Reklama

Nie będę już protestował. Przez krakowską strefę czystego transportu zrobiono ze mnie szura

Reklama

Gdy w 2023 r. Rada Warszawy przyjmowała uchwałę w sprawie strefy czystego transportu, protestowałem, ponieważ było to zbyteczne utrudnienie mojego życia. Gdy strefa objęła Kraków, protestowałem, bo czułem, że dzieje się niesprawiedliwość. Więcej protestować nie będę. Dlaczego?

Zdjęcie z filmu pokazującego protest w Krakowie.
Zdjęcie z filmu pokazującego protest w Krakowie. (fot. Fot. YouTube/Kanał Zero)
  • Polityczne szufladkowanie zniechęca do zajmowania stanowiska w sprawach, które dotyczą obywateli. 
  • Sprzeciwiałem się obywatelsko przepisom, które karzą mnie za coś, czego nie zrobiłem, ale już nie chcę. 
  • Nie każdy, kto nie zgadza się z działaniami rządu, jest „prawakiem” albo „lewakiem”. 

Reklama

Przez wiele lat biernie przyglądałem się działaniom władzy. Nawet jeśli mnie dotyczyły, nie zajmowałem stanowiska – starałem się nowe utrudnienia możliwie omijać lub się z nimi godzić.

Nigdy nie brałem udziału w żadnych politycznych zgromadzeniach, nie chodziłem również do wyborów – ani samorządowych, ani parlamentarnych, ani prezydenckich, uznając, że jest to strata czasu. Władza, którą wybieramy, nie jest przecież przed nami nijak odpowiedzialna ani nie mamy na nią wpływu. To tak, jakby móc wybrać sobie kolor młotka, którym ktoś uderzy nas w głowę.

Jednak niedawno czara troszkę się przelała

W Warszawie ustanowiono strefę czystego transportu. Nazwa jest skrajnie myląca, ponieważ o żadnej czystości mowy być nie może – do strefy nadal mogą wjeżdżać samochody spalinowe, które emitują zanieczyszczenia z rur wydechowych. Należałoby to raczej nazwać „strefą zakazu ruchu starych samochodów”, ale to by źle brzmiało.


Reklama

Strefa ta uderza we mnie bezpośrednio, tzn. znacząco utrudnia mi prowadzenie działalności, którą prowadzę wprawdzie pobocznie, ale nadal przynosi mi dochody. Z jej powodu zostałem już raz zmuszony do zakupu nowszego samochodu i kupiłem najnowszy, na jaki było mnie stać – a on i tak zostanie zakazany 31 grudnia roku 2029. Nie mam pojęcia, dlaczego mam wymieniać samochód z silnikiem diesla z 2014 r. na samochód z tym samym silnikiem diesla z 2019 r., żeby móc dalej prowadzić okazjonalne wycieczki po Warszawie. 


Reklama

Poszedłem więc zaprotestować – byłem na sesji rady Warszawy, gdzie wspólnie z moimi motoryzacyjnymi kolegami domagaliśmy się referendum ws. wprowadzenia strefy (jego wynik łatwo sobie wyobrazić). 

Byłem jednak zdziwiony, kiedy jedna z przedstawicielek organizacji proekologicznych wprost nazwała protestujących wysłannikami Rosji i Putina. Nie podała żadnych powodów, po prostu rzuciła takie oskarżenie w naszą stronę, uznając, że coś z tego może się przyklei i postawi nas w złym świetle.

Nie byliśmy powiązani z żadną organizacją polityczną, protest był całkowicie obywatelski, a wręcz towarzyski. Oczywiście nic nie dał, chociaż trzeba uczciwie podkreślić, że strefa w Warszawie jest fikcyjna. 


Reklama

Potem przyszła sprawa Krakowa i zrobiło się dużo ostrzej

Walka o krakowską strefę zakazu ruchu starych samochodów miała o wiele brutalniejszy przebieg. Kilkukrotne zmiany, udział sądu administracyjnego, wreszcie przyjęcie koncepcji strefy w najbardziej restrykcyjnej formie – wszystko to sprawiło, że mieszkańcy Małopolski dość mocno się zagotowali.


Reklama

Powstał zupełnie nieznany w Warszawie ruch sprzeciwu społecznego w postaci niszczenia znaków wjazdu do strefy, odbyły się także dwa protesty w tej sprawie. Niektórzy twierdzą, że przyszło na nie 300 osób, inni – że tysiąc.

Miasto zainwestowało nawet w tworzenie facebookowych stron udających oddolne inicjatywy, które strefę oczywiście popierają. Wprawdzie mają one po skromne kilkaset polubień, ale nadal jest to nieczęsto spotykany sposób uprawiania polityki w mediach społecznościowych. Większość prezydentów miast nie musi wytwarzać dodatkowych profili, które opowiadają się za ich działaniami. Kraków chyba poczuł, że zdenerwował mieszkańców. 

Fot. Artur Barbarowski / East News


Reklama

Dlaczego dwa protesty?

To ten moment, w którym muszę powiedzieć: nie chcę już publicznie opowiadać się przeciw strefie czystego transportu (strefie zakazu ruchu starych samochodów), ponieważ nie mam ochoty być wciąż etykietowany jako zwolennik prawicy z gatunku Konfederacji czy tej drugiej konfederacji. Nawet ich od siebie nie odróżniam.


Reklama

Nie tylko nie jestem ich wyborcą, ale zostałem również wykorzystany przez takich polityków jak Konrad Berkowicz czy Paweł Usiądek. Wykorzystali oni moje materiały na temat SCT, tzw. rolki, na swoich kontach na X, nie podając mnie jako autora i powodując mylne wrażenie u odbiorców, że nie tylko ich popieram, ale wręcz nagrałem te rolki na ich zlecenie, wyśmiewając głupie założenia strefy czystego transportu.

Było to dla mnie przekroczenie pewnej granicy, zresztą żaden z polityków nie zareagował na moje wezwanie do usunięcia moich treści – niczego innego się po posłach Konfederacji nie spodziewałem. Jednego dnia kradniesz patelnię, a drugiego czyjąś twórczość w internecie. 

Właśnie dlatego w Krakowie odbyły się dwa protesty

Jeden łączył prawicowe środowiska polityczne pod hasłem żądania „wolności” (a więc likwidacji SCT), drugi miał charakter bezpartyjny i obywatelski. Jesteśmy w miejscu tak głębokiej alienacji politycznej, że obywatele nawet protestując nie chcą być kojarzeni z politykami, choćby protest odbywał się w tej samej sprawie.


Reklama

Zresztą mimo łączącego oba protesty sprzeciwu wobec SCT występowała fundamentalna różnica w ideologii. Konfederacja krzyczała o wolności, a protest obywatelski domagał się po prostu dobrego i sprawiedliwego stanowienia prawa, takiego, które byłoby równe dla wszystkich, bez uprzywilejowanych i poszkodowanych. To, że strefa czystego transportu jest nierównym traktowaniem obywateli bez szczególnego powodu, widać na pierwszy rzut oka, ale sąd administracyjny nawet się na ten temat nie zająknął.


Reklama

Oczywiście tego niuansu nikt nie zauważa

Doszło do skutecznego zawłaszczenia dyskursu i obecnie jako przeciwnik strefy czystego transportu jestem automatycznie wrzucony do szuflady z piewcami rosyjskiej propagandy, Grzegorzem Braunem, Kamratami i diabli wiedzą kim jeszcze.

Nawet nasz redakcyjny kolega, gdy dowiedział się, że przygotowuję materiał o SCT, zapytał, czy będę kontaktował się w tej sprawie ze znanym w Krakowie jej przeciwnikiem, który ponoć jest kryminalistą. Była to interesująca wypowiedź, ponieważ sugerowała, że jeśli jeden przeciwnik SCT jest skazany za przestępstwo, to znaczy że i reszta tego środowiska to zapewne bandyci i lepiej się z nimi nie zadawać.

Mogę tylko odpowiedzieć, że jeśli wśród przeciwników SCT jest jakiś kryminalista, to tak, dzielimy wspólne poglądy na jakąś sprawę. Nie pierwszy raz jednak spotkałem się z zawstydzaniem za jakiś pogląd – przynajmniej forma nie była tak prymitywna, jak wściekła kobieta nazywająca protestujących „pachołkami Putina”. 


Reklama

Zwolennicy strefy też nie mają łatwo 

W Krakowie głównymi orędownikami – i zapewne też spiritus movens – tego pomysłu były Krakowski Alarm Smogowy i czeska fundacja Frank Bold. Wśród podmiotów wspierających te organizacje znajdziemy liczne wielonarodowe korporacje: Hewlett-Packard, Metro AG (właściciel m.in. sieci Makro), C&A, fundację braci Rockefeller i inne.


Reklama

Zwolennikowi można zadać pytanie – dlaczego mówisz tym samym głosem, co gigantyczne koncerny z rozmaitych branż, czy masz w tym jakiś interes? Trudno wszak uwierzyć, że np. fundacja Roberta Boscha szczerze martwi się o powietrze w Krakowie i chodzi jej tylko o to, żeby krakowianie mieli czym oddychać. Z której strony by się nie stało, momentalnie zostaje się oklejonym jakąś etykietą – pytanie tylko, która gorsza. 

Strefa krakowska została dość sprytnie pomyślana

Nigdy nie dojdzie w niej do sytuacji, że ktoś nie będzie mógł własnym samochodem dojechać do domu, bo „przestał spełniać kryteria” w sylwestrową noc. Mieszkańcy Krakowa otrzymali dożywotnie wyłączenia dla wszystkich swoich starych aut, osoby pozakrakowskie mają – przynajmniej teoretyczny – wybór.

Mogą samochodem nie jechać, albo zapłacić 5 zł za dzień wjazdu do miasta, jeśli ich auto jest zbyt stare. Miało to pokazać, że prezydent Krakowa dba o swoich mieszkańców, a ci źli, z gmin obwarzanka, muszą dostosować się do zasad krakowskich. Sukces tego przedsięwzięcia już można ocenić jako mizerny. Poparcie dla prezydenta Krakowa spadło, a aż 64 proc. mieszkańców zadeklarowała chęć udziału w referendum w sprawie odwołania pełniącego ten urząd Aleksandra Miszalskiego.


Reklama

Gminy obwarzanka się zradykalizowały i stawiam, że w następnych wyborach samorządowych prawica zdobędzie tam zaskakująco dobry wynik. Padły nawet pomysły wprowadzania złośliwych stref w otaczających Kraków gminach, tak aby mieszkańcy Krakowa zmuszeni byli płacić za przejazd chcąc wydostać się z miasta. Strefa warszawska przewiduje sytuację, w której jej mieszkańcy będą musieli wymienić samochód na inny, inaczej nie będą mogli nawet dojechać do swojego domu – jeśli to nie spowoduje protestów, to nie wiem co by mogło.


Reklama

Ale zapewne zamiast protestów nastąpi po prostu ignorowanie prawa, powszechnie spotykane w innych dziedzinach życia. Od lat kolekcjonuję przepisy, które istnieją, ale absolutnie nikt ich nie przestrzega, nic się z tego powodu nie dzieje i nikt nie zamierza ich uchylić. Z roku na rok jest ich coraz więcej. 

Dlatego protestowanie nie ma sensu

Niech robią co chcą. Potem my żyjmy dalej, jakby nic się nie zmieniło. Jeśli policja będzie chciała nam wlepić mandat, to i tak to zrobi, nie podając nawet powodu – na co też można znaleźć liczne przykłady w rodzaju kanału „audyt obywatelski”.

Porządek prawny i społeczny rozjeżdżają się między sobą i nikt już właściwie nie umie żyć w stu procentach zgodnie z przepisami. 


Reklama