To właściwie musiało się tak skończyć. Podobny jest przecież trend w fotografii – im doskonalsze są smartfony, tym młodzież chętniej sięga po przedpotopowe aparaty „małpki”, które robią zdjęcia... no, żałosne. Ale wiecie, te fotki mają duszę.
W motoryzacji ten trend powrotu do „starych” rozwiązań przybrał jednak na razie dość nieoczekiwany kierunek – skrzynia manualna staje się pożądanym rozwiązaniem, ale póki co w supersamochodach. Nie kupisz takiej Toyoty, ale kupisz takiego McLarena, Ferrari czy Koenigsegga. Oczywiście o ile ktoś ci będzie chciał go sprzedać, co wyjaśniałem w wywiadzie z właścicielem polskiego salonu Ferrari. Ale to inna historia.
W jakich supersamochodach możesz mieć manualną skrzynię biegów?
Temat zaczął mocniej rezonować dzięki – a jakże – właśnie włoskiej marce. Na początku lipca Włosi pokazali Ferrari 12Cilindri Manuale. Samochód ma trzy pedały, klasyczny układ i aluminiowy drążek z kultową gałką. Jak przed laty. Ale naprawdę przed laty, bo Ferrari od bardzo dawna nie pokazało żadnego nowego modelu z manualem.
Przy czym wspomniałem wcześniej, że w przypadku 12Cilindri Manuale to mała ściema – silnik współpracuje tak naprawdę z ośmiobiegową, dwusprzęgłową przekładnią automatyczną. Tę samą, co w egzemplarzach bez dopisku „Manuale”. Otóż ani sprzęgło, ani sam lewarek nie są tu mechanicznie połączone z układem napędowym. To czysta elektronika, po wciśnięciu sprzęgła odnotowuje to po prostu komputer pokładowy.
Samo „machanie lewarkiem” również działa czysto elektronicznie. Jak wbijamy drugi bieg, to tak naprawdę robi to komputer pokładowy. Ale efekt podobno jest łudząco podobny do prawdziwego. Czy tak rzeczywiście jest? Wybaczą państwo, ale nie jeździłem. Dam znać, jak będę miał okazję.
W podobne tony uderzył brytyjski McLaren
Raptem kilka dni temu marka pokazała model McL 6GT. To samochód dość analogowy jak na 2026 rok – ma napęd tylko na tył, spalinowe V8 bez żadnych elektronicznych wspomagaczy. Ba, nawet wspomaganie kierownicy jest hydrauliczne. Czytaj: kierownica stawia opór niespotykany już w dzisiejszych autach.
Ale ja nie o tym, tylko o skrzyni biegów. I znowu – to pierwszy od 34 (!) lat McLaren z manualną przekładnią. Od debiutu modelu F1 w 1992 r. Brytyjczycy niczego takiego nie mieli. A tu jest klasyczna, sześciobiegowa skrzynia.
Mało? Skrzynia manualna jest też dostępna w Koenigseggu, a do tego myślą o niej w Bugatti
Trochę bardziej skomplikowane rozwiązanie stosuje Christian Koenigsegg. W jego Koenigseggu CC850 znajduje się dziewięciobiegowa, wielosprzęgłowa skrzynia, ale kierowca może ją obsługiwać jak normalny, sześciobiegowy manual. Jest tu normalne sprzęgło. W największym uproszczeniu to koncepcja podobna do tej, która jest w 12Cilindri Manuale.
Siedmiobiegowy, „zwyczajny” manual jest z kolei dostępny w Pagani Utopia. Powodzenia w walce z momentem obrotowym, który generuje potężny silnik V12.
A skoro już wchodzimy w rewiry dużych silników, to Bugatti rozważa wprowadzenie manualnej skrzyni do modelu Tourbillon. Tak, tego z silnikiem V16. Przypominajka albo informacja dla niezainteresowanych: 8,3 litra pojemności, 1014 KM z silnika spalinowego i do tego trzy silniki elektryczne. W sumie 1800 KM. I tu się ma pojawić manual. Co brzmi karkołomnie, bo to przecież hybryda. Ale to nie ja to będę opracowywać.
Po co to wszystko?
Dla przyjemności ludzi absurdalnie bogatych oczywiście. Po pierwsze – kilka lat temu nastąpiło zachłyśnięcie się osiągami elektrycznych supersamochodów, które oczywiście zmiatają z planszy auta spalinowe (na prostej, po spełnieniu tysiąca warunków). Przerobiliśmy to w Europie dzięki marce Rimac, przerabiamy to też dzięki Chińczykom, którzy ścigają się, kto zrobi szybszego/mocniejszego/bardziej bezsensownego elektryka.
Chińczycy grają na kodach. Sprzedają w Polsce auta homologowane w Chorwacji
Nawet Złomnik w Kanale Zero kilka dni temu pokazał Xiaomi SU7 Ultra o mocy 1548 KM. Przyspieszenie do 100 km/h poniżej dwóch sekund. Żadne z omówionych aut wyżej nie ma szans na prostej z tym chińskim cudem. Tylko po co?
Kto jeździł przynajmniej dwoma elektrycznymi autami o mocy powyżej 300, 400 KM, ten wie, że one absolutnie wszystkie jeżdżą identycznie. Są sprawnymi kosiarkami i wszystkie oferują dokładnie to samo. Nie ma tu miejsca na emocje, na jakąś różnorodność, którą znamy z aut spalinowych. Jest różnica, czy jedziesz doładowanym V6, czy jedziesz wolnossącym V12. W przypadku elektryków albo gniecie cię w fotelu mocniej, albo słabiej. I tyle.
Oto pierwsze elektryczne Ferrari. Moja reakcja to młodzieżowe słowo roku 2017
Producenci szybko zauważyli, że wszyscy na Zachodzie błyskawicznie znudzili się elektrycznymi hypercarami. Ale ten trend poszedł nawet dalej, teraz pożądane są auta nie najszybsze na prostej, tylko angażujące.
A nie ma nic bardziej angażującego niż sprzęgło, redukcja z czwórki do dwójki, gaz w podłogę.








