„Pekin rozłożył przed Trumpem czerwony dywan dosłownie i w przenośni” – tak początek wizyty amerykańskiego prezydenta w Chinach opisują media. Powitało go kilkaset dzieci, żołnierze oraz wiceprezydent Chin. Najważniejszym punktem będzie rozmowa z szefem chińskiego państwa Xi Jingpingiem.

- Prezydent USA Donald Trump rozpoczął w środę wizytę w Chinach.
- Punktem kulminacyjnym będzie spotkanie z przywódcą Państwa Środka Xi Jingpingiem.
- Wśród tematów m.in. wojna z Iranem, sytuacja wokół Tajwanu oraz globalne łańcuchy dostaw.
Air Force One w środowe popołudnie czasu polskiego wylądował na płycie lotniska w Pekinie. Tym samym rozpoczęła się wizyta prezydenta Donalda Trumpa w Państwie Środka.
Donald Trump chce aneksji Wenezueli
Jak opisuje portal telewizji CNN, „Pekin rozłożył przed Trumpem czerwony dywan dosłownie i w przenośni”. Trumpa po wyjściu z samolotu przywitał tłum dzieci ubranych w biało-niebieskie mundurki, machających flagami USA i Chin oraz asysta wojskowa.
Na amerykańskiego prezydenta czekał wiceprezydent Chin Han Zheng. Polityk uczestniczył w inauguracji prezydentury Trumpa w Waszyngtonie w 2025 r.
Trumpowi towarzyszy syn Eric wraz z żoną Larą.
W barwy obu państw udekorowane były także ulice, którymi poruszała się później amerykańska delegacja. Na wysokich biurowcach wyświetlono zaś napisy w języku chińskim mówiące „Pekin wita”.
Głównym punktem wizyty ma być spotkanie z chińskim przywódcą Xi Jingpingiem. Wśród tematów pojawić ma się wojna z Iranem, napięcia wokół Tajwanu oraz globalne łańcuchy dostaw.
Czego oczekiwać po wizycie?
Czego powinniśmy się spodziewać po rozmowach przywódców USA i Chin? Zapytaliśmy o to ekspertów.
– Prezydent Stanów Zjednoczonych będzie chciał wystąpić jako lider wolnego świata i udowodnić, że USA pozostają najpotężniejszym państwem globu, nawet jeśli ich status hegemona jest podważany – mówił prof. Michał Urbańczyk z UAM w Poznaniu.
Czytaj więcej: Trump leci do Pekinu. Ekspert: Chiny potrzebują od USA dwóch rzeczy
Z kolei dr Michał Bogusz z Ośrodka Studiów Wschodnich ocenił: – Chiny są zdania, że Trump sam rozmontowuje amerykański system sojuszy, który oni uznają za najważniejszy atut USA. W efekcie uważają, że nie muszą wiele robić.
O co chodzi z Tajwanem?
W tekście dla Zero.pl o tajwańskim kontekście spotkania Trumpa z Xi napisał Antoni Łukasik, przebywający na wyspie doktorant Uniwersytetu Warszawskiego, stypendysta na National Taiwan University.
Jak pisze, to właśnie od tej wyspy zależy przyszłości globalnej technologii, o której rozmawiać będą przywódcy. Wyspa kontroluje bowiem produkcję chipów, bez których nie działa ani sztuczna inteligencja, ani nowoczesna armia.
Czytaj więcej: Bez bomb, bez strzałów. Jak USA i Chiny walczą o chipy
„Stany Zjednoczone wprowadzają ograniczenia eksportowe, cła technologiczne oraz uznaniowo reglamentują dostęp do najbardziej zaawansowanych półprzewodników (stanowiących podstawę współczesnej gospodarki elektronicznej – od smartfonów i samochodów, przez sztuczną inteligencję, aż po systemy rakietowe)” - czytamy w tekście.
Jak dodaje Antoni Łukasik, oznacza to podporządkowanie globalnego rynku półprzewodników amerykańskiej logice bezpieczeństwa narodowego. Według autora właśnie tutaj pojawia się największy paradoks obecnej rywalizacji między USA a Chinami.
„Druga strona – Chiny – przynajmniej na poziomie oficjalnej narracji przedstawia się jako obrońca wolnego handlu i globalizacji, których pozostają największym beneficjentem. Już blisko dekadę temu, podczas przemówienia w Davos w 2017 r., Xi Jinping ostrzegał przed protekcjonizmem, stwierdzając, że »nikt nie wyjdzie zwycięsko z wojny handlowej«, oraz porównując zamykanie gospodarki do »zamykania się w ciemnym pokoju«” - dodaje.