
Niezrzeszone stacje benzynowe są obecnie pod ogromną presją. Nie mogą utrzymywać cen na takim poziomie jak wielkie koncerny, bo zwyczajnie na siebie nie zarobią. Ale to błędne koło. Klienci, widząc wyższe stawki na pylonach, mogą zacząć omijać małe stacje, więc biznes i tak się posypie. Czy grozi nam scenariusz, w którym Polska powiatowa nie będzie miała gdzie tankować?
- Ceny paliw biją rekordy. W takich okolicznościach łatwo ulec złudzeniu, że wszystkie stacje benzynowe mają obecnie „złote żniwa”.
- Niezrzeszone stacje, spotykane w małych miejscowościach i na obszarach niezabudowanych, nie liczą jednak zysków.
- Powód? Nie są one w stanie konkurować cenowo ze stacjami wielkich koncernów.
- Duże sieci mogą dokładać do interesu i mrozić ceny na określonym poziomie, korzystając ze swoich gigantycznych zarobków na marży rafineryjnej. Małe stacje nie mają takiej możliwości.
- Jeśli obecna sytuacja na rynku paliw utrzyma się dłużej, właściciele małych stacji zaczną zastanawiać się nad przyszłością. Klienci kierują się bowiem portfelem.
Część kierowców nie zwraca już uwagi na ceny paliw na pylonach. To osoby, które wychodzą z założenia, że i tak muszą zatankować, więc muszą po prostu zapłacić tyle, ile akurat to kosztuje. Ale są też kierowcy, którzy bacznie śledzą cenniki. I taki uważny obserwator zobaczy, że na stacjach największych sieci – takich jak Orlen czy jego zachodni konkurenci – cena benzyny bezołowiowej 95 w ostatnich dniach była zakotwiczona na poziomie 7,99 zł za litr, a cena diesla – na poziomie 8,99 zł.
Orlen odpowiada prezydentowi. „Tłumaczymy to na prostych klockach”
To i tak bardzo drogo. Ale mogłoby być jeszcze drożej. Aby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć na cennik hurtowy Orlenu. Po aktualizacji tabeli 22 września olej napędowy Ekodiesel kosztuje 7440 zł za metr sześc. W przeliczeniu na litr daje to 7,44 zł. To cena netto, do której należy doliczyć podatek VAT. Po jego uwzględnieniu, otrzymujemy cenę brutto na poziomie 9,15 zł za litr.
Orlen ma dwa źródła zarobku
Orlen mógłby zarobić na sprzedaży detalicznej paliw nieco więcej – wybrał jednak zakotwiczenie ceny na stacjach tuż poniżej psychologicznej bariery 9 zł. Ale może sobie na to pozwolić. To dlatego, że jest nie tylko sprzedawcą detalicznym benzyny i diesla, ale także producentem paliw. Daje to dwa źródła zarobku: marżę rafineryjną (uzyskiwaną na przerobie ropy) i marżę detaliczną (uzyskiwaną na sprzedaży gotowych paliw kierowcom).
Jeśli zatem Orlen decyduje się na obniżenie cen na swoich stacjach, nawet do poziomu minimalnej marży detalicznej lub poniżej niego, to niższe zarobki w detalu może z nawiązką zrekompensować ogromnymi zyskami wygenerowanymi wcześniej w rafinerii.
Marża rafineryjna rośnie bowiem jak na drożdżach. W II kwartale br., według danych na stronie płockiego koncernu, wyniosła 14,5 dol. na baryłce wobec 12,9 dol. w I kwartale (w zeszłym roku Orlenowi zdarzało się osiągać wyższe wartości, ale nie można porównywać tych danych, bo od 2026 r. zmianie uległ sposób liczenia marż). Taki wzrost to efekt wojny na Bliskim Wschodzie, która doprowadziła do ograniczeń globalnych mocy rafineryjnych. Każdy, kto może dziś przerabiać ropę, zarabia na tym krocie.
Małe stacje pod presją
Problem w tym, że niezależne stacje działają wyłącznie na ostatnim etapie tego łańcucha, a więc są jedynie sprzedawcami detalicznymi paliw. Ich zarobek „wisi” zatem na marży detalicznej – czyli na różnicy między ceną zakupu paliw w hurcie a ceną na dystrybutorze.
– Mali gracze są pod presją cenową, bo u dużych sieci obserwujemy sporą niechęć do przekroczenia ceny 8 zł za litr benzyny Pb95 i 9 zł za diesla. Stąd te ceny z końcówkami „99”, które od kilku dni utrzymują się na stacjach – mówi Zero.pl Grzegorz Maziak, analityk rynku paliw i redaktor naczelny portalu e-petrol.
Małe stacje najczęściej kupują paliwo z hurtowni należących do Orlenu. Mogą też kupować paliwa od Saudi Aramco – saudyjski koncern po fuzji Orlenu z Lotosem podpisał umowę na magazynowanie paliw z polskim państwowym operatorem PERN i korzysta z jego baz. Jeśli więc ceny hurtowe są wysokie, to nieduzi gracze stają w obliczu nieciekawej alternatywy: albo będą sprzedawać klientom paliwo w takiej cenie, która zrekompensuje im ten koszt zakupu (ale wtedy klienci mogą wybrać tankowanie tam, gdzie jest taniej, a więc na stacji dużej sieci) – albo obniżą ceny (ale wtedy ryzykują, że nie zarobią na pensje dla pracowników czy na rachunki za prąd). Jedno jest pewne: nie mogą dołożyć do interesu z „kieszeni rafineryjnej”.
Niezrzeszone stacje znikną z krajobrazu?
Czy w tej sytuacji małe stacje, nie mogąc nawiązać konkurencji z placówkami dużych sieci, zaczną po prostu wypadać z rynku? Dla mieszkańców mniejszych miejscowości i obszarów, na których nie ma stacji wielkich koncernów, oznaczałoby to poważne problemy z dostępem do tankowania – i konieczność przemierzania większych dystansów w poszukiwaniu stacji paliw.
– Obecnie ceny na pylonach, zwłaszcza w odniesieniu do oleju napędowego, nie odpowiadają temu, co dzieje się w hurcie – mówi Grzegorz Maziak z e-petrol. – Pytanie, czy potrwa to jeszcze kilka kolejnych dni, czy pojawi się korekta.
– Perspektywa czterech czy pięciu dni takiej sytuacji cenowej nie skłoni raczej nikogo do zamknięcia stacji, ale do refleksji, czy warto w dłuższym terminie ciągnąć ten biznes – już tak – dodaje analityk.
Nasz rozmówca podkreśla, że sytuacja dla małych graczy staje się coraz trudniejsza. – Dzieje się tak między innymi przez pojawiające się co jakiś czas nadzwyczajne uwarunkowania rynkowe, takie jak obserwowane obecnie nietypowe relacje cenowe pomiędzy hurtem i detalem. Wyzwaniem mogą być też zmiany w układzie dróg. Kiedyś wiele małych stacji jakoś radziło sobie przy drogach krajowych, obecnie rozbudowa dróg ekspresowych sprawia, że zajmowane przez te stacje lokalizacje stają się mniej atrakcyjne i tracą klientów.
– Drogą dla małych stacji i kierunkiem, w którym zmierza ten rynek, jest konsolidacja – ocenia Grzegorz Maziak. – Widzimy zresztą, że to już się dzieje. Coraz więcej niezrzeszonych podmiotów dołącza do sieci, by wzmocnić swoją pozycję zakupową.
U Skolima biznes się spina
Bodaj najsłynniejszą niezrzeszoną stacją paliw jest stacja w miejscowości Czeremha na Podlasiu, należąca do Skolima. Tam jednak problemu presji cenowej nie widać. Artysta zwany „Królem Latino” postawił sobie za cel utrzymywanie bardzo niskiej marży i konsekwentnie się tego trzyma.
Minister Motyka obiecał niskie ceny paliw. Bardziej sprawczy od niego jest Skolim
Jak przekazała nam pracownica charakterystycznej różowej stacji, 22 września na pylonie widnieją następujące stawki: 7,79 zł za litr benzyny Pb 95, 8,99 zł za litr oleju napędowego B7 i 9,19 zł za litr oleju napędowego B0.
Trudno też podejrzewać, aby Skolim dołączył ze swoją stacją do jakiejś sieci. Bardziej prawdopodobny jest odwrotny scenariusz. W sierpniu piosenkarz zapowiedział, że rozszerzy swoją paliwową działalność o sześć kolejnych różowych stacji.

