Szef czeskiej Informacyjnej Służby Bezpieczeństwa (BIS) generał Michal Koudelka ostrzegł przed potencjalnym atakiem Rosji na jedno z państw Sojuszu Północnoatlantyckiego. W ocenie kontrwywiadu najbardziej zagrożone są kraje bałtyckie. Wcześniej prezydenci Estonii, Łotwy i Litwy zaapelowali o natychmiastowe zmiany w systemie ochrony granic NATO.

- Szef czeskiego kontrwywiadu ostrzega przed uderzeniem Rosji na kraje bałtyckie. Celem miałoby być sprawdzenie spójności NATO.
- Wcześniej prezydenci Estonii, Łotwy i Litwy zażądali zmian w misji Air Policing. Chcą powołania stałej misji obrony powietrznej.
- Przywódcy apelują o przyspieszenie budowy Bałtyckiej Linii Obrony. Kluczowy jest też unijny projekt Straż Wschodniej Flanki.
Zdaniem czeskiego szefa kontrwywiadu Moskwa nie posiada obecnie zasobów militarnych pozwalających na przeprowadzenie pełnoskalowej inwazji na wzór najazdu na Ukrainę z 2022 r. Kreml może jednak zdecydować się na uderzenie o ograniczonej skali, aby zweryfikować spójność struktur zachodnich. Celem operacji byłoby sprawdzenie szybkości i stanowczości reakcji Sojuszu.
– Musimy jasno i bezwarunkowo zadeklarować naszą jedność i determinację do obrony, ponieważ tylko w ten sposób możemy zniechęcić rosyjskiego agresora do tej bardzo niebezpiecznej przygody – powiedział generał Koudelka podczas konferencji bezpieczeństwa w parlamencie.
Czeski wojskowy odniósł się do zmasowanych rosyjskich ataków na ukraińskie miasta z minionego weekendu. Wskazał, że działania te obrazują brak poszanowania dla życia ludzkiego przez rosyjskie dowództwo oraz „jak gardzą życiem cywilów i jak zachowaliby się u nas, gdyby mieli okazję”.
Generał zwrócił uwagę, że zagrożenie dla stabilności międzynarodowej generuje również konflikt na Bliskim Wschodzie. W Europie i USA widoczne jest nasilenie protestów antyizraelskich i wzrost popularności radykalnych ruchów propalestyńskich. W marcu br. doprowadziło to do podpalenia hali produkcyjnej w Pardubicach.
– Jeśli nie uda nam się powstrzymać tego zjawiska, w przyszłości może ono przerodzić się w powstanie lewicowych grup terrorystycznych, tak jak pamiętamy to z lat 70. i 80. XX wieku w Europie Zachodniej – ostrzegł szef czeskiego kontrwywiadu.
Państwa bałtyckie apeluje ws. NATO
Wcześniej o wzmocnienie wschodniej granicy zaapelowali prezydenci Estonii, Łotwy i Litwy. Alar Karis, Edgars Rinkeviczs oraz Gitanas Nauseda domagają się reformy misji wojskowych. W wydanej deklaracji wskazali, że obecna misja NATO Air Policing w krajach bałtyckich powinna zostać przekształcona w „misję obrony powietrznej”. Pozwoli to zwiększyć stałą obecność sił sojuszniczych i poprawić zdolność zwalczania dronów.
Działania te są bezpośrednią reakcją na incydenty w przestrzeni powietrznej. Rosyjskie wojsko regularnie wykorzystuje zaawansowane systemy walki elektronicznej, którymi zakłóca loty ukraińskich bezzałogowców. Według źródeł w strukturach NATO celem Moskwy jest celowa zmiana kursu dronów, by kierować je nad terytoria Finlandii, Estonii i Łotwy. Prowadzi to do konieczności stałego uruchamiania systemów ostrzegania ludności.
W miniony wtorek nad Estonią doszło do bezprecedensowego incydentu. Rumuński myśliwiec, operujący w ramach struktur NATO, zestrzelił bezzałogowy aparat latający, który wdarł się na terytorium kraju. To pierwsze zestrzelenie od początku funkcjonowania misji patrolowych w regionie.
Naruszenia granic skutkują stratami infrastrukturalnymi i kryzysami politycznymi. W Estonii obiekt nadlatujący od strony rosyjskiej uszkodził komin elektrowni przygranicznej. Z kolei na Łotwie bezzałogowiec uderzył w pusty zbiornik w magazynie ropy naftowej. Wywołało to głęboki kryzys rządowy w Rydze. Do dymisji podał się minister obrony Andris Spruds, a następnie stanowisko straciła premier Evika Silina.