Reklama
Reklama

Reklama

Trauma i wdzięczność ofiary. Trzydzieści lat w cieniu ludobójstwa w Srebrenicy

Reklama
TYLKO NA

Ojciec Kemala szukał w „strefie chronionej” ONZ ratunku, a znalazł śmierć. Kemal nie uronił na jego pogrzebie ani jednej łzy. Postąpił tak jak tysiące innych bośniackich dzieci naznaczonych piętnem Srebrenicy – ból po stracie zakopał głęboko w sobie. Dziś wspomina dramat sprzed lat i mówi, że oprócz trudnych emocji czuje coś w rodzaju wdzięczności. Za to, że jest po stronie ofiar, a nie tych, którzy popełnili ludobójstwo.

Kemal Cedić stracił tatę w Srebrenicy.
Kemal Cedić stracił tatę w Srebrenicy. (fot. Zero.pl)

Na Kemala Cedicia czekam w niewielkiej herbaciarni w centrum Starego Miasta w Sarajewie. Popijam owocową mieszankę, gdy wchodzi chwilę spóźniony.


Reklama

– Przepraszam, korki – mówi płynnym angielskim, choć powoli, przeciągając słowa.

 Od razu tłumaczy swoje ruchy.

Moje ciało ze mną nie współpracuje, a to wszystko przez mózgowe porażenie dziecięce. Opowiem ci o tym później, bo pośrednio wynika to z wojny – zaznacza 32-latek pracujący dziś w obszarze ochrony praw człowieka.


Reklama

Siada w wygodnym fotelu. Obok niego, po paru sekundach, kładzie się biało-rudy kot. Tubylec. Takich w Sarajewie dużo.


Reklama

Kemal ma dziś 32 lata. (fot. archiwum prywatne)

Schronienie na jedną noc

Kemal przychodzi na świat w 1994 r. w Srebrenicy.

Jego rodzice poznają się rok wcześniej, w samym środku wojny. Ojciec – Murat – wraca z Rosji, gdzie pracował dla państwowej firmy budowlanej jeszcze z czasów Jugosławii. Chce dostać się do Sarajewa, bo tam ma dom. Nie udaje mu się. Są barykady, pozamykane drogi. Wojna zdążyła się rozlać.


Reklama

Zamiast do miasta trafia przed dom matki Kemala – Šuhry.


Reklama

Nie przychodzi sam. Są z nim dawni współpracownicy z Rosji. Uciekają przed siłami serbskimi. Proszą o schronienie na jedną noc.

Šuhra mieszka wtedy około 40 km od Sarajewa, przy trasie prowadzącej do Belgradu. Kolejne wsie wzdłuż drogi zajmują siły serbskie. Zostawać nie można. Rodzina przenosi się więc z miejsca na miejsce – z jednej wsi do drugiej, coraz dalej, coraz wyżej, aż w końcu dociera do Srebrenicy.

Tam, w oblężonej enklawie, wśród ludzi, którzy też uciekli z okolicznych miejscowości, rodzi się Kemal. Takich enklaw – stref bezpieczeństwa utworzonych przez ONZ – w całej Bośni i Hercegowinie po 6 maja 1993 r. jest sześć. Obowiązuje w nich zakaz prowadzenia działań wojennych. Teoretycznie powinno być tam bezpiecznie. Ale to tylko teoria.


Reklama

Przed wojną Srebrenica miała kilkanaście tysięcy mieszkańców. W lipcu 1995 r. jest ich tam już około 30 tys. To ludzie z okolicznych gmin, ze wsi i miasteczek, zajmowanych jedno po drugim. Uciekają do miejsca, które ONZ nazywa „strefą chronioną”. Wierzą, że tam będą bezpieczni.


Reklama

– Nikt nie przypuszczał, że później wydarzy się tam takie ludobójstwo i okrucieństwo – mówi Kemal.

Fragment listy ofiar masakry w Srebrenicy. (fot. Armin Durgut/Associated Press / East News)

Na chwilę wstrzymuje oddech i patrzy przed siebie.


Reklama

Kiedy staje się jasne, że Srebrenica też upadnie, mężczyźni dzielą się na grupy. Jedni zostają przy kobietach i dzieciach. Inni – głównie młodsi i w średnim wieku – próbują przedostać się przez las do Tuzli, na teren kontrolowany przez armię Bośni i Hercegowiny.


Reklama

Ojciec Kemala idzie z nimi.

Nie dociera.

Srebrenica – miasto, które miało być bezpieczną strefą ONZ – zamienia się w pułapkę. Po wkroczeniu sił dowodzonych przez Ratka Mladicia tysiące bośniackich muzułmanów zostają oddzielone od rodzin i wywiezione. Wielu z nich już nigdy nie wraca. W ciągu zaledwie kilku dni lipca 1995 r. dochodzi do jednej z największych zbrodni w powojennej Europie – masakry ponad ośmiu tysięcy mężczyzn i chłopców.


Reklama

– Tata został zastrzelony albo zarżnięty po drodze – mówi Kemal spokojnie, niemal bez zmiany tonu głosu.


Reklama

Nadzieja gaśnie długo

Jak długo czekają na wieści o ojcu? Tego Kemal nie wie dokładnie. Mówi, że historie rodzin ze Srebrenicy są do siebie podobne: kobiety i dzieci żyją nadzieją tygodniami, czasem miesiącami. Dlaczego? Bo niektórzy przecież docierali do domu. Dopiero z czasem, gdy mijały kolejne miesiące, a bliscy nie wracali, wiara zaczynała gasnąć.

Potem przez lata byli „zaginionymi”.

Kemal pamięta, że nawet jako kilkuletni chłopiec w Sarajewie wciąż wierzył, że ojciec może wrócić. Matka pytała go czasem: „Gdyby tata przyszedł, kochałbyś bardziej mnie czy jego?”.


Reklama

Jako dziecko nadal liczyłem, że on się pojawi – mówi.


Reklama

Nie pamięta, kiedy zwątpił. Może w podstawówce, kiedy spotkał inne dzieci bez ojców? Chodził do prywatnej szkoły ufundowanej przez Arabię Saudyjską dla sierot wojennych.

– Wszyscy tam byli poniekąd wybrakowani.

Dokument i szczątki

W kwestii śmierci ojca długo nie ma pewności. Najpierw przychodzi dokument potwierdzający zgon Murata. Dopiero wiele lat później – w 2011 albo 2012 r. – rodzina dostaje informację, że jego szczątki odnaleziono gdzieś na trasie, którą mężczyźni ze Srebrenicy próbowali dojść do Tuzli.


Reklama

Miejsce, w którym je znaleziono, było – jak słyszał Kemal – bardzo blisko terytorium kontrolowanego przez armię bośniacką.


Reklama

32-latek nie wie, czy był to grób pierwotny, wtórny, czy może jeszcze kolejny.

W Bośni nawet śmierć bywa przenoszona z miejsca na miejsce. Najpierw zakopana, potem odkopana, potem zakopana znowu.

– Teraz powiem ci coś, co może cię zdziwić. Ale pamiętaj, wojenna rzeczywistość była inna – zaznacza, patrząc mi w oczy zza szkieł okularów.


Reklama

Słucham go jeszcze uważniej.


Reklama

Ojciec Kemala miał już wcześniej rodzinę. Z pierwszego małżeństwa – trzech synów. Jeden z nich także zaginął w czasie wojny. Do dziś nie wiadomo, czy został zamordowany, czy zamarzł po drodze z Sarajewa do Goražde. Dwaj pozostali żyją, ale kontakt między przyrodnimi braćmi jest rzadki.

Kemal wstrzymuje oddech. – Jesteś gotowa?

Matka Kemala dopiero po wojnie dowiaduje się, że ojciec wcale nie rozwiódł się z pierwszą żoną. Jej małżeństwo, zawarte w meczecie, nie zostaje uznane przez państwo. Mówiło się, że śluby religijne z czasu wojny zostaną później potwierdzone. Nie zostały. Przez to kobieta traci część praw należnych wdowie.


Reklama

30. rocznica masakry w Srebrenicy. (fot. AA/ABACA / East News)


Reklama

Kemal mówi o tym sucho, bez żalu w głosie. Jakby opowiadał kolejny administracyjny szczegół wojny.

Powojenna diagnoza

Znacznie więcej czułości ma dla matki.

– Jest bohaterką – podkreśla.


Reklama

Po wojnie najpierw trafiają do Tuzli. Chłopiec ma dwa i pół roku, a nie potrafi jeszcze nawet samodzielnie siedzieć. Lekarze uspokajają: „Proszę dać mu czas, będzie chodził”. Nikt nie stawia diagnozy.


Reklama

To jeden z powodów, dla których matka decyduje się jechać do Sarajewa. Ma tam siostrę. W 32-metrowym mieszkaniu robi się ciasno – zamieszkuje w nim pięć osób. W szpitalu lekarze od razu kierują Kemala na dalsze badania i hospitalizację. Potem zalecają rehabilitację.

Od 1997 do 2000 r. matka codziennie, od poniedziałku do piątku, wozi go na ćwiczenia. Dojeżdżają z okolic lotniska do szpitala w centrum. Zostają tam nie na godzinę, ale na całe dnie. Jeden ze specjalistów pozwala chłopcu bawić się po zajęciach zabawkami terapeutycznymi, bo wie, że w ten sposób też wraca do sprawności.

Diagnoza w realiach powojennej Bośni przygniata. Mózgowe porażenie dziecięce.


Reklama

– Myślę, że mimo tych wszystkich przeszkód mam sensowne życie – mówi. – W naszej muzułmańskiej perspektywie mówi się, że to próby. I od człowieka zależy, czy wydobędzie z nich coś dobrego, czy coś złego.


Reklama

Srebrenica go definiuje, choć on sam nie chce nazywać siebie wprost jej ofiarą.

– Z tego powodu nigdy nie pozwalałem nikomu negować tego ludobójstwa.

Mówi, że właśnie dlatego chciał się uczyć, wzmacniać, iść dalej – dla siebie i dla matki. Bo ona również jest ofiarą Srebrenicy. I bohaterką, bo się nie poddała.


Reklama

Nie uronił łzy

Po trzydziestu latach ból nie znika. Raczej zmienia miejsce.


Reklama

Czuję go, ale mam wrażenie, że nigdy naprawdę go nie przeżyłem – zastanawia się głośno. – Nigdy nie dałem mu wyjść na zewnątrz, zawsze próbowałem zakopać go bardzo głęboko w sobie.

Na pogrzebie ojca nie płacze. Ma wtedy siedemnaście lat. – Bolało. Ale nie uroniłem ani jednej łzy.

Kemal próbuje terapii. Otwiera jednak zbyt wiele drzwi naraz. Wycofuje się.


Reklama

Najbardziej boli go dziś nie przeszłość, tylko to, co po niej zostało w nim samym: brak pewności siebie, lęk, że nikt nie zaakceptuje jego niepełnosprawności, że wszystkie sukcesy – edukacja, dojrzałość, wysiłek – pozostaną w cieniu choroby.


Reklama

Do Srebrenicy wraca wiele razy. Był tam także 11 lipca zeszłego roku, na obchodach 30. rocznicy ludobójstwa.

Ojciec spoczywa właśnie tam. – To część mojego losu, której nigdy nie da się ode mnie oddzielić. Czasem czuję smutek. Czasem pustkę.

– A o czym myślałeś, stojąc tam? – pytam cicho, widząc jego zadumę.


Reklama

Milczy przez chwilę.


Reklama

– Jakby to była część mojego przeznaczenia, której nie można mi zabrać. Wiem, że to może dziwnie zabrzmieć, ale – oprócz tych trudnych emocji – czuję coś w rodzaju wdzięczności. Że jesteśmy ofiarami tych, którzy popełnili ludobójstwo. Nie sprawcami.

Matka na rocznicę nie jedzie. Przed dziesięcioma laty przeszła operację serca, ma problemy neurologiczne. Unika pogrzebów i uroczystości żałobnych. Ma 67 lat.

Kemal mówi o Srebrenicy spokojnie i twardo. Że ludobójstwo musi być pamiętane – bo zapomniane może się powtórzyć. Że Bośniacy nigdy nie chcieli państwa islamskiego, nigdy nie byli terrorystami, zawsze wierzyli w demokrację i liberalizm – i właśnie dlatego Europa powinna się wstydzić, że tak długo była tylko bezczynnym obserwatorem.


Reklama

– Jeśli Europa naprawdę wyznaje zasady, które niesie na sztandarach, powinna wspierać ofiary. Każde ofiary. Bez względu na religię. Inaczej te zasady nie są nic warte.


Reklama

Nie złości się na swoje przeznaczenie. Mówi, że je przyjął.

Kochała za mocno

Irytuje go co innego: to, że matka, chroniąc go przez całe życie, nie nauczyła go wystarczająco walczyć z przeciwnościami losu. Mówi to bez pretensji do niej, raczej ze zrozumieniem.

– Robiła, co mogła. Kochała mnie za mocno. To nie jest zarzut.


Reklama

Największym marzeniem Kemala jest znalezienie partnerki. Zbudowanie rodziny. Chodzi na randki, ale nic z nich nie wynika.


Reklama

Jego przeszłość zdefiniowała Srebrenica. Cieniem na przyszłości kładą się niepełnosprawność i traumy sprzed lat. Kemal wciąż ma jednak nadzieję. Jak wtedy, gdy czekał na ojca, gdy inni już nie wierzyli, że kiedykolwiek wróci.

 


Reklama

Źródło: Zero.pl
Aleksandra Cieślik
Aleksandra CieślikReporterka i wydawczyni

Reklama