Reklama
Kultura

Ali G szokuje, Godzilla króluje, Puzyńska straszy, a Korea Północna napada sąsiada

Szok i niedowierzanie! Dokument najlepszym filmem roku? „Godzilla” podręcznikiem cnót człowieka i obywatela? „Call of Duty” z kampanią, która pompuje adrenalinę i… wzrusza? Nowa książka Katarzyny Puzyńskiej chwyta za gardło i nie puszcza? (Okej, tego akurat się spodziewaliśmy). Jeśli nie wiecie jeszcze, co oglądać, czytać i w co grać w weekend, trafiliście pod właściwy adres.

Michał Walkiewicz
Radosław Wojtas
Opinia autorstwa: Michał Walkiewicz, Radosław Wojtas
Dzisiaj 18:21
12 min
"Zero planów" na weekend? Polecamy! Ilustracja: motywy z filmów „Ali G: Kto ja jezdem?” (2026), reż. Sascha Baron Cohen i „Zobaczysz wszystko” (2026), reż. Nathan Fielder i Lance Oppenheim oraz gry „Call of Duty: Modern Warfare 4” (2026), prod. Infinity Ward, wyd. Activision Blizzard (fot. Kanał Zero)

FILMY

„Godzilla Minus Zero” (2026)  | reż. Takashi Yamazaki | Gdzie obejrzeć: kino

Król Potworów w filmie „Godzilla Minus Zero” (2026), reż. Takashi Yamazaki (fot. mat.prasowe)

Krótka lekcja matematyki. W 1947 r. Japonia jest na kolanach. Zrujnowana przez wojnę, rozbita, „wyzerowana”. Leży infrastruktura, miasta walą się w gruzy, ludzie tracą poczucie bezpieczeństwa. Na domiar złego stary dobry Godzilla, radioaktywny jaszczur nad jaszczurami, wpada zobaczyć, co i jak, spychając cały kraj „pod kreskę”. Stąd tytuł hitu sprzed dwóch lat – „Godzilla Minus One”. 

W 1949 r., po wyniszczającej batalii z monstrum, kraj znów dochodzi do siebie – od wartości ujemnej do zera. Oczywiście Król Potworów powraca jak zła mara. Na szalce są bezpieczeństwo, normalność, równowaga – na poziomie społeczności, instytucji i jednostki. Tym razem jednak zagłada nie wchodzi w grę. Ergo – „Godzilla Minus Zero”. 

REKLAMA
Reklama

Takashi Yamazaki, reżyser obydwu filmów, ma już na koncie jednego Oscara (za kapitalne efekty specjalne do pierwszej części). I nikt mu go nie odbierze. A kto wie – może właśnie zapracował na kolejnego. „Godzilla Minus Zero” to nie tylko fenomenalny sequel, trzymający się sprawdzonej formuły „więcej, mocniej, lepiej”. To również czuła elegia dla konających po wielkim konflikcie oraz przenikliwa wiwisekcja narodowej traumy.  

Już sam fakt, że po wielu dekadach rozcieńczania dziedzictwa wytwórni Tōhō, możemy z czystym sumieniem pisać o „wiwisekcji” i „elegii” w kontekście „Godzilli”, mówi sam za siebie. A pamiętajmy, że zostaje jeszcze spektakl – głośny, fantastycznie nakręcony i zmontowany, zawstydzający niejedno hollywoodzkie widowisko. 

To zresztą wielkie kino w każdym możliwym sensie – są w nim wielkie potwory, wielkie tematy i ludzie więksi niż życie. Choć, w gruncie rzeczy, tacy jak my. I właśnie tu bije humanistyczne serce produkcji. Nie ma „Godzilli” bez opowieści o człowieku; o determinacji graniczącej z obłędem oraz o korzeniach, których nie wyrwie nawet atomowy oddech.

„Ali G: Kto ja jezdem?” (2026)  | reż. Sascha Baron Cohen | Gdzie obejrzeć: Prime Video

Kto ty jezdeź? Dobre pytanie. Kolejne satyryczne wcielenia komika Saschy Barona Cohena – zakochany w czarnej kulturze białas Ali G, austriacki dziennikarz modowy Brüno, czy kazachski dziennikarz Borat Sagdijew – układają się w specyficzny przegląd komediowych konwencji, ale i różnych odmian satyrycznej publicystyki. Jego powrót w puchatej kurtce Alego G przypomina o tym, że i w jednym, i w drugim gatunku gwiazdor ma coś jeszcze do ugrania. Jest niegrzecznie, momentami obleśnie, a czasem, po prostu, chamsko. Będę jednak bronił tego rodzaju „wrażliwości” w smutnych czasach uwiądu komedii. To naprawdę przewrotny film o ojcostwie. I o ludzkiej głupocie.    

REKLAMA
Reklama

„Zobaczysz wszystko” (2026)  | reż. Nathan Fielder i Lance Oppenheim | Gdzie obejrzeć: kino

Wieść gminna niesie, że  „Zobaczysz wszystko” to najlepszy film tego roku, dekady, a może i całego ćwierćwiecza. Śmiem wątpić, ale cóż, i tak musicie go zobaczyć. W dokumencie o słynnej oszustce z Doliny Krzemowej, Elizabeth Holmes, nic nie jest tym, czym się wydaje. Opowieść o przekręcie ustępuje miejsca traktatowi o miłości oraz spotkaniu z tajemnicą drugiego człowieka. Skryty za kamerą dokumentalista staje się pełnoprawnym bohaterem opowieści. Z kolei formuła kina faktu okazuje się jedną wielką manipulacją. Tytuł nie kłamie. Zobaczycie wszystko. Ale czego, tak naprawdę, się dowiecie?  

Na pewno, być może. Czy dokument „Zobaczysz wszystko” to najlepszy film roku?

SERIALE 

„Dyplomatka” (2023 –) | twórczyni: Debora Cahn | Gdzie obejrzeć: Netflix

Keri Russell i Rufus Sewell w serialu „Dyplomatka” (2023 –), twórczyni: Debora Cahn (fot. materiały prasowe)

Współczesna geopolityka może wydawać się pajęczyną nieprzeniknionych konfliktów, skomplikowanych intryg oraz niejasnych interesów. Twórcy „Dyplomatki” uspokajają: bez przesady, to tylko krynica starej dobrej zazdrości, małostkowości, mściwości i kompleksów. Od pytania, czy słysząc to, faktycznie jesteście spokojniejsi, zależy odbiór serialu. Jeśli tak, będziecie zachwyceni. Jeśli nie, będziecie przerażeni. 

REKLAMA
Reklama

W pierwszym sezonie tytułowa bohaterka (fantastyczna Keri Russell) obejmuje stanowisko ambasadorki USA w Wielkiej Brytanii. Scenarzyści zaś rozpisują inteligentną i zabawną opowieść o jej podwójnym życiu – kontrolerki napięć  pomiędzy sojuszniczymi państwami oraz żony cynicznego politycznego trickstera (Rufus Sewell w roli godnej wszelkich nagród Emmy). Z czasem jednak sytuacja – w małżeństwie i na szczytach władzy – zaczyna się zagęszczać. 

Sporo tu piramidalnych bzdur, kosmicznych zbiegów okoliczności oraz spisków rodem z kina szpiegowskiego. Ale znacznie więcej mądrych obserwacji na temat natury politycznej gry oraz jej psychologiczno-społecznych podstaw. To subtelna opowieść o mało subtelnych ludziach. I ma w sobie rzadką do uzyskania jakość. Jest typową serialową konfekcją (klarowne konflikty, „szokujące” finały odcinków, ciągła repetycja fabularnego układu), którą jednak wydziergano bez taniej, satyrycznej podszewki.  

Po czterech, zaskakująco równych (jak na współczesny krajobraz serialowy) i narracyjnie zwartych (jak na standardy wydawnicze Netflixa) sezonach, produkcja Debory Cahn (czyli autorki rewelacyjnego „West Wing” o kulisach życia i pracy w Białym Domu) wyrasta na jeden z cichych hitów tej dekady. Powiem dyplomatycznie: warto dać jej szansę. 

REKLAMA
Reklama

„Matki Pingwinów”, sez. 2 (2026)  | reż. Klara Kochańska-Bajon, Jagoda Szelc | Gdzie obejrzeć: Netflix

W pierwszym sezonie „Matek pingwinów” panorama życia rodzinnego kobiet wychowujących dzieci z niepełnosprawnościami była zachwycającym studium empatii i poświęcenia. W drugim sezonie scenarzystki trzymają się z dala od zwrotnicy, dając nam więcej tego samego. Ale ponieważ mówimy o czułości, humorze oraz zestawie istotnych tematów (nie wspominając nawet o kapitalnych aktorkach z Maszą Wągrocką na czele, świetnym tekście oraz precyzyjnej reżyserii), nie ma na co narzekać. Zróbcie sobie tę przyjemność – zwłaszcza, jeśli w sztuce szukacie wartości terapeutycznych. 

„Zepsuta krew” (2022)  | twórczyni: Elizabeth Meriwether | Gdzie obejrzeć: Disney+

Być może wymiar sprawiedliwości skończył już z Elizabeth Holmes, skazując założycielkę medycznego start-upu Theranos na 11 lat więzienia. W kinie jednak karuzela atrakcji dopiero się rozkręca – to będzie rok wybałuszonych oczu, niskiego głosu i lamentów nad własną niewinnością. Jeśli nie za sprawą świetnego „Zobaczysz wszystko” Nathana Fiedlera (o którym wyżej), to dzięki serialowej biografii z Amandą Seyfried w roli głównej. Nie mogę zdradzić, dlaczego powinniście urządzić sobie podwójny seans. Musicie jednak uwierzyć na słowo – chcecie to zrobić.  

REKLAMA
Reklama

GRY WIDEO

„Call of Duty: Modern Warfare 4” | prod. Infinity Ward, wyd. Activision Blizzard | PS5, XSX/S, Switch 2, PC | PEGI 18

„Call of Duty: Modern Warfare 4” (2026), prod. Infinity Ward, wyd. Activision Blizzard (fot. mat.prasowe)

Arek Dziermański pisze w dużej recenzji najnowszego „CoD-a”, że „»Modern Warfare 4« to gamingowe kino”. I trafia w sedno. Jedna z pierwszych scen, w których robimy zadymę w nocnym klubie i ścigamy złola ulicami (i dachami) Nowego Jorku jest tak bardzo bondowska (ze szczyptą „Johna Wicka”), że myślisz sobie: „bardziej bondowsko chyba już się nie da”. A za moment na ekran wjeżdża Mads Mikkelsen jako główny antagonista…

Kampania jak zawsze jest krótka – to w końcu tylko dodatek do multi – ale zrealizowano ją bardzo dobrze. Dostajemy tu splot wątków weterana serii, kapitana Price’a oraz szeregowego żołnierza rzuconego w sam środek inwazji Korei Północnej na Południową. Do tego dochodzi polityczne tło, w którym koreańskiemu reżimowi dmucha w żagle rozpychająca się w swojej strefie wpływów Rosja.

To jeszcze nie interaktywny film, a nadal filmowa gra, ale kierunek jest jasny. Z jednej strony mamy w „Modern Warfare 4” kinowe sceny (z całą ich przesadą w rodzaju zjeżdżania z drapaczy chmur na poręczy), a z drugiej – brutalny realizm wojny przeplatany prozą życia ludzi, którzy o karabin i mundur się nie prosili. Moment, w którym uzbrojeni po zęby żołnierze wchodzą do „koreańskiej żabki” i beztrosko kupują coś na ząb, zderza się tu ze scenami, w których jako reżimowy szeregowiec pacyfikujemy wioskę. Kiedy odkrywamy kryjówkę błagającej o litość kobiety i nikt tego nie widzi, możemy pozwolić jej przeżyć. Ale kiedy sprzeciwiamy się publicznej egzekucji wroga reżimu i puszczamy linę, na której ma zawisnąć, finał nie może być inny niż dwie egzekucje zamiast jednej. Wybory moralne są tu w większości pozorne. Jak to na wojnie.

REKLAMA
Reklama

Modern Warfare 4 to gamingowe kino. Nowe Call of Duty daje dużo rozrywki

„Final Fantasy Resonance” | prod., wyd. Square Enix | PS5, XSX/S, Switch (1 i 2), PC | PEGI 12

Zupełnie nas nie dziwi, że producent taktycznym milczeniem pomija fakt, iż korzenie „Resonance” sięgają mobilnej giereczki. Ostatnią poważną grą na telefon był „Snake” na Nokii 3310, zatem to kiepska rekomendacja. Na szczęście w tym przypadku jabłko spadło daleko od jabłoni, więc nie wińcie dzieci za grzechy rodziców. Nowy „fajnal” to jedna z najlepiej wyglądających gier w stylistyce HD-2D, z bardzo satysfakcjonującą turową walką, nawiązaniami do innych odsłon serii i fabułą przeszczepioną z „Brave Exviusa”. Operacja udana, pacjent ma się nieźle.

„Phantom Blade Zero” | prod., wyd. S-Game | PS5 | PEGI 16

Jeżeli twoje dziecko gra w grę, w której kung-fu miesza się z okultyzmem i steampunkiem, to wiedz, że coś się dzieje. A co? A to, że Chińczycy coraz mocniej rozpychają się łokciami także w branży gamingowej. To kolejna dobrze oceniana gra z Państwa Środka, w której odnajdą się miłośnicy dynamicznych pojedynków na miecze (inspirowanych kinem wuxia w rodzaju „Domu Latających Sztyletów”), włócznie albo... podręczne gilotyny. Dostajemy tu solidną oprawę audiowizualną, efektowne, choć w gruncie rzeczy powtarzalne starcia i taką sobie fabułę. Czyli klasycznie: słodko-kwaśno.

REKLAMA
Reklama

KSIĄŻKI

„Imię róży. Powieść graficzna” (t. 1 i 2) | Umberto Eco, Milo Manara | przekład i adaptacja tekstu polskiego: Paweł Bravo, na podstawie powieści „Imię róży” w tłum. Adama Szymanowskiego | wyd. Noir sur Blanc, 2026

„Imię róży. Powieść graficzna” (t. 1 i 2), Umberto Eco, Milo Manara (fot. Radosław Wojtas / Kanał Zero)

Jak zmieścić monumentalne dzieło między okładkami dwóch tomów powieści graficznej, liczących łącznie mniej niż 150 stron? Nijak. Nie da się. Trzeba ciąć, trzeba iść na głębokie kompromisy. Forma dyktuje warunki. Trudno.

Poprzeczka wisiała wysoko, ale Milo Manara przeskoczył ją z gracją. Siłą rzeczy dysputy teologiczne, dylematy filozoficzne i rozprawy historyczne, którymi przesiąknięty jest pierwowzór, musiały oddać pole historii kryminalnej. Manara zrobił to jednak mądrze. Nie skreślił wszystkiego jednym ruchem, raczej czuć tu mozolną – benedyktyńską, chciałoby się napisać – pracę w selekcji. Zadanie było trudne, bo jak tu „poprawiać” Umberta Eco?

Myślę, że nieodżałowany Eco, gdyby żył, dałby okejkę. Cenił komiksy, a pomysł adaptacji „Imienia...” do tej formy wyszedł od samych dzieci pisarza. Manara, który słynie z erotycznych i sensualnych komiksów, stanął na wysokości zadania. Scenie, w której Adso z Melku spotyka głodną i wystraszoną dziewczynę, poświęcił sporo miejsca, ale z pietyzmem i wyczuciem odtworzył też klimat murów średniowiecznego opactwa i jego biblioteki. Zastosował trzy różne style graficzne, w zależności od tego, czy w scenie główną rolę grają portalowe płaskorzeźby i marginalia ksiąg, czy Adso przeżywa miłosne uniesienia, czy też właśnie toczy się historyczna opowieść. Plus za uwolnienie się od wyobrażeń, które wytyczyła filmowa adaptacja powieści. Wilhelm z Baskerville nie ma twarzy Seana Connery'ego – jego rysy wzorował Manara na Marlonie Brando z okresu „Ostatniego tanga w Paryżu”.

REKLAMA
Reklama

Jedno trudno mi jednak wybaczyć, nawet jeśli komiks adresowany jest do osób, które znają „Imię róży”. Okładka drugiego tomu to przekroczenie wszelkich granic w spoilerowaniu fabuły.

„Ognica” | Katarzyna Puzyńska | wyd. Prószyński i S-ka, 2026

„Ostra kryminalna jazda bez trzymanki” – reklamuje na okładce Wojciech Chmielarz, a jego zdanie podziela godne pozazdroszczenia grono wiernych czytelników. Katarzyna Puzyńska, jedna z najpopularniejszych polskich autorek literatury gatunkowej, powraca z czwartym tomem kryminalnej serii. Komisarz Iwo Wilkowski dostaje paskudne ultimatum, podkomisarz Michalina Murawska i prokurator Grzegorz Hala pomagają rozwikłać zagadkę pewnej śmierci, podkomisarz Kaja Dalke znika, a jakby tego było mało, do gry wkracza jeszcze dziennikarka śledcza Oliwia Bacewicz. Tyle nitek, że można się poplątać.

Wrzący Śląsk, groza świata, czyli „Waldkauz” Szczepana Twardocha. Będzie kolejna Nike?

„Chimera” | Jakub Małecki | wyd. Sine Qua Non, 2026

Ile napisać o książce, na której okładce (świetnej skądinąd) widnieje tylko tytuł i nazwisko autora? Jak najmniej, szanując ten zabieg samego twórcy. Ale napisać trzeba, bo to książka warta każdej poświęconej minuty. Samo słowo „chimera” ma w języku polskim kilka znaczeń. To m.in. ułuda, wytwór wyobraźni niemożliwy do zrealizowania, ale też organizm zwierzęcy lub roślinny zbudowany z różnorodnych genetycznie tkanek. I oba te znaczenia idealnie tu grają, ale podkreśliłbym szczególnie to drugie, doskonale opisujące głównego bohatera opowieści. Najdojrzalsza i chyba najlepsza książka Małeckiego.

REKLAMA
Reklama