Dla widzów jest przede wszystkim księdzem Jakubem z serialowego hitu „1670”. Tymczasem w rozmowie w programie Zero Kultury pokazał zupełnie inną twarz. Opowiedział o zmęczeniu papieskim kultem w rodzinnych Wadowicach i wyjaśnił, dlaczego nie chce być najlepszym przyjacielem własnego syna.

- Michał Sikorski należy dziś do najpopularniejszych polskich aktorów młodego pokolenia, a jego podejście do sławy i rodzicielstwa wyraźnie odbiega od dominujących wzorców celebryckiej kultury.
- W Kanale Zero przyznał, że chciał wyjechać z Wadowic równie mocno, jak chciał zostać aktorem.
- Gwiazda „1670” mówił też o zmęczeniu wszechobecnym kultem Jana Pawła II i o życiu w cieniu serialowej roli księdza Jakuba.
Michał Sikorski pochodzi z Wadowic. W polskiej wyobraźni to przede wszystkim miasto Jana Pawła II. Aktor nie ukrywa jednak, że dorastanie w miejscu przesiąkniętym papieską symboliką miało również swoją ciemniejszą stronę. W rozmowie w programie „Zero Kultury" wspominał szkoły, place, pomniki, portrety i wszechobecne odwołania do Karola Wojtyły. Jak mówił, w pewnym momencie jego pokolenie miało już przesyt.
W pewnym momencie dla mojego pokolenia to już było za dużo. Wtedy się chyba zaczął czas już żartowania z tego i dajcie nam spokój z tym 21:37. Było tego za dużo, bo przestało się mówić o istocie, tylko kremówki, obrazki, konkurs matematyczny imienia Jana Pawła II, konkurs plastyczny imienia Jana Pawła II.
Jak przyznał Sikorski, droga do aktorstwa prowadziła przez wyjazd z rodzinnych stron. Sikorski nie ukrywa, że miał dwa cele jednocześnie. – Chciałem studiować aktorstwo, więc wyjechałem z Wadowic, ale też chciałem wyjechać z Wadowic – mówił.
Od marzeń o kapłaństwie do księdza Jakuba
Choć Michał Sikorski ma na koncie nagradzane role filmowe, dla większości widzów pozostaje przede wszystkim księdzem Jakubem z „1670”. Sam zdaje sobie z tego sprawę.
– Wydaje mi się, że dla większości osób jestem jednak bardziej księdzem niż Michałem Sikorskim – mówił Sikorski w rozmowie z dziennikarzami Kanału Zero. W przeciwieństwie do wielu aktorów nie walczy jednak z tym wizerunkiem. Wręcz przeciwnie, o serialu mówił z ogromną wdzięcznością. Sikorski przyznał też, że sukces takiej skali może przydarzyć się tylko raz w życiu.
Możliwe, że mi się to zdarzyło jeden raz i mimo tego, że będę dalej pracował, będę ambitny, będę próbował odkrywać nowe przestrzenie, może mi się to nie udać. No i trudno. Fajnie jakby mi się udało, ale może się nie udać.
Sikorski nie umie być celebrytą
Mimo sukcesu serialu „1670” Michał Sikorski nie sprawia wrażenia człowieka, który wszedł w rolę celebryty. W rozmowie podkreślał, że nie czuje się influencerem, ponieważ nie produkuje regularnie treści do mediów społecznościowych i raczej udostępnia materiały innych niż buduje własną markę. Z dystansem mówił także o pieniądzach i popularności. Przyznał, że chodzi głównie w używanych ubraniach, część rzeczy dostaje od znajomych lub fanów, a do studia przyjechał w koszulce, w której jeszcze w gimnazjum chodził na lekcje WF-u.
Czytaj także: „To jest fenomenalne, ale przerażające!” Wywiad z Piotrem Latałą
Sikorski w Kanale Zero odniósł się też do kwestii związanych z rodzicielstwem. Aktor nie ukrywał, że przede wszystkim chce być rodzicem, a nie kolegą swojego syna. – Nie mam ambicji bycia cool i bycia fajny – mówił.
– Nie mam żadnych ambicji związanych ze swoim dzieckiem – mówił aktor. Aktor tłumaczył, że nie chce realizować przez syna własnych niespełnionych marzeń. Dopuszcza możliwość, że chłopak wybierze zupełnie inną drogę życiową niż ta, którą sam uznałby za atrakcyjną.
Czytaj także: 50 smaków Polaków. Tomasz Kammel sprawdza, ile narodowej duszy kryje się w schabowym