Izba Reprezentantów USA przyjęła ustawę SAVE America Act stosunkiem głosów 218 do 213. Forsowany przez administrację prezydenta Donalda Trumpa projekt zakłada istotne zmiany w prawie wyborczym. Ustawa trafi teraz do Senatu, gdzie, mimo republikańskiej większości, do przełamania ewentualnej obstrukcji potrzeba 60 głosów. Bez wsparcia części demokratów nowe przepisy mogą nie wejść w życie.

- Izba Reprezentantów przyjęła SAVE America Act stosunkiem głosów 218 do 213. Projekt trafi teraz do Senatu, gdzie potrzebne będzie 60 głosów do przełamania ewentualnej obstrukcji.
- Ustawa wprowadza obowiązek potwierdzenia obywatelstwa przy rejestracji do głosowania oraz znacząco ogranicza możliwość głosowania korespondencyjnego.
- Demokraci ostrzegają przed ograniczaniem praw wyborczych i spadkiem frekwencji, republikanie przekonują, że zmiany zwiększą bezpieczeństwo i zaufanie do wyborów.
Donald Trump od miesięcy przekonuje, że amerykański system wyborczy wymaga „naprawy”. Na swojej platformie Truth Social pisał, że wybory w USA bywały w przeszłości „fałszowane i kradzione”, choć dotychczas nie przedstawiono dowodów potwierdzających tych tez.
SAVE America Act ma, według republikanów, ograniczyć ryzyko nieprawidłowości i wzmocnić zaufanie amerykańskich obywateli do elektoralnego procesu.
Obowiązek potwierdzenia obywatelstwa a dostęp do głosowania
Projekt przewiduje m.in. obowiązek przedstawienia dokumentu potwierdzającego obywatelstwo USA przy każdej rejestracji lub ponownej rejestracji do głosowania. W praktyce oznaczałoby to konieczność okazania paszportu, aktu urodzenia bądź innego oficjalnego dokumentu. Ustawa ogranicza też możliwość głosowania korespondencyjnego – z tej formy mogliby korzystać wyłącznie chorzy, osoby z niepełnosprawnościami, żołnierze oraz wyborcy przebywający w długiej podróży.
Demokraci alarmują, że rzeczywistą intencją proponowanych zmian jest obniżenie frekwencji w wyborach do obu izb. W listopadzie Amerykanie wybiorą nowy skład Izby Reprezentantów oraz około jednej trzeciej Senatu.
Spór republikanów i demokratów o frekwencję wyborczą
– Republikanie forsują tę ustawę, bo chcą, aby mniej Amerykanów głosowało – ocenił wprost kongresmen Jim McGovern. Z kolei republikanin Bryan Steil odpiera zarzuty, twierdząc, że mówienie o „tłumieniu praw wyborczych” jest nieuzasadnione.
Przypadki nieuprawnionego głosowania w USA są rzadkie. Organizacja Brennan Center for Justice podkreśla, że nowe wymogi formalne mogą w praktyce pozbawić głosu wyborczego miliony obywateli. Szacuje się, że ponad 20 mln Amerykanów w wieku wyborczym nie posiada poświadczonego dowodu obywatelstwa, a niemal połowa społeczeństwa nie ma paszportu. Problematyczne mogą być także różnice w nazwiskach – np. po zawarciu małżeństwa – utrudniające potwierdzenie danych.
Równolegle prezydent Trump zasugerował, że należałoby „znacjonalizować” organizację wyborów w 15 stanach, przekazując kontrolę nad nimi władzom federalnym. Przypomnijmy, że w obecnym systemie elektoralnym, za przeprowadzanie głosowania odpowiadają poszczególne stany, które delegują to zadanie władzom lokalnym.
Silna decentralizacja procesu sprawia, że ewentualne manipulacje na szeroką skalę są trudne.
Czy Senat zablokuje reformę wyborczą administracji Trumpa?
Biały Dom tłumaczy, że wypowiedzi prezydenta należy interpretować jako wsparcie dla SAVE Act. Jednak liderzy republikanów w Kongresie nie przedstawili dotąd konkretnego planu federalnego przejęcia wyborów. Departament Sprawiedliwości pracuje jednocześnie nad aktualizacją wytycznych dotyczących ścigania przestępstw wyborczych. Dotychczasowe zalecenia podkreślały konieczność powściągliwości władz federalnych i szacunku dla kompetencji stanów.
W tle pracy nad nową ustawą wyborczą toczy się polityczna gra o kontrolę nad Kongresem. Choć republikanie obecnie dominują w obu izbach, sondaże wskazują na rosnące niezadowolenie z drugiej kadencji Trumpa. Listopadowe wybory mogą więc przesądzić o przyszłym układzie sił w Waszyngtonie. A obecny spór o zasady głosowania już teraz staje się jednym z głównych tematów kampanii.