Będąca w stanie wojny Ukraina wydaje się dobrym wzorem do naśladowania w kwestii organizacji systemu ostrzegania o zagrożeniach. Wbrew pozorom w kraju nie ma jednego, powszechnie dostępnego mechanizmu informowania o atakach rakietowych. Podstawą są syreny alarmowe oraz różne, uzupełniające się metody ostrzegania.

- Ukraina wbrew pozorom nie ma powszechnie dostępnego systemu ostrzegania o zagrożeniach, jak choćby odpowiednika polskiego Alertu RCB.
- Podstawowym narzędziem ostrzegania niezmiennie pozostają tradycyjne syreny alarmowe.
- Najpopularniejsza aplikacja Alarm Powietrzny to jedyne oficjalne rozwiązanie państwowe. W połowie 2025 r. aplikacja miała 27 mln pobrań i ponad 6,5 mln aktywnych użytkowników, przez co nie można jej nazwać rozwiązanie powszechnym.
- Ukraina ma też wiele nieoficjalnych metod ostrzegania, ale są one bardzo podatne na dezinformacje, jak kanały na Telegramie.
Mogłoby się wydawać, że będąca od ponad czterech lat w stanie wojny Ukraina wypracowała jednolity, sprawnie działający system ostrzegania przed zagrożeniami. Nic bardziej mylnego. W kraju nie ma jednego, powszechnego systemu ostrzegania, a jego obecne elementy są wypadkową wojny, a nie zaplanowanych działań.
Syreny alarmowe nadal są podstawowym systemem alarmowym w Ukrainie

Syrena alarmowa. (fot. Wirestock Creators / Shutterstock)
Stare, często jeszcze sowieckie syreny uliczne pozostają głównym systemem ostrzegania o zagrożeniach w Ukrainie. Są uruchamiane ręcznie przez operatora regionalnej administracji wojskowej. Nie ma tu żadnych wymyślnych systemów, operator musi zwyczajnie wcisnąć odpowiedni przycisk.
Zaletą syren jest to, że ich uruchomienie jest szybkie i niezawodne. Okazało się jednak, że w mniejszych miejscowościach i na nowych osiedlach są słabo słyszalne. To było motywacją do stworzenia innych systemów ostrzegania.
Alert RCB przychodzi z opóźnieniem, lub wcale. Sprawdzamy dlaczego
Alarm Powietrzny to jedyna oficjalna aplikacja ukraińskiego rządu. Jak działa?

Tuż po rosyjskiej inwazji, 3 marca 2022 r. została uruchomiona oficjalna rządowa aplikacja Alarm Powietrzny. Jej konstrukcja jest bardzo prosta, bo nie potrzebuje do działania żadnych danych o użytkowniku ani jego lokalizacji. Samodzielnie należy wybrać region, dla którego chcemy dostawać powiadomienia. Te działają niezależnie od położenia, czyli bez względu na to, gdzie dana osoba się znajduje (również za granicą), jeśli ma aktywne powiadomienia dla konkretnego regionu, w przypadku zagrożenia dostanie o tym informację.
Powiadomienia można ograniczyć do danego obwodu, rejonu lub gromady terytorialnej. Obejmują 25 obszarów, z wyjątkiem części Zaporoża i obwodu czarskiego. Dotyczą alarmów powietrznych, ostrzałów artyleryjskich, walk ulicznych, zagrożenia chemicznego oraz radiacyjnego.

Aplikacja Alarm Powietrzny (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Schemat działania jest tu bardzo prosty. Operator obwodowej administracji państwowej lub wojskowej dostaje informację o zagrożeniu, przekazuje ją do centralnego panelu, a aplikacja rozsyła powiadomienie do urządzeń przypisanych do zagrożonego regionu.
Mechanizm jest oparty na notyfikacjach push, ale w wersji alarmowej, z maksymalnym priorytetem. Powiadomieniu towarzyszy głośny sygnał odtwarzany przez urządzenie, nawet w trybie wyciszonym. Aplikacja do działania potrzebuje uprawnień do wysyłania powiadomień nadanych przez użytkownika podczas konfiguracji.

Aplikacja Alarm Powietrzny prosi o dostęp do alertów krytycznych (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Aplikacja nie jest rozwiązaniem powszechnym. Choć pobrało ją ponad 27 mln użytkowników, aktywnych jest ponad 6,5 mln. To dane z połowy 2025 r., nie są dostępne nowsze. Populacja Ukrainy jest przez niektóre źródła podawana na poziomie powyżej 42 mln osób. Niemniej Alarm Powietrzny to najpopularniejsza cyfrowa forma ostrzegania o zagrożeniach w Ukrainie.
Google wspiera ukraiński system powiadomień
Ze względu na stan wojny Google pomaga w rozsyłaniu powiadomień do mieszkańców Ukrainy. Również jest to komunikat w formie push, czyli komunikat pojawia się na ekranie w towarzystwie dźwięku alarmu.
Tu ścieżka rozesłania powiadomienia jest dłuższa, bo sygnał z ukraińskiej infrastruktury państwowej musi być odebrany przez Google, następnie jest rozsyłany do użytkowników na podstawie przybliżonej lokalizacji urządzenia. Pomimo tego samo pojawienie się alarmu jest bardzo szybkie.
Działa to jednak tylko na urządzeniach z Androidem. Zaletą tego rozwiązania jest brak konieczności instalowania dodatkowego oprogramowania. To zwyczajnie działa, jako funkcja urządzenia.
USA zakazują importu chińskich robotów. „Wojna handlowa” czy „zagrożenie bezpieczeństwa”
Nieoficjalne kanały komunikacji nie są tak popularne i niosą ryzyko dezinformacji

Ukraina korzysta też z nieoficjalnych kanałów ostrzegania, głównie na popularnym w kraju komunikatorze Telegram. Informacje na nich są publikowane przez oficjalne instytucje państwowe, wolontariuszy, operatorów OSINT, ale też lokalnych influencerów.
Informacje przekazywane na Telegramie pojawiają się zazwyczaj szybko, ale jeśli potencjalny atak dotyczy wielu regionów, bywają niedokładne. Dodatkowo Telegram jest jednocześnie popularnym miejscem szerzenia dezinformacji. Nie są to oficjalne, rządowe kanały komunikacji i praktycznie każdy może założyć i wypromować swój kanał. Co bywa wykorzystywane przez Rosję.
Najpopularniejsze kanały na Telegramie mają nawet ponad milion obserwujących. Nie brakuje też takich, które mają ich po kilkaset tysięcy.
Istnieją też mniejsze, niezależne aplikacje, jak eAlert tworzony przez wolontariuszy, w tym z Polski, który monitoruje różne źródła informacji o atakach i zbiera je w jednej aplikacji. Air Raid Map to z kolei mapa pokazująca w czasie rzeczywistym status alarmu dla każdego obwodu i regionu. Jest aktualizowana co 15 sekund i może pokazywać informacje na widżecie umieszczonym na pulpicie smartfonu.
Od wiz do kiełbasy. Nowe życie Piotra Wawrzyka
Ukraina nie ma jednego, spójnego systemu ostrzegania o zagrożeniach. Czy wyciągniemy z tego jakieś wnioski?
Otwarcie należy powiedzieć, że w Ukrainie nie ma jednego, powszechnego, cyfrowego systemu ostrzegania o zagrożeniach. Najszerzej dostępny jest analogowy w postaci syren alarmowych.
Ukraina nie ma powiadomień SMS, odpowiednika polskiego Alertu RCB, ani też systemu cell broadcast. Poza syrenami wszystkie dostępne obecnie źródła informacji powstały na skutek bieżącego zapotrzebowania. Są mniej lub bardziej skuteczne, ale nie możemy nazwać ich powszechnie dostępnymi.

Mapa w aplikacji Alarm Powietrzny (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Polska od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę, od ponad czterech lat, nie potrafi wyciągnąć z tego wniosków. Alert RCB jest niewydolny i wynika to z ograniczeń wiadomości SMS. Komunikaty muszą być krótkie i można wysłać określoną liczbę komunikatów w krótkim czasie. Nie mamy żadnej aplikacji, ani jako nowy twór, ani jako rozszerzenie mObywatela.
W końcu nie mamy też systemu cell broadcast, choć prace nad nim trwają od 2023 r. System, który dzisiaj wydaje się najlepszym rozwiązaniem, bo byłby najbardziej dostępny. To sygnał wysyłany przez nadajniki komórkowe do wszystkich urządzeń w zasięgu. Bez przypisania do numeru, obsługujący dużą liczbę znaków (prawie 1400) i niemający ograniczeń przepustowości. Sygnał dociera do nawet 500 tys. urządzeń w niecałe 10 sekund.
Cell broadcast to część oficjalnych standardów GSM, od 2G do 5G, więc nie wymaga nowych technologii. Jest to głównie kwestia wypracowania odpowiednich mechanizmów i procedur. Mamy u kogo je podpatrywać, bo system działa choćby w Niemczech od 2023 r., ale wiele krajów używa go od lat. W Japonii działa od 2007 r. i służby np. do ostrzegania o trzęsieniach ziemi.
Powinniśmy uczyć się na błędach Ukrainy i przygotować sprawnie działający system ostrzegania w czasie, kiedy nie musimy używać ich zbyt często.

