Reklama
Reklama
Reklama

Angielski powrót z piekła. Kane ratuje Synów Albionu, historyczny bój DR Konga

Horror w Atlancie zakończony happy endem dla faworytów. Reprezentacja Anglii rzutem na taśmę wywalczyła awans do ćwierćfinału mistrzostw świata, pokonując Demokratyczną Republikę Konga 2:1. Afrykańczycy prowadzili przez większość meczu, a Synów Albionu dwoma trafieniami uratował niezawodny Harry Kane.

Harry Kane
Harry Kane z reprezentacji Anglii. (fot. RONALD WITTEK / PAP / EPA)
  • Brian Cipenga wyprowadził DR Konga na prowadzenie już w 7. minucie, zaskakując fatalnie interweniującego Jordana Pickforda.
  • Kapitan reprezentacji Anglii odwrócił losy spotkania w końcówce, zdobywając bramki w 75. oraz 86. minucie meczu.
  • W walce o półfinał turnieju podopieczni selekcjonera z Wysp Brytyjskich zmierzą się z reprezentacją Meksyku.

Śledź z nami DZIEŃ NA ŻYWO

To miał być dla Anglików rutynowy awans do najlepszej ósemki globu, a zamienił się w drogę przez mękę. Na stadionie w Atlancie, w obecności ponad 68 tys. widzów, Demokratyczna Republika Konga napisała kolejny rozdział swojej pięknej, tegorocznej historii. Skazywani na pożarcie piłkarze z Afryki nie przestraszyli się utytułowanego rywala. Od pierwszego gwizdka arbitra grali odważnie, bezkompromisowo i szybko zebrali tego owoce.

Już w 7. minucie gry defensywa z Wysp Brytyjskich kompletnie zaspała. Żaden z obrońców nie zdołał przeciąć dośrodkowania z lewej strony boiska, do którego dopadł Brian Cipenga. Napastnik hiszpańskiego CD Castellon bez wahania uderzył na bliższy słupek, zaskakując Jordana Pickforda. Angielski bramkarz bez wątpienia powinien w tej sytuacji zachować się lepiej, jednak piłka zatrzepotała w siatce i sensacja stała się faktem.

Reklama
Reklama

Mundial 2026. Angielskie bicie głową w mur

Stracona bramka nie obudziła natychmiast Anglików, którzy sprawiali wrażenie głęboko zszokowanych takim obrotem spraw. Przez pierwsze pół godziny podopieczni Thomasa Tuchela nie potrafili zagrozić bramce rywali. Dopiero w 30. minucie bliski szczęścia był Jude Bellingham, ale jego strzał w nieprawdopodobny sposób obronił Lionel Mpasi. Golkiper na co dzień występujący we francuskim Le Havre wyrastał na absolutnego bohatera widowiska, popisując się chwilę później kolejną genialną paradą przy strzale Harry'ego Kane'a z kilku metrów.

DR Konga nie zamierzała jednak wyłącznie głęboko się bronić. Ekipa trenera Sebastiena Desabre mogła, a nawet powinna zamknąć to spotkanie jeszcze przed przerwą. Po podręcznikowym kontrataku i precyzyjnej centrze z prawej strony boiska, w stuprocentowej sytuacji znalazł się Yoane Wissa. Napastnik musiał jedynie czysto trafić w piłkę, by podwyższyć prowadzenie, ale ku rozpaczy afrykańskich kibiców trafił tylko w słupek.

Reklama
Reklama

Anglia–DR Konga. Przebudzenie snajpera i awans faworytów

Druga połowa przyniosła spodziewany scenariusz. Choć ambitne „Lamparty” próbowały jeszcze na początku odgryzać się faworytom, z każdą minutą przewaga Anglików stawała się miażdżąca. Pod bramką Mpasiego momentami kotłowało się tak bardzo, że w szesnastce bronił się cały zespół z Afryki. Angielskie oblężenie przyniosło skutek w 75. minucie. Po precyzyjnym dośrodkowaniu Harry Kane zgubił krycie obrońców i strzałem głową doprowadził do wyrównania.

Niewykorzystana szansa z pierwszej połowy zemściła się na zespole z DR Konga podwójnie. Dobrze naoliwiona do tej pory defensywa Afrykańczyków zaczęła pękać pod naporem rozpędzonych Wyspiarzy. Decydujący cios zadał ponownie Kane. W 86. minucie po przytomnym dograniu od Anthony'ego Gordona, kapitan reprezentacji Anglii potężnym uderzeniem pod poprzeczkę ustalił wynik meczu na 2:1. Doświadczeni Anglicy nie dali już sobie wydrzeć zwycięstwa i w ćwierćfinale zagrają z Meksykiem.

https://twitter.com/sport_tvppl/status/2072389773554074014

 

Reklama
Reklama