Reklama
Reklama
Reklama

Wysychające serce Niemiec. Możliwa powtórka z czarnego scenariusza

Niemiecka gospodarka traci kluczową arterię transportową. Niski poziom wody w Renie grozi paraliżem żeglugi śródlądowej, która jest dla zachodnich sąsiadów Polski dosłownie przemysłowym krwioobiegiem. – Niemcom grozi „powtórka z rozrywki”, czyli z 2018 r., kiedy susza przyczyniła się do spowolnienia gospodarczego – mówi Zero.pl ekonomista Leszek Kąsek, starszy ekonomista ING Banku Śląskiego.

Poziom wody w Renie jest tak niski, że grozi paraliżem żeglugi śródlądowej, kluczowej dla gospodarki Niemiec. Na zdj. Ren w okolicach Kolonii
Poziom wody w Renie jest tak niski, że grozi paraliżem żeglugi śródlądowej, kluczowej dla gospodarki Niemiec. Na zdj. Ren w okolicach Kolonii (fot. IMAGO/Jan Huebner / East News)
  • Susza spowodowała, że Ren – gospodarcza arteria Niemiec – miejscami niemal zamienił się w potok.
  • Niski poziom wody sprawia, że żegluga śródlądowa w Niemczech jest zagrożona paraliżem. Tymczasem dla niemieckich firm jest to podstawowa droga transportu towarów.
  • W ubiegłym roku, według danych Federalnego Urzędu Statystycznego, wolumen dóbr przetransportowanych niemieckimi drogami wodnymi osiągnął najniższy poziom od czasów zjednoczenia Niemiec.

Branżowe serwisy w Niemczech alarmują o niskim poziomie wody w Renie. Portal transport-online.de informuje, że wodowskaz w Kaub po raz pierwszy może pokazać jednocyfrową wartość. Kaub to jeden z najważniejszych punktów pomiarowych na Renie; monitoruje stan rzeki w jednym z jej najpłytszych miejsc, w środkowym biegu.

Gospodarce Niemiec grozi kolejny cios

Stan Renu na kluczowym odcinku jest tak niski, że już w tym tygodniu transport może zostać tam całkowicie wstrzymany. Dla niemieckiej gospodarki byłby to kolejny cios. Według Federalnego Urzędu Statystycznego (Destatis) co roku ponad 80 proc. transportu towarów na statkach żeglugi śródlądowej w Niemczech odbywa się właśnie na Renie.

Ważą się losy Żabki. Co stanie się z siecią po przejęciu przez Kanadyjczyków?

Reklama
Reklama

Ren jako arteria transportowa ma dla Niemiec historyczne znaczenie; my w Polsce nie jesteśmy aż tak uzależnieni od transportu wodnego śródlądowego – tłumaczy w rozmowie z Zero.pl Leszek Kąsek, starszy ekonomista ING Banku Śląskiego. – Tymczasem pomiary poziomu Renu w Kaub prowadzone są już od ok. 150 lat. To właśnie tą rzeką transportowane są towary do i z portów nad Morzem Północnym, w tym do Rotterdamu.

– Do zastąpienia jednej barki potrzeba ok. 100 ciężarówek, więc widać, jak ciężko jest znaleźć alternatywę dla Renu – dodaje nasz rozmówca. – Oczywiście, pojawiają się pomysły, by zacząć używać barek, które w mniejszym stopniu zanurzają się w wodzie, ale nie są to rozwiązania do wykorzystania na teraz.

Takie barki trzeba by najpierw opracować koncepcyjnie, a następnie zacząć produkować na masową skalę w stoczniach. Z dnia na dzień to rzecz jasna niemożliwe, wobec czego Niemcy próbują na razie innych działań ratunkowych: w ubiegły weekend niektóre landy (Nadrenia Północna-Westfalia, Dolna Saksonia, Nadrenia-Palatynat i Saara) zniosły część ograniczeń dla przewoźników drogowych, tak, aby transport ciężarówkami choć w pewnym stopniu zrekompensował ubytki wywołane sytuacją na Renie.

Reklama
Reklama

Niemcy walczą o to, by wzrost PKB trwale odbił. Tamtejsza gospodarka po dwóch latach regresu (spadki o 0,3 proc. w 2023 r. i 0,2 proc. w 2024 r.) w ubiegłym roku wreszcie zanotowała minimalny wzrost o 0,2 proc. W tym roku nadzieje były sporo większe, ale cios przyszedł już pod koniec lutego, wraz z wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie, która wywołała skokowy wzrost cen energii i paliw, ponownie wprowadzając czynnik niepewności. Obecna susza dokłada Niemcom problemów.

– Niestety, wygląda na to, że jeśli katastrofalna sytuacja na Renie się utrzyma, to Niemcom grozi „powtórka z rozrywki”, czyli z roku 2018, kiedy susza przyczyniła się do spowolnienia gospodarczego – mówi Leszek Kąsek. – Poziom Renu też był wtedy bardzo niski, z tym, że wówczas dotyczyło to późnej jesieni, czyli okresu październik-listopad, teraz dzieje się to wcześniej.

– W tej sytuacji realne ryzyko dla niemieckiego przemysłu to spadek jego produkcji o 1 pkt proc. w 2026 r., ponieważ Ren jest ważny w łańcuchach dostaw dla niemieckich firm – zaznacza ekonomista. – PKB Niemiec może zaś stracić na obecnej sytuacji ok. 0,3 pkt. proc. Czyli, jeśli na podstawie danych za I i II kwartał prognozujemy, że gospodarka Niemiec urośnie w tym roku o około 0,8 proc., to susza i sytuacja na Renie może obniżyć ten wynik do 0,5 proc.

Reklama
Reklama

Na Zachodzie bez zmian

Na Renie i innych rzekach w Niemczech już ubiegły rok wyglądał katastrofalnie. W 2025 r. drogami wodnymi przetransportowano tam 171,6 mln ton towarów. Oznacza to spadek o 1,3 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim, kiedy wolumen ten wynosił 173,8 mln ton. Był to najniższy wynik od czasu zjednoczenia Niemiec w 1990 r.

Ubiegłoroczny wynik spowodowany był głównie spadkiem transportu dóbr za granicę, który zmniejszył się w ujęciu rok do roku o 4,8 proc., do 41,1 mln ton. Ostry spadek zanotował też tranzyt – o 5,4 proc. rok do roku, do 10,7 mln ton.

Stabilnie wyglądały liczby dla transportu krajowego (42,8 mln ton, wzrost rok do roku o 0,2 proc.) i dla transportu rzecznego z zagranicy (77 mln ton, w górę o 0,6 proc.) – nie zrekompensowały one jednak spadków w wymienionych wcześniej obszarach.

Niski poziom wody w Renie, oprócz przemysłu, może odbić się też na wpływach z turystyki, ponieważ po rzece nie będą mogły pływać statki wycieczkowe, które zabierają zwiedzających do malowniczych zamków nad jej brzegiem.

Od wszechpolaka do platformersa. Kalendarium kariery Romana Giertycha

Według Jensa Schwanena, dyrektora generalnego Federalnego Stowarzyszenia Żeglugi Śródlądowej w Niemczech, paraliż transportu w środkowej części Renu sprawi, że wodna arteria niejako podzieli się na dwie części. Żegluga będzie możliwa między portami w Amsterdamie, Rotterdamie i Antwerpii (tzw. porty ARA, skąd do Niemiec trafia wiele towarów skonteneryzowanych, a także m.in. ropa naftowa), północną częścią niemieckiego Renu a siecią kanałów w zachodnich Niemczech – a na południu ruch będzie możliwy na dopływach, takich jak Men, Mozela czy Neckar.

Źródła: Zero.pl, Destatis, Transport
Katarzyna Dybińska
Katarzyna DybińskaDziennikarka
Reklama
Reklama