Aurus, czyli połączenie słów „aurum” (złoto) i Russia – tak nazywa się efemeryczna, rosyjska marka samochodów budowanych głównie dla wysokich funkcjonariuszy z Kremla. Próby jej komercjalizowania wśród oligarchów spełzły na niczym. To kolejna porażka motoryzacji z tego kraju po nieudolnym podejściu do wskrzeszenia Moskwicza. Czy zostanie sztucznie utrzymana przy życiu?

- Projekt luksusowej marki samochodów rosyjskich Aurus działa od 2018 r., wspomagany państwowym finansowaniem.
- Rosja ma jednak ważniejsze wydatki niż utrzymywanie kolejnej marki aut dla dostojników państwowych.
- Pewnie wkrótce znowu zobaczymy Putina w Mercedesie-Maybachu, podobnym jakim wozi się Kim Dzong-Un. To ulubione auto dyktatorów.
W Związku Radzieckim posiadanie własnej, specjalnej marki samochodów tylko dla dygnitarzy było niezwykle ważne – chodziło o to, by pierwszy sekretarz nie był widziany w pojeździe produkcji kapitalistycznej. Produkowano więc ogromne ZIS-y i ZIM-y, z początku na wzór uwielbianej przez Józefa Stalina marki Packard. Z czasem ewoluowały one w coś bardziej współczesnego, zawsze jednak pozostawały produkcjami w pełni ręcznymi i czerpiącymi jawnie z samochodów amerykańskich. Historia luksusowych pojazdów z ZSRR lub Rosji zdawała się dobiec końca w roku 2009, kiedy zbudowano trzy ostatnie sztuki ZIŁ-a 41041 w wersji otwartej. W przypadku tego niezwykłego auta nie dawało się już mówić o „inspiracji” samochodami z USA. Wskaźniki w desce rozdzielczej były przełożone z pickupa Chevrolet Silverado.

ZIŁ 41041. Zdjęcie: wheelsage.org
W 2013 r. środowiska władzy uznały, że jednak potrzebują własnej marki aut
Prace trwały około pięciu lat. W 2018 r. prezydent Rosji był widziany w prototypowej limuzynie Aurus. Do jej napędu posłużył silnik 4.4 V8, przejęty prawdopodobnie z BMW – chociaż rosyjski projektant podczas prezentacji zaprzeczał temu pokrewieństwu, wskazując na różnice w rozwiązaniach technicznych widoczne z zewnątrz. Twierdzono nawet, że to autorska produkcja konstruktorów ze znanego rosyjskiego instytutu NAMI, ale znając możliwości rosyjskiej propagandy można śmiało uznać, że to bajki. Potwierdzono za to udział Porsche w pracach nad układem napędowym, a do przeniesienia mocy sięgającej 600 KM wykorzystano nietypową, 9-biegową przekładnię automatyczną bez konwertera momentu obrotowego.
Pierwszy Aurus zbudowany dla Putina był ogromny i miał sześć miejsc w typowym dla prezydenckich limuzyn formacie – dwa z przodu, cztery z tyłu, ze środkowymi fotelami tyłem do kierunku jazdy. 6,6-metrowy pojazd ważył ok. 6,5 tony, co wynikało z zastosowania opancerzenia. Całość prac nad luksusową marką z Rosji nazwano „Korteż”, a w założeniu znalazły się trzy modele: wielki sedan „Senat”, SUV „Komendant” i minivan „Arsenal”. Ostatecznie udało się wyprodukować wszystkie trzy, tyle że w znikomych liczbach. Same prace przedprodukcyjne pochłonęły sumę ok. 700 mln zł, w której zawierało się (podobno) zupełnie zbyteczne opracowywanie od nowa znanych już rozwiązań typu aktywny tempomat – tylko po to, żeby nie kupować ich od zgniłego zachodu. Ewentualnie od Chińczyków, ale to przecież „inna sytuacja”.
Planowano ekspansję i salony w Chinach
Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Ręczna produkcja bardzo luksusowych samochodów to gigantyczne koszty, które są dopiero początkiem wydatków. Jeszcze bardziej kosztowne jest przekonanie klientów, żeby wydali pieniądze – nawet nie swoje, bo państwowe – na pojazdy, które nie bardzo mają sieć serwisową i nie do końca wiadomo, kto miałby realizować gwarancję, o ile w ogóle jakaś jest.

Aurus Arsenal. Fot. Aurus - materiały prasowe
Jeden egzemplarz Aurusa Władimir Putin przekazał w prezencie przywódcy Korei Północnej, co też niespecjalnie dobrze wpłynęło na wizerunek tego pojazdu. Aurusy wytwarzane w byłej fabryce Forda w Tatarstanie oferowano w sprzedaży – model Senat (sedan) z krótszym rozstawem osi i dwoma rzędami siedzeń w 2021 r. kosztował od 800 tys. do 1 mln zł (w przeliczeniu z rubli), nie znajdując jednak nabywców wśród rosyjskiej elity finansowej, która znacznie bardziej wolała być widziana w Maybachach albo Range Roverach. SUV Komendant, w założeniu konkurent Rolls-Royce'a Cullinan, kosztował około 1,4 mln zł. Każdy z tych pojazdów można było też wybrać w wersji z opancerzeniem. Udało się otworzyć punkt sprzedaży w Dubaju, ale tam też rosyjskie limuzyny nie wzbudziły zainteresowania. Po kilku wzrostach cen i fluktuacjach kursu rubla pojazdy te stały się już nie bardzo drogie, tylko wycenione absurdalnie – sedan za 2,2 mln zł, SUV za 2,4 mln zł.

Aurus Komendant. Fot. Aurus - materiały prasowe
To już koniec? Nie, przecież powiedzieli że tylko robią sobie przerwę
Oficjalnie podano tylko, że nastąpiła przerwa w produkcji z powodu inwentaryzacji. Ma ona potrwać do marca tego roku. W rzeczywistości zapewne nie ma sensu kontynuować wytwarzania aut, których nikt nie kupuje. Nawet państwowe przedsiębiorstwa nie zamawiają horrendalnie drogich Aurusów. Potwierdza to zresztą znaną prawdę: sankcje działają tylko na biednych, bogaci świetnie sobie radzą, sprowadzając do Rosji oficjalnie niedostępne tam pojazdy marek zachodnich. Nie można wykluczyć, że Aurus wróci do produkcji po przerwie, bo jest potrzebny Rosji wizerunkowo, jak niegdyś ZIŁ – i podobnie jak wytwarzanie ZIŁ-a, jego istnienie nie ma żadnego sensu ekonomicznego.

Aurus Senat. Fot. Aurus - materiały prasowe
