Coraz częstsze fale ekstremalnych upałów sprawiają, że klimatyzacja staje się towarem luksusowym i deficytowym jednocześnie, podobnie jak prąd, którym jest zasilana. Walka o chłód wpływa dziś na polityki państw i na zarządzanie zasobami energetycznymi. Systemowych rozwiązań brak, a korzystają na tym... Chińczycy. O sprawie pisze „The Economist”.

- Fale ekstremalnych upałów coraz częściej trapią Europę i inne kontynenty, przynosząc 40 stopni w dzień i tropikalne noce.
- Powstaje błędne koło: rekordowe upały drastycznie zwiększają zużycie prądu przez klimatyzację, co prowadzi do przeciążenia sieci przesyłowych, ryzyka awarii i przerw w dostawach prądu.
- Nieoczekiwany skutek tej nowej pogodowej rzeczywistości to swoiste wojny o klimatyzację – i o energię elektryczną, która ją zasila – zauważa „The Economist”. Klimat powoli zaczyna wpływać na strategiczne decyzje państw, od Europy poprzez Azję, aż po Amerykę.
- Na razie brak jest pomysłów, jak systemowo rozwiązać te problemy. Korzystają na tym Chińczycy: tego lata chiński eksport klimatyzatorów do UE wzrósł aż o 43 proc.
Ekstremalne upały w ostatnich latach wystawiają na próbę ludzką cierpliwość i wytrzymałość sieci energetycznych – pisze „The Economist”. Jednocześnie spory o klimatyzację – a właściwie o energię niezbędną do jej działania – grożą destabilizacją sceny politycznej w różnych zakątkach naszego globu.
Ekstremalne upały i klimatyzacja na wagę złota
Prestiżowy brytyjski tygodnik zauważa, że to problem zdecydowanie współczesny. „Jeszcze przed 1960 rokiem klimatyzacja była rzadkością nawet w USA, tymczasem wskutek zmian klimatu stała się ona absolutną koniecznością w znacznej części świata” – czytamy. W tym kontekście „The Economist” przypomina, że w listopadzie ubiegłego roku uczestnicy szczytu klimatycznego COP30 w brazylijskim Belém uznali technologie chłodnicze, w tym klimatyzację, za „niezbędną infrastrukturę”, stawiając ją tym samym na równi z systemami zaopatrzenia w wodę, sieciami elektroenergetycznymi czy kanalizacją.
RCB rozsyła alerty. „Bądź przygotowany”
To, jakie emocje może wywołać fala upałów i pragnienie znalezienia ochłody choć na chwilę, pokazują dramatyczne sytuacje, do których dochodzi pod różnymi szerokościami geograficznymi.
W lipcu 2026 r. w Nanterre na przedmieściach Paryża doszło do regularnych zamieszek, kiedy tłum zdesperowanych klientów naparł na drzwi supermarketu Lidl, aż te ustąpiły. Szturmujący mieli swój powód: walczyli o przenośne klimatyzatory (temperatury w stolicy Francji sięgały wtedy 40 stopni Celsjusza). „The Economist” podkreśla, że emocjom tłumu towarzyszyły emocje polityczne – francuscy decydenci debatowali bowiem w tym czasie nad tym, gdzie leży granica nadmiernego korzystania z klimatyzacji.
Tygodnik zwraca uwagę, że mniej więcej wtedy, kiedy we Francji upał rozpalał głowy, w miastach Pakistanu i Bangladeszu trwały blokady dróg i protesty pod zakładami energetycznymi. Setki ludzi protestowały w ten sposób przeciwko utrzymującym się tygodniami przerwom w dostawach prądu przy temperaturach sięgających 45 stopni Celsjusza. Pod koniec czerwca w mieście Chandpur w Bangladeszu sfrustrowani mieszkańcy mieli zaatakować pracownika urzędu ds. elektryfikacji obszarów wiejskich.
„W maju przerwy w dostawie energii podczas fali upałów w Indiach wywołały podobne protesty na niektórych obszarach wiejskich; mieszkańcy skarżyli się, że nocą nie mogą nawet korzystać z wentylatorów. Również w takich krajach jak Irak czy Sri Lanka wybuchły niepokoje społeczne spowodowane niedoborami energii niezbędnej do chłodzenia pomieszczeń” – wylicza „The Economist”.
Powszechny dostęp do klimatyzacji rodzi globalne wyzwania
Można przy tym śmiało zaryzykować tezę, że stawką jest tutaj życie ludzkie, bo według modeli medycznego czasopisma „The Lancet” w latach 2000–2019 z powodu upałów umierało średnio 489 tys. osób rocznie. To właśnie klimatyzacja okazała się remedium. Z innego badania opublikowanego w „The Lancet”, które przywołuje „The Economist”, wynika, że na początku lat 20. XXI w. klimatyzacja zapobiegała rocznie śmierci około 190 tys. osób w wieku 65 lat i starszych. Z kolei w USA szacuje się, że dzięki domowej klimatyzacji ryzyko zgonu w bardzo upalny dzień (zdefiniowany jako dzień ze średnią temperaturą powyżej 27 stopni Celsjusza) spadło w XX w. o około 75 proc. „Do spadku tego doszło niemal w całości po 1960 r., kiedy to amerykańskie gospodarstwa domowe zaczęły masowo instalować klimatyzację” – zauważa gazeta.
Wniosek, stwierdza „The Economist”, wydaje się prosty: więcej klimatyzacji dla wszystkich i wszędzie. Jednak łatwiej powiedzieć niż zrobić. Powszechny dostęp do klimatyzacji rodzi globalne wyzwania, tak w bogatych państwach, jak i w biednych. W tych pierwszych pojawiają się spory dotyczą ekologii i efektywności energetycznej, w tych drugich problemem są ceny prądu i niewydolna infrastruktura elektroenergetyczna. Wszędzie jednak politycy muszą sprostać rosnącym żądaniom społecznym.
W bogatych krajach walka o klimatyzację stała się już narzędziem politycznym – zauważa autor tekstu. We Francji Marine Le Pen (wieloletnia liderka francuskiej prawicy narodowej) żąda chłodzenia w instytucjach publicznych, na co Jean-Luc Mélenchon, weteran lewicy nad Sekwaną, odpowiada ostrzeżeniem przed podwojeniem emisji CO₂ przez wzrost popytu na energię. Z kolei w USA burmistrz Nowego Jorku, socjalista Zohran Mamdani, apelował o oszczędzanie energii podczas upałów, co wyśmiał republikański senator Ted Cruz, mimo że jego rodzinny Teksas boryka się z przeciążeniami sieci.
„Pani Le Pen ma przynajmniej po swojej stronie coś więcej niż tylko populizm” – pisze „The Economist”. Z modelu „The Lancet” wynika bowiem, że Europa odpowiada aż za 36 proc. globalnych zgonów z powodu upałów, mimo że zamieszkuje ją poniżej 10 proc. ludności świata. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) ta śmiertelność wzrosła o 30 proc. w ciągu dwóch dekad. Głównymi przyczynami są starzejące się społeczeństwo, rekordowe tempo ocieplania się kontynentu oraz brak klimatyzacji, którą posiada zaledwie 23 proc. europejskich gospodarstw domowych.
Chłodzenia potrzebuje 80 proc. ludności świata, ale tylko 40 proc. na nie stać
W gorących, biednych krajach problem jest innej natury. Barierą w dostępie do klimatyzacji są wysokie koszty urządzeń, prądu oraz modernizacji sieci. Choć chłodzenia potrzebuje ponad 80 proc. ludności świata, stać na nie tylko 40 proc. Wprawdzie w Indiach liczba klimatyzatorów szybko rośnie (przybyło ich 50 mln w latach 2019–2024, a według szacunków kolejne 130–150 mln pojawi się w ciągu dekady), jednak trafiają one głównie do bogatych. Najubożsi mieszkańcy Indii wręcz zadłużają się, by na czas upałów wynajmować klimatyzatory, a na prąd wydają nawet 8 proc. swoich dochodów (wobec średniej globalnej na poziomie maksymalnie 2,5 proc.).
Dodatkowo indyjskie sieci elektroenergetyczne jadą już na przysłowiowych oparach. Tymczasem klimatyzatory generują już jedną czwartą szczytowego zapotrzebowania na prąd w Indiach, a do 2035 r. zużycie to może wzrosnąć trzykrotnie – do 180 GW. Skutkuje to przeciążeniami sieci, awariami infrastruktury i koniecznością kupowania energii na rynku spot, po ogromnych cenach. Eksperci ostrzegają, że w Indiach poczynając od 2028 r. mogą zacząć występować niedobory prądu, nawet po ukończeniu wszystkich budowanych tam obecnie elektrowni.
„The Economist” zauważa, że protestujący w ubogich, gorących krajach często zarzucają rządzącym faworyzowanie instytucji państwowych, bogatych obywateli i przemysłu kosztem reszty społeczeństwa, jeśli chodzi o dostęp do prądu. Domagają się sprawiedliwszego podziału energii elektrycznej oraz obniżenia jej cen. Realizacja tych żądań jest jednak trudna przy niestabilnej infrastrukturze. Im tańsza i bardziej powszechna staje się energia, a wraz z nią masowo kupowane, tanie klimatyzatory, tym szybciej dochodzi do awarii całych sieci energetycznych.
Zdaniem tygodnika, ograniczenia w dostępie do klimatyzacji i problemy ze stabilnością sieci pogłębią z czasem gospodarcze zacofanie gorących regionów. Przykłady? W Afryce, jak wyliczył UNICEF, upały zakłóciły naukę 130 mln dzieci (trzeba było odwoływać zajęcia w szkołach). Z kolei według Międzynarodowej Organizacji Pracy tzw. stres cieplny pochłonie 2,2 proc. globalnego czasu pracy. Odpowiada to utracie 80 mln pełnych etatów, a skutki tych zmian dotkną głównie rolników w Azji Południowej i Afryce Zachodniej.
Bogaty świat rozkłada ręce, korzystają Chińczycy
Bogaty świat może pomóc, ale robi niewiele, by pomóc – stwierdza autor, wskazując, że kraje wysoko rozwinięte mogłyby np. uzależnić pomoc klimatyczną dla biedniejszych państw od kosztów, jakie te ponoszą w związku z klimatyzacją. Mogłyby także wspierać hurtowy zakup urządzeń. Banki rozwoju mogłyby z kolei finansować działania na rzecz stabilizacji sieci energetycznych w ubogich rejonach świata.
Czy poseł KO brał łapówki i utrudniał śledztwo? Mamy wniosek Prokuratury Europejskiej
Tymczasem inicjatywy typu Globalne Zobowiązanie Chłodnicze (deklaracja podpisana przez ponad 70 krajów na szczycie klimatycznym COP28 w 2023 r. w Dubaju) skupiają się na chłodzeniu pasywnym, jak finansowanie lepszej izolacji domostw przed upałem, a nie na dotacjach do zakupu klimatyzatorów dla ubogich („The Economist” zauważa przy okazji, że takie rozwiązanie proponuje Marine Le Pen). Tymczasem Bank Światowy szacuje koszty likwidacji luki w chłodzeniu na 400–800 mld dol.
Rynek reaguje po swojemu – w tym wypadku masową paniką. Tego lata chiński eksport klimatyzatorów do UE wzrósł aż o 43 proc., osiągając wartość 3,8 mld dol. Jak czytamy w „The Economist”, absolutnym hitem jest przenośne urządzenie, które spełnia europejskie przepisy ograniczające wiercenie w elewacjach. „Pewien Austriak przejechał 200 km, żeby zdobyć ostatnią sztukę w magazynie”.