Reklama

„Trwa coś w rodzaju zimnej wojny w Bośni”. Marko Babić o sytuacji na Bałkanach

Reklama
TYLKO NA

Od rozpadu Jugosławii Bałkany wciąż pozostają regionem niestabilnym, wrażliwym na wpływy wielkich mocarstw. W rozmowie z Zero.pl dr hab. Marko Babić z Uniwersytetu Warszawskiego wyjaśnia, jakie zagrożenia realnie grożą dziś temu regionowi, jaka jest rola Stanów Zjednoczonych, Rosji i Unii Europejskiej, a także czy Bośnia i Hercegowina jest w stanie przetrwać w obecnych granicach.

Bośnia i Hercegowina
(fot. Zero.pl, Shutterstock, materiały prasowe)

Bartosz Michalski, Zero.pl: Od ponad trzech dekad Bałkany postjugosłowiańskie uchodzą za region niestabilny. Jak dziś, w 2026 roku, ocenia pan skalę zagrożeń?


Reklama

Dr hab. Marko Babić, kierownik Studiów Eurazjatyckich Uniwersytetu Warszawskiego: Od rozpadu federacyjnej Jugosławia na początku lat 90. Bałkany postjugosłowiańskie pozostają regionem niestabilnym, a tym samym podatnym na wpływy wielkich mocarstw. Obecnie mamy dwa punkty zapalne, które potencjalnie mogą przerodzić się w konflikty kinetyczne: między Serbią i Kosowem oraz wewnętrzny w ramach Bośni i Hercegowiny. Oceniam jednak, że realna możliwość takiego konfliktu pozostaje mało prawdopodobna.

Skoro konflikt zbrojny nie jest dziś najbardziej realnym scenariuszem, to co w takim razie najbardziej zmienia sytuację regionu?

Kluczowa jest zmiana globalna. Zakończenie ery hegemonii amerykańskiej, trwającej od końca zimnej wojny, powoduje przetasowanie układu sił na świecie, co będzie miało konsekwencje również na Bałkanach. Trzeba pamiętać, że to Stany Zjednoczone miały i nadal mają zasadniczy wpływ na obecne status quo w regionie.


Reklama

Jak konkretnie ten wpływ USA przejawiał się w przeszłości?


Reklama

Wystarczy przypomnieć kilka faktów. W przypadku Bośni i Hercegowiny fundamentem funkcjonowania państwa pozostaje Porozumienie pokojowe z Dayton. W odniesieniu do Kosowa mieliśmy tzw. „specjalną interwencję wojskową”, czyli atak NATO na Serbię w 1999 roku oraz kluczowe przyzwolenie Waszyngtonu na jednostronne ogłoszenie niepodległości Kosowa w 2008 roku. Z kolei w 2001 roku to USA odegrały decydującą rolę w zatrzymaniu konfliktu macedońsko-albańskiego poprzez Porozumienie Ochrydzkie, które zagwarantowało szersze prawa polityczne i kulturowe społeczności albańskiej w Macedonii Północnej.

W tym kontekście dużo mówiło się o rozmowach Trump–Putin na Alasce.

Były one niezwykle ciekawe. Choć punktem wyjścia była wojna na Ukrainie, najwyraźniej dotyczyły globalnego i długoterminowego podziału stref wpływów. Donald Trump twierdził, że interesuje go wyłącznie „półkula zachodnia”, Putin z kolei deklarował, że „nie interesuje go los Grenlandii”.


Reklama


Reklama

Czy te rozmowy można odczytywać także jako zapowiedź nowego podejścia administracji Trumpa do regionów peryferyjnych, takich jak Bałkany?

Zdecydowanie tak. Polityka Donalda Trumpa na Bałkanach wprowadza istotną zmianę jakościową. Jest ona oparta na pragmatyzmie, interesach ekonomicznych oraz odejściu od idei „globalistycznej Ameryki” na rzecz bezpośrednich negocjacji z lokalnymi liderami.

Na czym ten pragmatyzm przejawia się w praktyce?


Reklama

Administracja Trumpa wyraźnie przedkłada projekty gospodarcze nad długotrwałe naciski polityczne. Widoczne jest rosnące zainteresowanie amerykańskich firm inwestycjami na Bałkanach, zwłaszcza w sektorze energetycznym. Trump zachęca kraje regionu do zwiększenia importu skroplonego gazu ziemnego (LNG) z USA, co wpływa bezpośrednio na zależność energetyczną Europy i zmienia układ sił w Europie Południowo-Wschodniej.


Reklama

Czy możemy mówić o realnym wypieraniu wpływów rosyjskich?

W pewnym stopniu już to obserwujemy. Przykładem jest de facto wymuszone wycofanie się rosyjskiej obecności energetycznej w Serbii – sprzedaż większościowego pakietu Gazprom Nieft w serbskim koncernie paliwowym NIS. Podobnie silna presja USA na realizację projektu Południowej Interkonekcji Gazowej, mającego uniezależnić Bośnię i Hercegowinę od rosyjskiego gazu, potwierdza ten kierunek.

Jak wpisuje się to w hasło „America First”?


Reklama

Podejście „America First” i deklarowane odejście od liberalnego interwencjonizmu poprzednich administracji paradoksalnie tworzą przestrzeń dla swobodniejszej realizacji interesów narodowych państw bałkańskich. USA nie narzucają już jednego modelu politycznego, ale oczekują konkretnych, mierzalnych korzyści – zwłaszcza gospodarczych i strategicznych.


Reklama

A gdzie w tym wszystkim znajduje się Unia Europejska?

Trwający konflikt polityczny między Donaldem Trumpem a Unią Europejską pokazuje zmniejszenie wpływów i znaczenia geopolitycznego UE globalnie, a na Bałkanach w szczególności. To bardzo istotny kontekst dla zrozumienia obecnych manewrów politycznych w regionie.

Jak w tej zmieniającej się rzeczywistości pozycjonują się same państwa bałkańskie?


Reklama

Oficjalna polityka Serbii nadal koncentruje się na Brukseli – Aleksandar Vučić deklaruje wybór opcji integracji europejskiej. Podobnie postępują inne państwa regionu aspirujące do UE. Z drugiej strony mamy politykę reprezentowaną przez lidera Serbów w Republice Serbskiej – Milorad Dodik – która koncentruje się na osi USA–Rosja. To ma poważne konsekwencje nie tylko dla procesów euroatlantyckich Bośni i Hercegowiny, ale i dla samego istnienia państwa w obecnej formie.


Reklama

Przejdźmy więc do Bośni i Hercegowiny. Czy realny jest jej rozpad?

Zdecydowanie uważam, że konflikt zbrojny w BiH, podobny do wojny domowej z lat 1992–1995, jest wysoce nieprawdopodobny. Jednak aby zrozumieć obecną dynamikę polityczną, trzeba cofnąć się do momentu podpisania porozumienia z Dayton.


Reklama

Cofnijmy się zatem.


Reklama

Od 1995 roku BiH funkcjonuje jako państwo „permanentnej tymczasowości”. Już w trakcie wojny rozpadła się ona w sensie prawnym, politycznym i etnicznym. Okres powojenny, mimo haseł reintegracji i integracji euroatlantyckiej, był w istocie czasem sztucznej reanimacji instytucjonalnej pod patronatem społeczności międzynarodowej. Nie ma konsensusu między Chorwatami, Boszniakami (muzułmanami bośniackimi – red.)  i Serbami, czy w ogóle chcą żyć razem w jednym państwie.

Jaką rolę odgrywają w tym układzie aktorzy zewnętrzni?

Wspierając jedną ze stron i wzmacniając poczucie niesprawiedliwości pozostałych. W efekcie od 1995 roku trwa coś w rodzaju „zimnej wojny”. Najlepiej widać to w dowolności interpretacji konstytucji, która jest integralną częścią Porozumienia z Dayton.


Reklama

Dużo kontrowersji budzi instytucja Wysokiego Przedstawiciela. Dlaczego?


Reklama

Porozumienie pokojowe dało prawo ostatecznej interpretacji konstytucji Wysokiemu Przedstawicielowi, który nie podlega żadnej kontroli prawnej BiH. Obecny Wysoki Przedstawiciel, niemiecki polityk Christian Schmidt, w 2023 roku zawiesił konstytucję Federacji BiH na 24 godziny, w 2024 roku narzucił pakiet reform prawa wyborczego oraz zmienił kodeks karny, penalizując działania niezgodne z jego decyzjami. To pokazuje skalę problemu.

Co to oznacza dla perspektyw integracji europejskiej BiH?

Wejście BiH, z Wysokim Przedstawicielem jako elementem systemu, do UE jest w zasadzie niemożliwe.


Reklama

Stąd zapewne rosnące ambicje Chorwatów i Serbów w BiH?


Reklama

Dokładnie tak. Chorwaci, z liderem Draganem Čoviciem z HDZ-BiH, dążą do zmiany ustawy wyborczej, co w perspektywie ma prowadzić do powstania chorwackiej jednostki w ramach BiH. Za tym rozwiązaniem silnie lobbuje w strukturach UE Republika Chorwacji. Z kolei Republika Serbska, reprezentowana przez Dodika, opowiada się za większą autonomią lub wręcz secesją oraz za zamknięciem Biura Wysokiego Przedstawiciela.

Milorad Dodik prowadzi też bardzo aktywną politykę zagraniczną.

Dodik lobbuje, gdzie tylko się da. Tradycyjnie znajduje sojusznika w Rosji, ale także w obecnej administracji Donalda Trumpa. Zrozumiał, że skuteczna droga do Białego Domu może prowadzić przez Izrael – stąd spotkanie Dodik–Benjamin Netanjahu w Jerozolimie w styczniu 2026 roku. 5 lutego 2026 roku Dodik pojawił się również na Obiedzie Modlitewnym w Białym Domu.


Reklama

Co przesądzi o przyszłości Bośni i Hercegowiny?

Otwartym pytaniem pozostaje skuteczność lobbowania strony chorwackiej i serbskiej, zwłaszcza w perspektywie ewentualnej zmiany polityki USA po Donaldzie Trumpie. Jedno jest jednak pewne: przetrwanie BiH jako państwa zdecydowanie zależy od jej pilnego zreformowania i odejścia od rozwiązań wynikających z Porozumienia z Dayton.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Bartosz Michalski
Bartosz MichalskiRedaktor zarządzający

Reklama