Mimo ataków Iranu na statki USA w Cieśninie Ormuz przedstawiciele amerykańskich władz zapewnili, że zawieszenie broni między zwaśnionymi krajami pozostaje w mocy. – Teheran poczuł krew. Każda eskalacja konfliktu uderza w Donalda Trumpa – mówi dr hab. Wiesław Lizak, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego, w rozmowie z Zero.pl.

- Od początku tego tygodnia Iran już kilka razy zaatakował okręty USA oraz statki handlowe. Do tego ostrzelał terminal eksportu ropy naftowej znajdujący się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
- Przedstawiciele władz USA zapewniają, że zawieszenie broni trwa. Jednocześnie nie wykluczają odpowiedzi na ataki Iranu.
- – Świadomie dążą do eskalacji konfliktu – mówi dr hab. Wiesław Lizak, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego i ekspert Instytutu Nowej Europy.
Od czasu zawarcia rozejmu między USA i Iranem, do którego doszło 8 kwietnia, Teheran dziewięciokrotnie ostrzelał amerykańskie statki handlowe, przejął dwa kontenerowce, a także zaatakował siły USA ponad 10 razy. Generał Dan Caine, przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów stwierdził we wtorek, że były to ataki „poniżej progu konieczności wznawiania poważnych działań bojowych”.
Z kolei Pete Hegseth, amerykański minister wojny, zapewnił, że zawieszenie broni obowiązuje i jednocześnie zagroził, że dalsze ataki Iranu spotkają się z ostrą odpowiedzią.
– Jeśli zaatakujecie amerykańskie wojska lub niewinne statki handlowe, spotkacie się z przytłaczającą i niszczycielską siłą ognia Ameryki. Chcemy, aby niewinne statki mogły swobodnie przepływać - powiedział Hegseth podczas konferencji prasowej.
„Iran zobaczył, że może zaszkodzić Stanom Zjednoczonym”
– Iran, mówiąc brzydko, poczuł krew. Zobaczył, że choć jest krajem zdecydowanie słabszym niż Stan Zjednoczone, to ma możliwości szkodzenia interesom swoich wrogów – mówił dr hab. Wiesław Lizak, wykładowca UW oraz ekspert Instytutu Nowej Europy, w rozmowie z Zero.pl.
Ekspert stwierdził też, że ataki Iranu na statki USA czy zakłady w Zjednoczonych Emiratach Arabskich mają istotny wpływ na sytuację wewnętrzną w Teheranie. – Irański reżim nie jest trwały, chwieje się w posadach ze względu na duży poziom kontestacji społecznej, a konflikt zawsze umacnia władzę. Do tego, na forum międzynarodowym Iran pokazuje, że jest w stanie wpływać na otoczenie międzynarodowe, kreować procesy, które mogą zaszkodzić jego przeciwnikom – podkreślił ekspert z Uniwersytetu Warszawskiego.
Według wykładowcy UW, irańskie władze decydują się na ataki na obiekty wojskowe USA, bo zdają sobie sprawę, że każda kolejna eskalacja konfliktu uderza w administrację prezydenta Trumpa.
–Za pół roku są wybory w Ameryce. Myślę, że Irańczycy świadomie grają na podsycanie konfliktu. Oczywiście to wszystko dzieje się na niskim progu agresji, nie ma mowy o ostrej wymianie ciosów. Jednak Irańczycy wiedzą, że tego typu aktywność bardziej szkodzi w tej chwili Stanom Zjednoczonym niż samemu Iranowi – stwierdził ekspert Instytutu Nowej Europy.
Podczas wyborów połówkowych, które odbędą się w listopadzie 2026 r., Amerykanie nie wybierają głowy państwa, ale decydują o składzie organów, które mają realny wpływ na rządzenie krajem: Izby Reprezentantów (wszystkie 435 miejsc), Senatu (ok. 1/3 składu) i władz stanowych oraz lokalnych.
Pierwszy atak Iranu na Emiraty od czasu zawieszenia broni
W poniedziałek Iran zbombardował m.in. Zjednoczone Emiraty Arabskie. Był to pierwszy atak, do jakiego doszło na ten kraju od czasu ogłoszenia wstrzymania broni. Irańskie wojska przeprowadziły m.in. dronowy atak na zakłady petrochemiczne w portowym mieście Fudżajra. W wyniku tego wybuchł pożar.
– Atak na zakłady naftowe w Zjednoczonych Emiratach Arabskich spowodował wzrost cen ropy, a w konsekwencji rosnącą inflację. Wiemy, że Trump obiecywał reformy, które ustabilizują rynek zewnętrzny, obniżą inflację, a obecna sytuacja kształtuje się dokładnie odwrotnie. Iran świetnie wykorzystuje tego typu sytuacje dla pokazania swoich możliwości. Teheran wie, że posiada pewne zasoby, które bardzo negatywnie wpływają na Stany Zjednoczone, ich politykę – stwierdził prof. Lizak.
Wykładowca UW uznał też, że pomimo ataków Iranu władze USA nie będą w najbliższym czasie chciały przeprowadzać ponownych bombardowań Teheranu w takiej skali, jak na początku wojny.
– Prezydent Trump przekonał się, że tego konfliktu nie można wygrać w kilka dni, jak wcześniej zapowiadał i bez inwazji sił lądowych nie dokona zmiany obecnego reżimu. Stany Zjednoczone raczej nie powinny być zainteresowane dalszą eskalacją konfliktu. Oczywiście mogą prowadzić ataki rakietowe, wysyłać wojska lotnicze, ale pozostaje pytanie, czy przedłużanie konfliktu przyniesie zakładane cele, czyli zmianę reżimu. Jeśli nie, może się to odbić negatywnie na pozycji administracji amerykańskiej – opisał.
„Blokada Cieśniny Ormuz to broń ostateczna”
Blokada Cieśniny Ormuz, którą Iran rozpoczął na początku wojny z USA i Izraelem, spowodowała wzrost cen paliw i nawozów na rynkach światowych. Przed konfliktem przez cieśninę transportowano od 20 do 45 proc. kluczowych środków do produkcji rolno-spożywczej oraz około jedną piątą światowego wolumenu ropy naftowej i skroplonego gazu ziemnego.
– Okazało się, że w wojennej asymetrii Teheran ma pewien atrybut, który daje mu możliwość oddziaływania nie tylko na Stany Zjednoczone, ale także na inne państwa. Mowa o blokadzie Cieśniny Ormuz. To wydaje się najbardziej dziwne w całym konflikcie. O tym, że Iran może zablokować Cieśninę Ormuz, mówiono od dziesiątek lat. Jest to broń ostateczna. Pytanie, dlaczego w Stanach Zjednoczonych czy w Izraelu nie przemyślano do końca takiej możliwości, decydując się na rozpoczęcie operacji zbrojnej. Na to pytanie nie ma odpowiedzi – stwierdził Lizak.
Blokada Cieśniny wpływa na Stany Zjednoczone, państwa europejskie, ale także na sytuację gospodarczą Iranu.
– Teheran ponosi ogromne koszty związane z tą decyzją. Gospodarka kraju bardzo ucierpiała w wyniku bombardowań, do tego obecnie władze mierzą się z ograniczeniami handlu międzynarodowego. Natomiast to nie zmienia faktu, że w Iranie nie ma takich wyborów, jak w krajach demokratycznych i elity władzy nie muszą się za bardzo o nie martwić. Natomiast Donald Trump ma pół roku do wyborów połówkowych, których wyniki są bardzo związane z jego działaniami – podkreślił wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego.
Według eksperta, koszty blokady Cieśniny będą jeszcze długo uderzały w gospodarki krajów europejskich, m.in. z powodu wzrostu cen benzyny.
– Chyba nie bardzo zdawaliśmy sobie sprawę, jak system globalny jest współzależny. Wojna tocząca się tysiące kilometrów od naszego kraju może wpłynąć bardzo negatywnie na sytuację gospodarczą praktycznie każdego państwa na mapie świata. Europa niestety to odczuwa i będzie odczuwać jeszcze przez jakiś czas. Po pierwsze z powodu ceny ropy, która jest podstawową kwestią, a także kontrowersji w polityce amerykańskiej, która wpływa na spójność Sojuszu Północnoatlantyckiego – podkreślił wykładowca UW.
Ekspert dodał też, że wypowiedzi Trumpa na temat NATO mogą doprowadzić do rozbicia jedności w Sojuszu. – Między Europą a Stanami są tak silne sprzeczności, że niedługo będziemy zadawać sobie pytania, czy mechanizmy sojusznicze ciągle obowiązują. Może przyjść moment, kiedy ktoś zza wschodniej granicy powie „sprawdzam”. Dopiero wtedy zobaczymy, czy rzeczywiście wspólna odpowiedzialność za bezpieczeństwo ciągle obowiązuje. Miejmy jednak nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie – podsumował prof. Wiesław Lizak.
