Reklama
Kraj

To był prawdziwy test obrony cywilnej. Wynik powinien niepokoić

Polska odbudowuje obronę cywilną, wydaje miliardy i szkoli urzędników. Wystarczył jednak realny alert o zagrożeniu z powietrza, by wyszło na jaw, że społeczeństwo nadal nie wie, jak się zachować. Zamiast wyuczonych procedur były improwizacja, chaos i skrajnie różne reakcje.

Dariusz P. Kała
Opinia autorstwa: Dariusz P. Kała
Dzisiaj 06:02
8 min
19.09.2026 Lublin, Briefing w związku z Specjalnym Treningiem Reagowania na Ostrzeżenia i Sygnały Alarmowe (fot. Michal Janek/REPORTER / East News / Reporter)
TYLKO NA

W ostatnim czasie mieszkańcy województw lubelskiego oraz podkarpackiego otrzymali alerty RCB o zagrożeniu atakiem z powietrza. Uruchomiono też syreny alarmowe. Cztery kilometry od granicy polsko-ukraińskiej spadł lub został zestrzelony dron.

Tysiąc syren alarmowych na Lubelszczyźnie do końca roku. Zapowiedź szefa MSWiA

Darmowy i niezapowiedziany audyt

Ta sytuacja była tak naprawdę audytem stanu obrony cywilnej w Polsce na dużej próbie ludności, w sytuacji realnego i potencjalnego zagrożenia atakiem z powietrza. Zachowania ludzi zarówno w dużych i średnich miastach, jak i na wsiach, w różnych placówkach, szkołach, szpitalach, urzędach i na ulicach pokazały, że generalnie nastąpiły dezorientacja, improwizacja i dezorganizacja. Reakcje były bardzo zróżnicowane, można powiedzieć: skrajnie różne. Niektórzy reagowali profesjonalnie. Na przykład w jednym z przedszkoli dyrektorka poinformowała rodziców, że zachowują spokój, odeszli wraz z dziećmi od okien oraz monitorują komunikaty władz. Były też zachowania nieodpowiedzialne.

Ten audyt pokazał, że jako społeczeństwo nie mamy wytrenowanego jednego masowego, powtarzalnego, zautomatyzowanego schematu reagowania w takiej sytuacji. Nie wiemy, jak się zachować, nawet jeżeli mamy szczątkową wiedzę na ten temat. To wszystko dzieje się prawie pięć lat po wybuchu wojny na Ukrainie, prawie trzy lata po rozpoczęciu bardziej zorganizowanych działań związanych z odbudową obrony cywilnej w Polsce i wydaniu na to zadanie ok. 34 mld zł w latach 2025–2026.

Nieprawidłowe zachowania

Wśród całej palety zachowań w trakcie tych zdarzeń można wskazać te, które najbardziej odbiegały od zalecanych procedur i schematów. Należy do nich zaliczyć: wyprowadzanie młodzieży na otwartą przestrzeń podczas alarmu o zagrożeniu z powietrza, wzywanie rodziców do szkół, aby podczas trwającego alarmu przyjeżdżali po dzieci, ignorowanie alertów RCB oraz kontynuowanie normalnej działalności, pracy i nauki.

Reklama
Reklama

Masowe wzywanie rodziców po odbiór dzieci ze szkół powoduje, że wokół budynków szkolnych powstaje wzmożony ruch samochodowy, tworzy się chaos przy wejściach, pojawia się problem z ewidencją przy odbieraniu uczniów od nauczycieli, a rodzice, nauczyciele oraz dzieci są wystawieni na bezpośrednie działanie zagrożenia. Wydawałoby się to dosyć oczywiste, bo można to porównać z dniem zebrań w szkołach, kiedy następuje oblężenie placówek i brakuje miejsc do parkowania w ich pobliżu. Podczas alertu o ataku z powietrza dochodzą jeszcze pośpiech, przepychanki, nerwy, realne zagrożenie itd.

MSWiA podsumowuje tydzień. Dziewięć prób nielegalnego przejścia granicy z Białorusią

„Poradnik bezpieczeństwa” na stronie 34 wskazuje, co należy robić w przypadku ataku z powietrza. Zawiera garść najbardziej przydatnych porad. „Idź ustaloną wcześniej drogą ewakuacyjną do miejsca schronienia. Zabierz ze sobą plecak ewakuacyjny. Unikaj wind, idź schodami. Schronienie, do którego się udajesz, powinno być bez okien, mieć grube ściany, gruby strop, dostęp do powietrza i wyjście awaryjne. Jeśli na otwartym terenie usłyszysz eksplozję, padnij na ziemię – najlepiej w zagłębieniu – i osłoń głowę. Nie wychodź ze schronienia pochopnie. Nie przeciążaj linii telefonicznych – korzystaj z SMS-ów. Pomóż innym – sprawdź, kto wokół Ciebie potrzebuje wsparcia”.

Reklama
Reklama

Wskazówki zawarte w „Poradniku bezpieczeństwa” wymagają dopracowania. W przypadku ataku z powietrza poradnik nie zawiera zróżnicowanych wskazań, co należy robić, jeżeli atak zastanie nas w pomieszczeniu (w domu, pracy, szkole), a co, kiedy jesteśmy na ulicy lub w samochodzie. Z tego powodu „Poradnik bezpieczeństwa” powinien zostać jak najszybciej poprawiony, nie tylko w zakresie wskazówek na wypadek „ataku z powietrza”.

Lotnictwo wojskowe operuje w polskiej przestrzeni powietrznej. Rosja atakuje Ukrainę

Zresztą w jakimś stopniu już zaczęło się to dziać. Na profilu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w mediach społecznościowych, już po zakończeniu całej sytuacji alarmowej na wschodzie Polski i ujawnieniu przez dziennikarzy nieprawidłowych zachowań ludności, publikowane były grafiki pokazujące, jak zachowywać się podczas ataku z powietrza. Grafiki te nie są tożsame z treścią strony 34 „Poradnika bezpieczeństwa”. Mają już nową treść i rozróżniają dwie sytuacje: „1. Jesteś w budynku, 2. Jesteś na zewnątrz”.

Ta sytuacja pokazuje, jakim bezsensem był kolportaż „Poradnika bezpieczeństwa” do 16 milionów gospodarstw domowych za kwotę ponad 50 mln zł. Poradnika w wersji papierowej nie da się bowiem już poprawić. Gdyby został opublikowany tylko w internecie i w aplikacji mObywatel, zawsze istniałaby możliwość szybkiej korekty i aktualizacji. Obecnie komunikacja MSWiA na Facebooku jest niespójna z tym, co znajduje się w „Poradniku bezpieczeństwa”. Tym samym powstaje chaos w zakresie edukowania społeczeństwa, jak zachowywać się w sytuacjach kryzysowych.

Reklama
Reklama

„To nie nasza wojna” wraca po każdym incydencie. Eksperci o fali w sieci

Audyt potwierdził wyniki sondaży

Zresztą można było się spodziewać tej nieprawidłowej reakcji społeczeństwa na alert o ataku z powietrza. Sondaże dotyczące obrony cywilnej ujawniają, jaki jest poziom recepcji „Poradnika bezpieczeństwa” w społeczeństwie oraz poziom wiedzy na temat zachowań w sytuacji kryzysowej. Przekrojowy sondaż CBOS z kwietnia 2026 r. pokazał, że 74 proc. Polaków zadeklarowało otrzymanie poradnika do domu, 35 proc. przeczytało go w całości, a 43 proc. we fragmentach. 56 proc. twierdzi, że poradnik nie zwiększył ich poczucia przygotowania, 41 proc. spośród czytających nic nie zrobiło po jego lekturze.

To potwierdza, że społeczeństwo nie chce się uczyć zasad obrony cywilnej. Jeśli nie chce się uczyć i nie ma wiedzy, to oczywiste jest, że nie wie, jak się zachować w momencie krytycznym. W miarę poprawnie zachowywały się podczas alertu we wschodniej Polsce urzędy i urzędnicy. Wynika to jednak z tego, że duża grupa wójtów, burmistrzów i prezydentów została w ostatnich miesiącach obowiązkowo przeszkolona z obrony cywilnej i wie, jak reagować oraz jak zarządzać pracownikami urzędów podczas alertów.

Ekspert o ewakuacji w szkołach po alertach RCB. „Nie bagatelizujmy tych sygnałów"

Reklama
Reklama

Systemowe niedomagania

Trzeba też wskazać na jeszcze jeden problem. Brak stałego interdyscyplinarnego zespołu ekspertów przy Rządowym Zespole Ochrony Ludności sprawia, że menedżerowie odpowiedzialni za wdrażanie obrony cywilnej w Polsce nie dostrzegają dosyć oczywistych problemów.

Kolejne zagadnienie to brak reakcji ludności na alerty z ostatnich dni. Co wynika między innymi ze zjawiska habituacji do ostrzeżeń, czyli przywykania do nich. Jest to zjawisko polegające na stopniowym osłabieniu reakcji na bodziec. Przychodzą alerty, ale my pozostajemy bierni, nie reagujemy na nie, nie czytamy ich. A nawet jeśli przeczytamy, to nie do końca traktujemy je poważnie. W 2025 r. RCB rozesłało łącznie 306 alertów – pogodowych, smogowych, pożarowych, sanitarnych itp. Do tego dochodzą komunikaty z Regionalnego Systemu Ostrzegania (RSO), z którego korzysta w Polsce około 400 tys. osób.

Trzeba też dodać, że żyjemy w mocno cyfryzującym się społeczeństwie oraz w erze szkolnego dziennika elektronicznego i mediów społecznościowych. Jeżeli ktoś ma na telefonie zainstalowane te wszystkie aplikacje, to dziennie dostaje co najmniej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt, powiadomień: z Facebooka, Instagrama, RCB, dziennika elektronicznego itd. A ostatnio minister spraw wewnętrznych i administracji zapowiedział, że powstanie nowa aplikacja do ostrzegania ludności. Odnoszę wrażenie, że część decydentów zajmujących się obroną cywilną odkleja się od rzeczywistości.

Reklama
Reklama

Ponadto występuje zjawisko „knowledge-action gap” – obywatel może przeczytać poradnik i nadal nie wiedzieć, gdzie fizycznie ma pójść ze swojego mieszkania i jak się zachować podczas alertów. Sondaż CBOS z kwietnia 2026 r. pokazał to niemal laboratoryjnie: 78 proc. odbiorców deklaruje przynajmniej częściową lekturę „Poradnika bezpieczeństwa”, ale tylko 13 proc. czytających sprawdziło trasę ewakuacji lub miejsce schronienia.

Ogromny huk i alert nieopodal granicy. Wojsko wyjaśnia, Tusk zabrał głos

Z tych powodów komunikat „znajdź bezpieczne miejsce” zawarty w alercie RCB jest zbyt abstrakcyjny dla osoby nieprzygotowanej. „Bezpieczne miejsce” oznacza przecież coś innego dla osoby znajdującej się podczas alertu w mieszkaniu na dziesiątym piętrze, w galerii handlowej, w szkole czy w samochodzie.

Źródło: Zero.pl
Dariusz P. Kała
Dariusz P. KałaDoktor nauk prawnych, wykładowca akademicki, specjalizuje się w prawie ochrony ludności i ochrony przeciwpożarowej - autor zewnętrzny.