnomocnika rządu ds. sektora węgla kamiennego. Czy kryzys surowcowy wywołany wojną na Bliskim Wschodzie sprawi, że przeprosimy się z „czarnym złotem”? Na razie walczymy, by Unia pozwoliła nam na dalsze wsparcie dla bloków węglowych.

  • Ministrowie koalicji rządzącej coraz mocniej akcentują w ostatnich dniach znaczenie węgla dla bezpieczeństwa energetycznego Polski.
  • Wojna na Bliskim Wschodzie i drogi gaz sprawiają, że popyt na węgiel rośnie – Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) szacuje, że w 2026 r. ma on zwiększyć się o 1,2 proc. do rekordowych 8,94 mld ton.
  • Polska tymczasem zabiega w Brukseli o przedłużenie wsparcia z rynku mocy dla swoich elektrowni węglowych. Wciąż gwarantują one stabilność systemu.

Podczas sesji plenarnej na Targach Górnictwa Przyszłości w Katowicach minister aktywów państwowych Wojciech Balczun stwierdził, że Polska znów musi „znaleźć pewien balans między energetyką a górnictwem”, bo pierwszy z tych sektorów maksymalizuje swoje zyski, a drugi tonie.

Na Śląsku znów wrze. Górnicy z węglowego giganta boją się o cenną kopalnię

Ale pod pojęciem balansu kryje się coś jeszcze. Energetyka i górnictwo są wciąż ze sobą nierozerwalnie związane, jeśli chodzi o bezpieczeństwo dostaw energii w Polsce. Procentowy udział węgla kamiennego w produkcji energii w naszym kraju wyniósł w lipcu 35,33 proc., a udział węgla brunatnego – 18,20 proc. (dane Polskich Sieci Elektroenergetycznych). Razem to prawie 54 proc.

Reklama
Reklama

Minister chwali węgiel. „Element stabilizujący”

– Musimy włożyć dużo więcej wysiłku, żeby to ustabilizować w interesie systemu energetycznego i bezpieczeństwa energetycznego państwa – przekonywał Wojciech Balczun.

Szef MAP odniósł się przy tym do napiętej sytuacji geopolitycznej. Wojna na Bliskim Wschodzie trzęsie rynkiem ropy naftowej i gazu ziemnego, powodując wzrost ich notowań – ale także utrudniając eksport tych surowców z krajów Zatoki Perskiej. Szczególnie trudna jest sytuacja na globalnym rynku LNG (skroplonego gazu ziemnego), który płynął przez niedrożną obecnie cieśninę Ormuz. Systemy elektroenergetyczne i ciepłownicze oparte na błękitnym paliwie znalazły się pod ścianą.

Wojciech Balczun w Katowicach ocenił, że dotychczasowa sytuacja geopolityczna „nie przełożyła się na istotną destabilizację polskiego bezpieczeństwa energetycznego”. Podkreślił przy tym, że to bezpieczeństwo „musi uwzględniać komponent węglowy”.

– Ten rok pokazał, że ten komponent węglowy musi być, czy też ma szansę być większy, niż się spodziewaliśmy – stwierdził minister. – Zwiększamy w tej chwili wydobycie w spółkach węglowych i wiemy, jakie jest zapotrzebowanie energetyki na węgiel jako element stabilizujący.

Marcin Izdebski, ekspert branży energetycznej związany z Fundacją Centrum Strategii Rozwojowych, w rozmowie z Zero.pl zauważa, że rząd już od pewnego czasu nasila retorykę prowęglową.

Reklama
Reklama

Najnowszy przykład to wypowiedzi polskich oficjeli z 9 września, podczas wydarzenia Energy Day 2026 w Brukseli zorganizowanego przez Polski Komitet Energii Elektrycznej (PKEE), które cytuje na blogu Energy Drink analityk sektora energetycznego Wojciech Jakóbik.

– Polityka klimatyczna nie powinna dzielić, ale tak jest – mówił wiceminister klimatu i środowiska Krzysztof Bolesta. – Świat pokazuje, że ważne jest bezpieczeństwo energetyczne. My się tym nie przejmujemy i idziemy dalej. Nie tak się osiąga cele.

Wtórował mu prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE), Grzegorz Onichimowski. – Nie możemy sobie pozwolić na utratę kolejnych megawatów, czy będą z węgla czy czegokolwiek innego. Musimy je mieć, by uniknąć blackoutu, bo wtedy władze przejmą populiści. Nie możemy z tego zrezygnować w imię polityki która udaje religię. ETS (europejski system handlu emisjami – red.) zjada swój ogon.

Jednostki węglowe wciąż chronią nas przed blackoutem

W mojej ocenie, rząd rozpoczyna w Brukseli grę pod przedłużenie rynku mocy po 2030 r. – mówi Marcin Izdebski.

Reklama
Reklama

Rynek mocy to interwencyjny mechanizm, który ratuje nas przed blackoutem. Polega on na tym, że elektrownie dostają pieniądze od państwa za to, że są gotowe dostarczyć moc w momencie, kiedy rezerwa operacyjna w systemie jest za niska. W sierpniu br., z powodu ekstremalnych upałów i wysokiego zapotrzebowania na prąd, PSE dwukrotnie aktywowały ten mechanizm. Procedura sprawdziła się doskonale. Niestety, już niedługo będziemy mieć problem – unijne regulacje zobowiązują nas do wycofania z rynku mocy jednostek opartych na węglu kamiennym.

– Przepisy UE wykluczają źródła węglowe po 2028 r., ale już dziś widać, że to nierealne, bo nie wybudujemy do tego czasu dużych elektrowni gazowych – wskazuje Marcin Izdebski. – To, co jest planowane do oddania ok. 2030 r., to zdecydowanie mniejsze moce.

– A zatem, żeby ustabilizować system i uniknąć blackoutu, musimy wciąż polegać na węglu, który po prostu jest pod ręką – i na blokach węglowych. Nawet te najstarsze, o mocy 200 MW, można jeszcze zmodernizować – muszą one jednak mieć wsparcie w postaci rynku mocy właśnie.

Marcin Izdebski, Centrum Strategii Rozwojowych

– Obecnie mogą one brać udział w tym mechanizmie tylko do 2028 r., czasu jest więc naprawdę niewiele – dodaje ekspert. – Gdybyśmy chcieli zorganizować aukcję mocową na 2031 r. zgodnie z dotychczasowym modelem, trzeba by to zrobić już w grudniu tego roku – w związku z czym na uchwalenie stosownych przepisów został może miesiąc. Jak widać, już mamy opóźnienie w przedłużaniu rynku mocy, co zagraża stabilności dostaw energii.

Reklama
Reklama

To właśnie na aukcji mocowej elektrownie licytują cenę, za jaką są w stanie utrzymać swoje bloki w pełnej gotowości. Wygrywają te podmioty, które zaoferują najniższą cenę za zapewnienie bezpieczeństwa systemu. Podpisują wówczas kontrakt zwany obowiązkiem mocowym.

Wojna zmienia stosunek do węgla

Dodajmy w tym miejscu, że krótko po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie minister energii Miłosz Motyka powiedział, że Polska musi utrzymywać część bloków węglowych w tzw. zimnej rezerwie na wypadek kryzysów na rynku surowców energetycznych. Zaś kilka dni temu z resortu energii wyszedł kolejny „węglowy” pomysł. Wiceminister Marian Zmarzły w rozmowie z WNP zaproponował powołanie Pełnomocnika Rządu ds. Bezpieczeństwa Transformacji Górnictwa Węgla Kamiennego i Energetyki. Miałby on odpowiadać m.in. za „zgodność harmonogramu wygaszania aktywów z rzeczywistym tempem uruchamiania nowych mocy” (przypomnijmy, że Polska ma stopniowo wygaszać kopalnie węgla kamiennego do końca 2049 r.).

Do pomysłu tego sceptycznie podchodzi dr Jerzy Markowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki w drugiej połowie lat 90. Jako inżynier górnik i wieloletni praktyk (zbudował m.in. kopalnię „Budryk”) zajmował się wówczas restrukturyzacją sektora wydobywczego.

Reklama
Reklama

– Pełnomocnik – to brzmi dumnie, ale to nic nie znaczy – mówi Zero.pl Markowski.

– Nie ma on umocowania w ustawie o działach administracji państwowej. Ja też byłem pełnomocnikiem rządu ds. realizacji restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego i gdyby nie to, że byłem jednocześnie wiceministrem, miałbym związane ręce. To, co proponuje wiceminister Zmarzły, należy do kompetencji ministra aktywów państwowych. Chodzi tylko o to, żeby ten ostatni wiedział, co robi. W ustawie o działach są wszystkie potrzebne narzędzia, żeby osiągnąć cele związane z poprawą funkcjonowania sektora wydobywczego.

Setki firm czekają na pieniądze od państwowego giganta. „Mi Skarb Państwa nie odpuści”

– Wszystkie te działania, o których dziś się mówi, są bardzo spóźnione – dodaje były wiceminister gospodarki. – Przede wszystkim poruszamy się po omacku, bo wciąż nie mamy podstawowego dokumentu: polityki energetycznej państwa.

Pytany o to, czy rząd – nawet bez oficjalnego dokumentu – zmienia stosunek do węgla, Jerzy Markowski daje do zrozumienia, że taka zmiana byłaby pożądana. – Można powiedzieć, że węgiel odpowiada tylko za ok. 50 proc. bezpieczeństwa naszego systemu energetycznego, a można powiedzieć, że to aż 50 proc. Tak czy inaczej, lepiej jest mieć te 50 proc. niż ich nie mieć.

Reklama
Reklama

Oglądaj także:

Reklama
Reklama