Piotr P. od blisko 20 lat siedzi w więzieniu, skazany przez niemiecki sąd na dożywocie za zamordowanie kobiety w Monachium. Jednak 15 lat temu do tej zbrodni przyznał się inny Polak, który też został skazany, ale wyszedł już na wolność. Nowe działania w tej sprawie zapowiedział minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. A jej szczegóły przybliża portalowi Zero.pl prokurator Piotr Kosmaty.

- W Monachium w 2004 r. została zamordowana Ekaterina I. Dwa lata później niemiecki sąd skazał na dożywotnie więzienie Piotra P.
- Później jednak polskie służby zatrzymały w ramach innego postępowania Tomasza W., który przyznał się do popełnienia zbrodni, za jaką został skazany wcześniej jego rodak. Z uwagi na to, że był wtedy młodociany, otrzymał krótki wyrok.
- Interwencję w tej sprawie zapowiada minister Waldemar Żurek. Prokurator Piotr Kosmaty w rozmowie z Zero.pl mówi o kulisach postępowania i o tym, co może się teraz wydarzyć.
W 2006 r. Piotr P. został skazany przez niemiecki sąd za zamordowanie Ekateriny I. na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Tragedia rozegrała się dwa lata wcześniej w Monachium.
W 2004 r. dwóch mężczyzn Piotr P. i Tomasz W. zaplanowało kradzież kosztowności, jakie znajdowały się w mieszkaniu Ekateriny. Do lokalu wszedł – według ustaleń polskich śledczych – jedynie Piotr W., który śmiertelnie pobił kobietę. Piotr P. stał na czatach i miał w ogóle nie wiedzieć, że doszło do morderstwa.
Kiedy Piotr P. odsiadywał wyrok dożywocia (od 2009 r. siedzi w więzieniu w Rzeszowie), w Polsce zatrzymano w ramach innego śledztwa Tomasza W., który ma być rzeczywistym zabójcą Ekateriny. Mężczyzna konsekwentnie twierdził, że to on jest mordercą, a P. nic o tym nie wiedział. W. został skazany przez niemiecki sąd na dziewięć lat i odsiedział swój wyrok; otrzymał tak niski, bo w chwili popełnienia zbrodni miał 17 lat.
Waldemar Żurek zapowiada działania polskiej prokuratury
Podjęcie działań w sprawie odsiadującego niesłuszny wyrok mężczyzny zapowiedział minister sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek. – My musimy stosować tu ściśle prawo, natomiast ja na pewno tej sprawy nie zostawię – powiedział TVN24.
Jak dodał, zlecił to właściwym departamentom Ministerstwa Sprawiedliwości i prokuratorom. – Mamy w tej sprawie wiele aspektów, przede wszystkim wykonujemy wyrok sądu niemieckiego i żeby doszło do wzruszenia tej sprawy, musimy wznowić tę sprawę w Niemczech – wskazał Waldemar Żurek zapowiadając, że strona polska wystąpi do Niemiec o przekazanie dokumentów.
– Jeżeli się okaże, że mamy w więzieniu człowieka, który jest niewinny, to powinniśmy zrobić wszystko, żeby jak najszybciej doprowadzić do tego, żeby on to więzienie opuścił – powiedział.
Prokurator Kosmaty o kulisach sprawy
Kulisy sprawy przybliżył w rozmowie z portalem Zero.pl dr Piotr Kosmaty, prokurator Prokuratury Regionalnej w Krakowie, znający kulisy śledztwa. Sam przyznaje, że jest zawiedziony postawą niemieckiego wymiaru sprawiedliwości.
Nasz rozmówca przypomina, że już w 2013 r. prokurator okręgowy z Przemyśla po zgromadzeniu materiałów dowodowych, z których wynikało jednoznacznie, że sprawcą zabójstwa jest Tomasz W., a nie Piotr P., wystosował pismo do strony niemieckiej. W dokumencie alarmował, że graniczy z pewnością fakt, iż P. nie popełnił zbrodni, a w obrocie prawnym funkcjonują dwa de facto sprzeczne ze sobą wyroki, bo obydwa skazują dwie różne osoby za ten sam czyn.
– Zdradzę rzecz, której chyba nikt do tej pory nie mówił, a którą wyczytałem w aktach, że ten chłopak (Tomasz W.), który został zatrzymany i rzeczywiście przyznał się do zabójstwa, w momencie zatrzymania przez oficerów CBŚP poczuł ulgę i powiedział: „nareszcie”. Ciążyło mu to, że inny człowiek odsiaduje za niego wyrok dożywocia – mówi Kosmaty.
Nasz rozmówca dodaje, że strona niemiecka nie podeszła poważnie do pisma przekazanego przez polskich śledczych. Jak mówi, argumentowali oni, że przecież Piotr P. i tak był na miejscu zdarzenia i był kolegą Tomasza W.
– De facto uznali, że te przesłanki oznaczały, iż jest złym człowiekiem i odsiadka mu się należy. Problem polega na tym, że on tego nie akceptował, bo to nie było przedmiotem jego planu działania – mówi.
Rzeczywisty sprawca był wysłannikiem zorganizowanej grupy przestępczej z Podkarpacia. Grupa ta wysłała W. do Monachium wiedząc, że Ekaterina posiada w swoim mieszkaniu obrazy i pieniądze. Piotr P. pojechał do Niemiec i tam pracował. Członkowie grupy przestępczej o tym wiedzieli i zwrócili się do niego z prośbą, że przyjedzie ich człowiek i prosili, żeby go przyjął, bo ten nie ma gdzie mieszkać.
Przypadek goni przypadek
Według polskich śledczych Piotr P. od początku był więc dość przypadkową osobą. Przyjął rodaka, który wciągnął go w swój plan obrabowania kobiety.
– I to było objęte ich porozumieniem, ale okazało się, że Piotr P. nigdy nie wszedł do tego mieszkania, co więcej, Niemcy nie przedstawili ani jednego materialnego dowodu na popełnienie przez niego zbrodni. Rzeczywisty sprawca Tomasz W. zaczął bić kobietę, która w wyniku tych obrażeń zmarła. My to nazywamy ekscesem prawnym, co oznacza, że ktoś wyszedł poza porozumienie, więc ten drugi – w tym przypadku Piotr P. – nie może za to odpowiadać – relacjonuje Kosmaty.
Piotr P. o całym zdarzeniu dowiedział się dopiero dwa dni później z radia, kiedy rzeczywisty sprawca uciekł do Polski. I ten rzeczywisty sprawca podawał się za Tomasza L. (tak jak znany polski dziennikarz). Ciężko go było z tego powodu namierzyć. Piotr P. po wyroku współpracował ze śledczymi i podczas okazywania tablic poglądowych rozpoznał Tomasza W.
Donos Nigeryjczyka
Istotne w sprawie jest to, że kiedy Piotr P. przebywał w więzieniu w Monachium, siedział z nim Nigeryjczyk, który przeczytał w gazecie komunikat, że wszyscy, którzy mogą pomóc w sprawie, dostaną nagrodę pieniężną w wysokości 10 tys. euro. Nigeryjczyk zapytał więc Piotra P. czy ta sprawa dotyczy jego, a Polak potwierdził, ale nie przyznał się mu, że popełnił zabójstwo. Nigeryjczyk zgłosił się po pieniądze i zeznawał przeciwko P.
– Trzeba zwrócić uwagę, że Nigeryjczykowi groziła deportacja do kraju ojczystego, gdzie groziła mu za różne przestępstwa kara śmierci, więc on się chciał ułożyć z Niemcami. To był 2004 rok, a zamordowaną była Turczynka, była mocna presja społeczna, by znaleźć sprawcę – opisuje nasz rozmówca.
Co dalej z tą sprawą? Prokurator Kosmaty pytany o możliwe ułaskawienie Piotra P. mówi, że byłaby to tylko kwestia doraźna, bo w momencie ułaskawienia daruje się karę, ale nie usuwa się z rejestru wyroków informacji o skazaniu, więc ta osoba dalej jest zabójcą skazanym na dożywocie.
– Według mnie ministerstwo powinno zacząć współpracować ze stroną niemiecką i Niemcy powinni wznowić postępowanie, przeprowadzić jeszcze raz dowody i wtedy go po prostu uniewinnić – dodaje Kosmaty.
