
Rząd przyjął projekt strategii zarządzania długiem sektora finansów publicznych na najbliższe lata. I pokazał liczby, które straszą. Minister finansów Andrzej Domański wprost przyznał, że w 2028 r. państwowy dług publiczny netto może przekroczyć próg ostrożnościowy na poziomie 55 proc. PKB. To właśnie za tą liczbą kryje się czarny scenariusz uruchomienia hamulców wydatkowych.
- Według strategii zarządzania długiem sektora finansów publicznych na lata 2027–2030, przyjętej przez rząd, państwowy dług publiczny netto przekroczy w 2028 r. ustawowy próg alarmowy.
- Naruszenie tego progu zmusza państwo do podjęcia radykalnych kroków oszczędnościowych.
- Mogą one przybrać postać mrożenia płac w budżetówce albo skromnej waloryzacji emerytur i rent.
Strategia zarządzania długiem sektora finansów publicznych to niezwykle istotny dokument. Pokazuje on, jak w horyzoncie kolejnych czterech lat rząd chce finansować potrzeby pożyczkowe budżetu.
A te potrzeby są gigantyczne, bo gigantyczny jest deficyt. Państwo planuje wydawać więcej niż może. Według zatwierdzonego projektu ustawy budżetowej na 2027 r., wpływy do państwowej kasy mają wynieść 696,4 mld zł (na początku sierpnia rząd szacował, że będzie to 695 mld zł), a wydatki mają sięgnąć 977,6 mld zł (bez zmian wobec pierwotnych szacunków). To daje dziurę budżetową na poziomie 281,2 mld zł (o 1,4 mld zł mniej niż wstępnie).
Przez ten niedobór w kasie musimy się zadłużać. Suma zobowiązań robi wrażenie. Zadłużenie Skarbu Państwa na koniec sierpnia wynosiło ok. 2 bln 249,1 mld zł. Wartości wyrażone w liczbach to jedno – ale z punktu widzenia stabilności finansów publicznych ważny jest rozmiar długu w relacji do PKB, czyli wartości wszystkich dóbr i usług wytworzonych w gospodarce.
Czytaj także: Słowa ministra przetrwały tylko miesiąc. Odpowiedzialność z krótką datą ważności
Spirala zadłużenia się nakręca
W ustawie o finansach publicznych zapisano próg ostrożnościowy dla zadłużenia. Określono go na poziomie 55 proc. PKB. Przy sprawdzaniu, czy Polska go nie przekroczyła, brany jest pod uwagę państwowy dług publiczny (PDP) w ujęciu netto, czyli całkowity dług, od którego odejmuje się wolne, płynne środki na rachunkach budżetowych państwa.
I właśnie sytuacja dotycząca wskaźnika PDP netto staje się bardzo poważna.
– Mamy PDP i PDP netto, i do ustawy o finansach publicznych stosujemy PDP netto, więc zacznę od PDP netto – tłumaczył na konferencji prasowej minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, któremu towarzyszyła odpowiadająca za budżet podsekretarz stanu, Hanna Majszczyk.
– Szacujemy, że w 2027 r. będzie to 54,7 proc., w 2028 uważamy, że jest prawdopodobieństwo, że ten poziom wyniesie 57,4 proc., w 2029 r. 58,1 proc., a w 2030 roku 57,3 proc. – powiedział minister Domański.
Jak widać, próg ostrożnościowy może zostać naruszony już za dwa lata, i to znacząco – przekroczymy go o 2,4 pkt. proc.
Nieco inaczej wygląda prognozowana trajektoria długu PDP (w ujęciu brutto, czyli bez korekty o poduszkę finansową). W 2027 r. ma on wynieść 55,9 proc. PKB, w 2028 r. wzrośnie do 58,6 proc. PKB, a w 2029 r. – według słów ministra Domańskiego – osiągnie „szczyt” na poziomie 59,2 proc. PKB. Potem, w 2030 r., ma się obniżyć do 58,3 proc. PKB.
Minister Domański szuka w tej trudnej sytuacji pozytywów. – Nie prognozujemy, aby w horyzoncie do 2030 r. został naruszony konstytucyjny próg 60 proc. PKB – podkreślił. Chodzi o ostateczny limit zadłużenia (rozumianego jako PDP brutto), który jest zapisany w ustawie zasadniczej.
Reżim budżetowy i sanacja
Ale już sam fakt, że w 2028 r. PDP netto przekroczy próg ostrożnościowy 55 proc. PKB jest dzwonkiem alarmowym. W ruch idzie wtedy ustawowa procedura zaciskania pasa. Kiedy miniemy tę granicę, rząd będzie zobowiązany skonstruować budżet tak, aby wyhamować tempo, w jakim kręci się karuzela zadłużenia. Wyjaśnijmy, że chodzi o budżet na rok 2030, bo najpierw trzeba policzyć ostateczne wskaźniki za 2028 r., co będzie możliwe dopiero w 2029 r. (oficjalne ogłoszenie w „Monitorze Polskim” musi nastąpić do 31 maja roku następującego po danym roku budżetowym).
Ustawa o finansach publicznych (art. 86) mówi o tym wprost. Po przekroczeniu progu Rada Ministrów musi uchwalić taki projekt budżetu, w którym:
- nie przewiduje się wzrostu wynagrodzeń pracowników państwowej sfery budżetowej (to oznacza zamrożenie płac m.in. służb mundurowych, urzędników, nauczycieli w państwowych szkołach);
- waloryzacja rent i emerytur nie może przekroczyć poziomu odpowiadającego wskaźnikowi inflacji, ogłoszonego przez GUS za poprzedni rok budżetowy (czyli o żadnych dodatkowych gestach w kierunku emerytów nie ma mowy – tylko niezbędne minimum);
- obowiązuje zakaz udzielania pożyczek i kredytów z budżetu państwa – wyjątkiem są sytuacje, w których państwo wypłaca kolejne, zaplanowane już wcześniej transze umów pożyczek zawartych w ubiegłych latach.
To tylko niektóre z ustawowych procedur, które trzeba wdrożyć. Ponadto Rada Ministrów jest zobowiązana przedstawić Sejmowi program sanacyjny, czyli uzdrawiania finansów publicznych, mający na celu obniżenie relacji państwowego długu publicznego netto do PKB.
Na czym taka sanacja miałaby polegać? Przykładowo – na cięciach w obszarze świadczeń socjalnych, na które wydajemy z budżetu państwa krocie, takich jak „Rodzina 800 plus” czy 13. i 14. emerytura.
By uzmysłowić sobie skalę obciążeń generowanych przez te programy dla budżetu, wystarczy spojrzeć na liczby z projektu budżetu na 2027 r.: na 800 plus zaplanowano wydatki na poziomie 60,8 mld zł, a na dodatkowe wypłaty emerytur – 32,1 mld zł. Innym sposobem uzdrawiania finansów publicznych mogłoby być podniesienie podatków, by zapewnić budżetowi większe dochody.
Nadmierny optymizm rządu?
Rząd zakłada, że wszystkim tym trzeba będzie zacząć się martwić za nieco ponad dwa lata. Ale to może być optymizm na wyrost.
– Istnieje mocne prawdopodobieństwo, że już w 2027 r. możemy przekroczyć próg ostrożnościowy – mówi Zero.pl Marcin Luziński, ekonomista Erste Banku Polska.
– Rząd prognozuje wprawdzie, że wskaźnik PDP netto do PKB wyniesie wtedy 54,7 proc., ale to jest tak mały margines, że w okresie podwyższonej niepewności próg może zostać naruszony wcześniej – tłumaczy nasz rozmówca. – Może do tego dojść w sytuacji spowolnienia gospodarczego. Pamiętajmy też, że rząd ma problemy z podnoszeniem podatków ze względu na postawę prezydenta, który blokuje ustawy zwiększające obciążenia dla podatników.
Na to ryzyko zwraca też uwagę Rada Fiskalna – grono ekonomistów, które opiniuje budżet państwa. Wyliczyła ona, że tzw. ryzyko legislacyjne wynosi w przyszłym roku 15,2 mld zł. Pod pojęciem tym kryje się „ubytek dochodów wskutek nieuchwalenia, zawetowania lub opóźnienia wejścia w życie rozwiązań uwzględnionych w projekcie budżetu” (a przypomnijmy, rząd chce zmian w PIT, CIT i ryczałcie – zawetowanie ich oznaczałoby mniejsze wpływy do budżetu w 2027 r. i w latach kolejnych).
– Ponadto pojawił się problem w postaci szoku energetycznego – ceny nośników energii rosną, więc może pojawić się presja na rząd, by w jakiś sposób ulżył gospodarstwom domowym, zamroził ceny energii itp. – ocenia Marcin Luziński. – To też kosztowałoby budżet. Wreszcie, w 2027 r. są wybory – rządzący być może zwiększą deficyt, by utrzymać poparcie społeczne.
Jak dodaje, na zwiększony poziom długu mają też wpływ rosnące rentowności (czyli wyższa premia za ryzyko związane z trzymaniem skarbowych papierów wartościowych, jakiej będą domagać się od nas inwestorzy). – Rząd zbierze mniej z emisji obligacji, więc będzie musiał emitować ich więcej.
Więcej na ten temat tutaj: Okręt zadłużenia nabiera wody. Rząd ma poważny problem
– Przekroczenie progu ostrożnościowego to już nie jest scenariusz ryzyka, a scenariusz bazowy – podsumowuje ekonomista Erste Banku Polska. – Większość analityków zakłada, że dojdzie do tego za rok–dwa.
Może zainteresuje Cię także:

