Rezerwista, po krótkim szkoleniu sprzed dwóch dekad otrzymał przydział na dowódcę kompanii saperów – bez żadnego przygotowania. – W ogóle nie mam pojęcia, jak być dowódcą kompanii saperów – przyznaje w rozmowie z Kanałem Zero. Szkolenia też nie przewidziano.

- Rezerwista z minimalnym przeszkoleniem sprzed 20 lat otrzymał przydział na dowódcę kompanii saperów.
- Mimo przewidzianej odpowiedzialnej funkcji nie zapewniono mu żadnego dodatkowego szkolenia.
- Sprawa ujawnia problemy w systemie przygotowania i wykorzystania rezerw wojskowych.
Dariusz Rozwadowski, nauczyciel historii i kapral rezerwy, otrzymał w sierpniu 2024 r. kartę mobilizacyjną z przydziałem na dowódcę kompanii saperów – mimo że jego jedyne szkolenie wojskowe miało miejsce niecałe 20 lat temu i trwało zaledwie sześć tygodni.
Jak relacjonuje, od momentu zakończenia szkolenia nie był ani razu wzywany na ćwiczenia ani kursy specjalistyczne.
Litwa zbuduje wielki poligon wojskowy tuż przy granicy z Polską
– Dostałem przydział na dowódcę kompanii saperów, a nie mam pojęcia, jak nim być – mówi w rozmowie z Waldemarem Stankiewiczem. Podkreśla, że jego wiedza o saperstwie ogranicza się do podstaw sprzed lat, a z nowoczesnym sprzętem nie miał nigdy do czynienia.
Rozwadowski początkowo sądził, że doszło do pomyłki. Został jednak poinformowany, że przydział jest prawidłowy. W związku z tym, oczekiwał wezwania na szkolenie przygotowujące do pełnienia odpowiedzialnej funkcji. Takie jednak nie nastąpiło.
Szkolenia nie przewidziano
– Łudziłem się, że skoro dają mi taką funkcję, to będą chcieli mnie czegoś nauczyć. Usłyszałem jednak, że żadne szkolenia nie są dla mnie przewidziane – relacjonuje.
Jak wyjaśnia, jego sytuacja może mieć związek z dawnym systemem przygotowania rezerw. W połowie lat 2000. zakładano regularne szkolenia rezerwistów, którzy mieli uzupełniać kadry oficerskie i podoficerskie.
Czy Polska powinna przywrócić pobór? Sondaż pokazuje wyraźny podział
Program ten jednak został zarzucony wraz ze zmianami politycznymi i likwidacją zasadniczej służby wojskowej.
W efekcie – jak twierdzi – pozostał formalnie przypisany do ścieżki oficerskiej, ale bez realnego przygotowania. Dziś, w razie mobilizacji i wojny, musiałby objąć funkcję dowódczą.
– W przypadku mobilizacji, gdyby nie daj Boże doszło do wojny, to taka byłaby kolejność. Gdyby się coś działo, byłbym wzywany – mówi w rozmowie z Waldemarem Stankiewiczem.
Cały materiał Kanału Zero do obejrzenia tutaj:
