Reklama
Reklama

Reklama

Państwo zawiodło w sprawie Zondacrypto? Setki poszkodowanych mogły stracić fortunę

Reklama
TYLKO NA

Prokuratura mówi już o co najmniej kilkuset osobach poszkodowanych w związku z Zondacrypto. Stale rośnie także kwota, jaką użytkownicy giełdy mogli stracić. – Mogliśmy być jednym z pierwszych państw, w których prawo dotyczące giełd kryptowalut zostałoby przyjęte, a zamiast tego mamy ogromną aferę finansową – mówi w rozmowie z Zero.pl prof. Krzysztof Piech z Uczelni Łazarskiego.

Growing,Bitcoin,With,A,Smartphone,With,The,Bybit,App,Open.
Afera Zondacrypto (fot. Shutterstock)

Kasjan Owsianko, Zero.pl: Czy jest jakakolwiek szansa, że użytkownicy Zondacrypto odzyskają swoje pieniądze?


Reklama

Krzysztof Piech, prof. Uczelni Łazarskiego, ekspert w dziedzinie kryptoaktywów: Szansa pewnie jest, ale myślę, że ona nie zależy od firmy Zondacrypto, tylko od działalności struktur państwowych – niezależnie którego państwa, Polski czy Estonii, w której zarejestrowana jest giełda – które zajmą się szukaniem tych pieniędzy.

Mieliśmy w ostatnich tygodniach informację publiczną, że część środków opuściła giełdę. Kwestia sprawdzenia, co to są za środki i gdzie trafiły. Być może część tych środków udałoby się w jakiś sposób zablokować i z nich zrealizować wypłaty dla użytkowników.

Nie ma żadnych funduszy gwarancyjnych, które mogłyby pomóc tym ludziom?


Reklama

Nie. To tak samo, jak kiedy inwestuje się na giełdzie papierów wartościowych. Tam przecież też nie ma funduszy gwarancyjnych.


Reklama

Ale przecież prezes Zondacrypto Przemysław Kral mówi, że giełda ma pieniądze w portfelu Bitcoin, tylko nie ma do nich aktualnie dostępu. To w ogóle nie poprawia sytuacji użytkowników?

Ani trochę. To tak, jakby ktoś powiedział: to jest numer konta bankowego, na którym są pieniądze, tylko nie ma do niego dostępu. Współczesna technika nie jest w stanie nic z tym zrobić.

Państwo nie mogło wcześniej zareagować?


Reklama

Państwo miało obowiązek zareagować. Polacy zainwestowali na tej giełdzie nawet kilka miliardów złotych. Jej losy mogą podzielić kolejne giełdy, także zagraniczne. O ile polskie giełdy władze mogą w jakimś stopniu nadzorować, o tyle zagranicznych nie. Jaki jest pomysł państwa na ochronę środków inwestorów? Właściwie żaden. Przez półtora roku nawet nie potrafiliśmy przyjąć unijnych przepisów.


Reklama

Przez lata wszyscy widzieli, że rynek kryptowalut się rozrasta i nie zrobiono z tym niemalże nic. Przerzucano się odpowiedzialnością. Mistrzem w tym była Komisja Nadzoru Finansowego, która w ogóle nie chciała nadzorować tego sektora.

Zondacrypto działa od 12 lat. Przez ten czas nie sprawdzono, czy środki, które trzymają tam ludzie, są bezpieczne. Po ostatnich oświadczeniach widzimy, że rada nadzorcza była iluzoryczna, że właściwie nie wiedzieli, jaka jest sytuacja w firmie. Zresztą nie tylko oni. Tak nie powinno być w dobrze funkcjonującej instytucji finansowej.

Rząd cały czas przy temacie Zondacrypto mówi o ustawie o kryptoaktywach, którą dwukrotnie zawetował prezydent Karol Nawrocki. Ona nic by w tej kwestii nie zmieniła?


Reklama

To tylko polityka. Już teraz wiemy, że giełdzie Zondacrypto brakuje około miliarda złotych. Ta ustawa nie sprawiłaby, że te pieniądze by się nagle pojawiły. To są zaległości jeszcze z poprzednich lat – z braku nadzoru państwa i nadzoru korporacyjnego.


Reklama

Nie wiemy, co dokładnie wiedział wcześniej premier, ale skoro służby już od kilku miesięcy interesowały się tą giełdą, to możliwe, że było wiadome i przesądzone, że ta giełda upadnie. Pytaniem nie było „czy”, tylko „kiedy”. Dziwnym trafem upadła akurat podczas głosowania nad kolejnym wetem prezydenta do ustawy o kryptoaktywach.

Może gdyby w 2017 r. pojawiła się taka ustawa, to nie doszłoby do tej sytuacji.


Reklama

Ale w 2017 r. już były założenia takiego projektu, który poprawiłby bezpieczeństwo na rynku giełd kryptowalut. Pracowaliśmy nad nimi społecznie, całkowicie za darmo w kilkadziesiąt osób. Stworzyliśmy nawet pierwszy w Europie rejestr takich podmiotów. Tylko potem ówczesna pani minister cyfryzacji Anna Streżyńska została zwolniona i wszystkie nasze propozycje poszły do kosza.


Reklama

Mogliśmy być jednym z pierwszych państw, w których takie prawo zostałoby przyjęte, a zamiast tego mamy ogromną aferę finansową – możliwe, że większą od tzw. afery Amber Gold – wielki teatr polityczny i dziesiątki tysięcy poszkodowanych Polaków, którzy pewnie nigdy nie doczekają się sprawiedliwości.

Państwo powinno wziąć za to odpowiedzialność? Wypłacić odszkodowania?

Wydaje mi się, że prawnicy poszkodowanych mogą dochodzić do takich wniosków.


Reklama

Skoro proponowana tak usilnie przez rząd ustawa nie może pomóc tym, którzy już zostali poszkodowani, to może chociaż jest w stanie zapobiec takim sytuacją w przyszłości?


Reklama

Ta ustawa ma bardzo duże luki. Rozporządzenie unijne, które miała wprowadzać, zostało napisane w taki sposób, żeby z firm kryptowalutowych zrobić instytucje finansowe. Nie wzięto pod uwagę specyfiki tego rynku. Przykładowo w klasycznej instytucji finansowej można zwrócić się z prośbą o zwrot środków. W przypadku firm kryptowalutowych nie ma takiej możliwości, więc ochrona interesów użytkowników powinna być jeszcze większa.

Polska ustawa powinna te słabości wyeliminować, zachowując przy tym innowacyjność sektora, jednak tego nie zrobiono. Zamiast tego propozycja jest jeszcze bardziej restrykcyjna. Najpewniej zmusiłaby ona ostatnie polskie firmy kryptowalutowe do rejestrowania się za granicą, a wtedy już w ogóle nie byłoby mowy o ochronie konsumentów.

W takim razie co byłoby najlepszym rozwiązaniem dla państwa na teraz?

Jak najszybciej wprowadzić ustawę, którą napisałem, a która została zgłoszona przez Konfederację i sprawdzona przez sejmowych prawników. Ta ustawa nie rozwiązuje wielu problemów, ale przynajmniej wyznaczałaby KNF jako organ nadzoru, który teraz od rynku kryptowalut umywa ręce. To jest tchórzostwo, a nie zajmowanie się bezpieczeństwem pieniędzy Polaków.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Kasjan Owsianko
Kasjan OwsiankoDziennikarz

Reklama