Dziesiątki rodzin w stolicy Kenii wyszły na ulice, domagając się wyjaśnień w sprawie bliskich, którzy mieli zostać zwabieni do Rosji i zmuszeni do udziału w wojnie na Ukrainie. Zaprezentowany w ostatnich dniach raport ujawnił, że liczba zwerbowanych Kenijczyków może sięgać tysiąca.

- Kenijskie rodziny, które straciły kontakt z bliskimi, którzy wyjechali do Rosji, protestowały w czwartek w Nairobi.
- Rodziny zaginionych obawiają się, że ich bliscy zostali – pod pretekstem zatrudnienia – zwerbowani do rosyjskiej armii.
- Kenijski wywiad poinformował, że około tysiąca osób zostało zwabionych na wojnę pod różnymi pretekstami.
Protesty kenijskich rodzin
Jak podaje Al-Jazeera, dziesiątki kenijskich rodzin protestowały, próbując wywrzeć presję na rząd w Nairobi.
Jedna z uczestniczek, Winnie Rose Wambui, powiedziała agencji informacyjnej AFP, że protestuje, ponieważ, ma nadzieję na uzyskanie informacji o losie brata, Samuela Maina, który wyjechał do Rosji, przekonany, że będzie pracował jako ochroniarz w centrum handlowym. Ostatni raz miała z nim kontakt w październiku 2025 r., kiedy wysłał jej z lasu "trudną wiadomość głosową".
Peter Kamau, brat zaginionego Gerald Gitau, koordynujący protestujące rodziny zapowiedział, że skierują petycje do szeregu urzędów, w tym do Ministerstwa Spraw Zagranicznych i rosyjskiej ambasady.
Tysiąc Kenijczyków w szeregach rosyjskiej armii
W środę (18 lutego) w kenijskim parlamencie przedstawiono raport wywiadu, dotyczący werbowania Kenijczyków do walki w rosyjskiej armii. Z informacji przedstawionych przez przewodniczącego większości parlamentarnej Kimani Ichung'wah wynikało, że miała istnieć sieć nieuczciwych urzędników państwowych, którzy współpracowali z grupami zajmującymi się handlem ludźmi w celu rekrutowania Kenijczyków do walki w Ukrainie.
Rekruterzy mieli kierować swoje działania do byłych żołnierzy i policjantów, a także osób bezrobotnych, obiecując im wynagrodzenie w wysokości około 350 tys. szylingów miesięcznie, co stanowi równowartość 2715 dol., a także premie w wysokości do 1,2 mln szylingów (9309 dol.).
Zwerbowane osoby początkowo podróżowały do Rosji na podstawie wiz turystycznych przez Turcję lub Zjednoczone Emiraty Arabskie. Po zaostrzeniu nadzoru na lotnisku w Nairobi zrekrutowani zaczęli podróżować przez Ugandę, RPA i Demokratyczną Republikę Konga.
Jeszcze w grudniu kenijski rząd informował o dwustu obywatelach, biorących udział w wojnie Rosji z Ukrainą. Jednak dane te stoją w sprzeczności z informacjami zawartymi w zaprezentowanym w środę raporcie.
– Do tej pory zrekrutowano ponad tysiąc Kenijczyków, którzy wyruszyli na wojnę rosyjsko-ukraińską – poinformował Ichung'wah.
Jak wynika z raportu, spośród tysiąca zwerbowanych osób 89 znajduje się obecnie na froncie, 39 jest hospitalizowanych, a 28 zaginęło w akcji.
Minister spraw zagranicznych Kenii Musalia Mudavadi powiedział, że planuje w przyszłym miesiącu udać się do Rosji na rozmowy w tej sprawie.
Głos zabrała również rosyjska ambasada w Kenii, informując w opublikowanym na portalu X oświadczeniu, że rosyjski rząd "nigdy nie angażował się w nielegalną rekrutację obywateli Kenii do sił zbrojnych". Wysuwane zarzuty określono jako "niebezpieczną i wprowadzającą w błąd kampanią propagandową".
W oświadczeniu znalazło się również zastrzeżenie, że "Federacja Rosyjska nie wyklucza obywateli innych państw z dobrowolnego zaciągania się do sił zbrojnych".