Reklama
Reklama

Reklama

Niemiecki przemysł w opałach. To również problem dla Polski

Reklama
TYLKO NA

Niemiecki przemysł w 2026 r. w optymistycznym scenariuszu pogrąży się w stagnacji – ostrzega Federacja Niemieckiego Przemysłu (BDI), która jeszcze niedawno przewidywała wzrost produkcji przemysłowej o 1 proc. Powodem jest wojna na Bliskim Wschodzie i jej skutki dla gospodarki. Takie prognozy to dzwonek alarmowy także dla Polski, gdyż nasza gospodarka jest mocno związana z niemiecką.

Problemy niemieckiego przemysłu to także problemy polskich eksporterów
Problemy niemieckiego przemysłu to także problemy polskich eksporterów (fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • Niemiecką produkcję przemysłową w optymistycznym scenariuszu czeka w tym roku stagnacja. Wojna w Zatoce Perskiej dławi nadzieje na odbicie.
  • Kryzys przemysłowy w Niemczech bezpośrednio zagraża dynamice polskiego eksportu ze względu na silne powiązania obu rynków. Niemcy od lat przyjmują ponad jedną czwartą naszego eksportu.
  • Czy problemy w Niemczech uderzą w Polskę rykoszetem? I czy ewentualny spadek eksportu do Niemiec możemy sobie zrekompensować w inny sposób?

Reklama

– Od 2022 r. produkcja przemysłowa w Niemczech każdego roku spada. W 2026 r. nie oczekujemy już ożywienia, lecz stagnacji – to fragment wystąpienia Petera Leibingera, przewodniczącego BDI, podczas otwarcia targów przemysłowych w Hanowerze.

W najlepszym razie stagnacja, w najgorszym – spadek produkcji

Odbywające się co roku targi Hannover Messe to jedno z najważniejszych wydarzeń tego typu na świecie, ale tym razem towarzyszą mu minorowe nastroje. Wojna na Bliskim Wschodzie i będący jej skutkiem kryzys energetyczny (zakłócenia w dostawach ropy naftowej i gazu ziemnego, powodujące wzrosty cen tych surowców) skutecznie dławią nadzieje na odbicie niemieckiej gospodarki.

O tym, że nastroje za Odrą uległy gwałtownemu pogorszeniu po wybuchu wojny, pisaliśmy już na łamach Zero.pl. W marcu indeks ZEW, mierzący oczekiwania ekspertów i uczestników rynku co do kondycji gospodarki Niemiec, dosłownie runął, spadając o prawie 59 pkt w skali miesiąca (następny odczyt indeksu jest zaplanowany na wtorek 21 kwietnia).


Reklama

Gwałtowny spadek nastrojów w Niemczech. 59 pkt w miesiąc to tąpnięcie


Reklama

Konflikt przedłuża się, kwestia drożności Cieśniny Ormuz pozostaje nierozstrzygnięta, a wraz z niekorzystnym rozwojem wypadków światowa gospodarka coraz mocniej odczuwa skutki zawirowań na Bliskim Wschodzie.

BDI w swojej rewizji prognoz ostrzega, że niemiecki sektor wytwórczy może znów skurczyć się w 2026 r. (byłby to już piąty rok z rzędu naznaczony spadkiem produkcji w przemyśle), jeśli zakłócenia w transporcie surowców energetycznych będą się utrzymywać. Peter Leibinger poinformował dodatkowo, że obecnie wykorzystanie mocy produkcyjnych w Niemczech wynosi jedynie nieco ponad 78 proc.

Wojna na Bliskim Wschodzie pogłębia problemy Niemiec

Jeszcze w styczniu federacja BDI przewidywała wzrost produkcji przemysłowej w Niemczech o 1 proc. w 2026 r.


Reklama

Zarazem Peter Leibinger przyznał, że wojna na Bliskim Wschodzie nie jest praprzyczyną kłopotów niemieckiej gospodarki, a po prostu czynnikiem, który uwypukla i pogłębia różne strukturalne problemy. Do tych ostatnich zaliczył wysokie koszty pracy i energii, wysokie podatki, a także nadmierną biurokrację. Wszystko to, co mówił przewodniczący BDI, osłabiło konkurencyjność kraju. Zaapelował przy tym do rządu federalnego o przedstawienie do lata szeroko zakrojonego pakietu reform, który pobudziłby wzrost gospodarczy i inwestycje.


Reklama

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz już w niedzielę ogłosił, że z powodu obecnego kryzysu energetycznego „niezwłocznie” zwoła posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Podstawowy cel to zapewnić obywatelom dostępność kluczowych paliw (na plan pierwszy wysuwa się w tej chwili kwestia niedoborów paliwa lotniczego), ale wskaźniki gospodarcze również martwią rząd Merza.

Po dwóch latach spadku PKB (o 0,3 proc. w 2023 r. i o 0,2 proc. w 2024 r.) w 2025 r. w Niemczech odnotowano symboliczny wzrost gospodarczy – PKB urósł o 0,2 proc. W tym roku miało być dużo lepiej – Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) prognozował jesienią, że gospodarka Niemiec urośnie o 1,1 proc. Ale już kwietniowa runda prognoz MFW ścięła te oczekiwania: obecnie zakładany jest wzrost o 0,8 proc.

Niemcy a sprawa polska

Osłabienie niemieckiego przemysłu to wyzwanie dla polskiej gospodarki, która od lat opiera swój rozwój na silnej integracji z tamtejszym rynkiem. 


Reklama

– Polska gospodarka pozostaje mocno powiązana z niemiecką, więc na pewno odczulibyśmy ewentualne pogorszenie sytuacji w produkcji przemysłowej w Niemczech – przyznaje w rozmowie z Zero.pl Leszek Kąsek, starszy ekonomista ING Banku Śląskiego.


Reklama

– Niemniej jednak na razie nie widać istotnego załamania w niemieckich wskaźnikach koniunktury w przemyśle, takich jak PMI czy Ifo (ten pierwszy to wskaźnik aktywności gospodarczej w sektorze przemysłowym i usługowym, ten drugi mierzy klimat biznesowy w Niemczech – red.) – dodaje.

Niepewność geopolityczna może raczej oddalić perspektywę ożywienia niemieckiego PKB w tym roku niż przełożyć się na powrót stagnacji gospodarczej, z którą Niemcy borykają się od kilku lat – zauważa nasz rozmówca.

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), polski eksport do Niemiec w okresie styczeń-luty 2026 r. miał wartość 15,6 mld euro i stanowił 26,5 proc. naszego eksportu ogółem. Niemcy od dawna przyjmują ponad jedną czwartą naszego eksportu, choć ostatnio widoczna jest lekka tendencja spadkowa (w okresie styczeń-luty 2025 r. eksport do Niemiec stanowił 27,1 proc. polskiego eksportu, z kolei jego wartość wyrażona w euro była wyższa o 3,1 proc.).


Reklama

Polska może się wybronić?

Na szczęście polska gospodarka może w tym roku liczyć także na inne „motory napędowe” PKB – uspokaja Leszek Kąsek.


Reklama

W 2026 r. jest szansa, że inne silniki wzrostu skompensują nam potencjalnie słabszy popyt zewnętrzny z Niemiec – mówi ekonomista. – Polska gospodarka będzie mogła skorzystać z kumulacji wypłat środków unijnych, związanej z nadchodzącym deadline'em na wykorzystanie części grantowej z KPO, oraz z rosnących wypłat środków spójności.

Będzie to wspierać wzrost inwestycji, w szczególności publicznych, oraz, w mniejszym stopniu, konsumpcję – dodaje. – Dodatkowo, od paru lat utrzymują się też u nas podwyższone wydatki na obronność i ten trend zostanie utrzymany.

Jeszcze w lutym minister finansów i gospodarki, Andrzej Domański, wskazywał, że dynamika inwestycji w 2026 r. może przebić 9 proc., a wynik rzędu 10-11 proc. jest osiągalny.


Reklama

Kłopoty Brauna. Prokuratura domaga się zatrzymania europosła


Reklama

Czy jednak polski konsument nie przestraszy się pesymistycznych prognoz i nie zacznie wydawać mniej? Na pierwszy rzut oka wiele przemawia za takim scenariuszem. Prognozy dla inflacji są rewidowane w górę; dodatkowo członkowie Rady Polityki Pieniężnej wskazują, że stopy procentowe najprawdopodobniej nie zostaną już obniżone w tym roku ze względu na globalną niepewność (przeciętnemu Kowalskiemu nie spadną więc koszty obsługi kredytu).

Nastroje konsumenckie mogą się, oczywiście, nieco pogorszyć, bo nic nie osłabia aktywności konsumenta tak, jak erozja realnych dochodów, szczególnie kiedy wzrost inflacji zaskakuje – mówi Leszek Kąsek. – Podobną sytuację mieliśmy w 2022 r., a konsumenci odczuli to najbardziej w kolejnym roku.

W tym roku wzrost cen nie powinien być jednak tak znaczący– zauważa. – Nie chodzi tylko o mniejszą skalę wzrostów cen samych surowców energetycznych (obecnie droga jest głównie ropa naftowa, gaz czy węgiel w mniejszej skali), ale mniej napięta jest sytuacja na rynku pracy czy skala reakcji kursu walutowego. Wreszcie, weszliśmy w obecny kryzys naftowy z o wiele niższą inflacją i wyższymi stopami procentowymi niż cztery lata temu (wtedy stopy NBP były bliskie 0 proc.).


Reklama


Reklama

Ekspert ING przyznaje zarazem, że wzrost cen surowców energetycznych przełoży się na wyższą inflację. – W prognozach zakładamy, że w scenariuszu bazowym inflacja w IV kwartale wyniesie średnio 4,2 proc., a więc będzie widocznie powyżej górnej granicy tolerancji odchyleń od celu inflacyjnego NBP (ten cel to punktowo 2,5 proc. w ujęciu rocznym, ale NBP dopuszcza jego odchylenie o 1 pkt proc. w górę i w dół, co daje przedział 1,5-3,5 proc. – red.).

– Jednocześnie rządzący dbają o to, żeby pogorszenie nastrojów konsumentów nie było zbyt duże – przy tak dużym szoku energetycznym (szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej mówi wręcz o największym szoku energetycznym w historii) ceny na stacjach paliw – zwłaszcza benzyny – raczej nie są alarmujące dla konsumentów, co wynika z czasowej obniżki akcyzy i stawki VAT – podkreśla ekonomista.


Reklama