Reklama
Reklama
Reklama

Gra o tron w regionie. Silna Polska w G20 potrzebuje Trójmorza

TYLKO NA
Czy rząd i MSZ pod wodzą Radosława Sikorskiego zaczną patrzeć na Trójmorze łaskawszym okiem?
Czy rząd i MSZ pod wodzą Radosława Sikorskiego zaczną patrzeć na Trójmorze łaskawszym okiem? (fot. Daniel Gnap, Marek Antoni Iwanczuk/NurPhoto via Getty Images, Yuliia Ovsiannikova/Ukrinform/Future Publishing via Getty Images, Zero.pl)

Inicjatywa Trójmorza, do niedawna traktowana przez obecny rząd jak nieco megalomański projekt, powoli ożywa. Dla Polski to szansa, by stać się naturalnym liderem w regionie i być jego głosem w G20. Jeśli ją przegapimy, rolę tę po wojnie może przejąć Ukraina, która niedawno zaproponowała konkurencyjny format.

  • Rząd Donalda Tuska traktował odziedziczoną po PiS Inicjatywę Trójmorza jak piąte koło u wozu. Teraz MSZ próbuje ją ożywić – choć raczej nie z miłości, a z rozsądku.
  • Dla Polski Trójmorze jest szansą na konsolidację krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Jeśli my tego nie zrobimy, rolę tę może przejąć Ukraina, która zaproponowała niedawno format Karpackiej Inicjatywy Integracyjnej.
  • Ale jeśli Trójmorze ma faktycznie stać się naszym silnikiem napędowym, musi ewoluować w kierunku większej sprawczości. Inaczej stanie się kolejnym polem jałowych dyskusji.

Inicjatywa Trójmorza ma 11 lat. Do pełnoletności jej daleko, do dojrzałości tym bardziej – ale w obecnej sytuacji geopolitycznej zaczyna być na nowo doceniana przez rząd Donalda Tuska, który do niedawna traktował ją jak piąte koło u wozu.

Sygnał, że coś się zmienia, wysłał sam Radosław Sikorski. W czerwcowym wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung” stwierdził, że „francusko-niemiecki silnik jest zbyt mały”, by napędzać dziś Unię Europejską, a państw stanowiących jedną trzecią Wspólnoty nie można wyjmować poza nawias procesów decyzyjnych. Szef MSZ odnosił się do wykluczenia Polski z formatu E3 (Niemcy, Francja, Wielka Brytania), który nadaje ton rozmowom na temat wsparcia dla Ukrainy. Łatwo odgadnąć, jakich „wykluczonych” miał na myśli. Między trzema morzami: Bałtyckim, Adriatyckim i Czarnym mieszka jakieś 120 mln ludzi, a łączny obszar krajów Trójmorza to ok. 30 proc. powierzchni UE.

Ottawa coraz bliżej Brukseli. „To naturalni partnerzy”

Reklama
Reklama

Trójmorze – od euforii do obojętności

Trójmorze (określane skrótem 3SI, od ang. Three Seas Initiative), które powstało z inicjatywy byłego prezydenta RP Andrzeja Dudy i byłej prezydent Chorwacji Kolindy Grabar-Kitarović, skupia 13 państw UE: Polskę, Austrię, Bułgarię, Chorwację, Czechy, Estonię, Grecję, Litwę, Łotwę, Rumunię, Słowację, Słowenię i Węgry. Członkami stowarzyszonymi są Albania, Czarnogóra, Mołdawia i Ukraina, a na liście partnerów strategicznych jest nawet Japonia (w tym gronie są też Hiszpania, Włochy i Turcja).

Prezydenci powołali Trójmorze do życia – i przez dekadę nadawali mu ton. Nie można odmówić im jednego: trafnego zdiagnozowania choroby. Od początku podkreślali, że kraje 3SI mają słabo rozwiniętą infrastrukturę na osi północ-południe. Na kolejnych szczytach Trójmorza, organizowanych co rok od 2016 r., omawiano sposoby na łatanie luk, stawiając za cel po pierwsze rozwój gospodarczy, po drugie zwiększenie mobilności wojskowej w obliczu neoimperialnej polityki Rosji. Flagową inwestycją Trójmorza stała się Via Carpatia (trasa, która ma połączyć litewską Kłajpedę z greckimi Salonikami) – choć geneza tego szlaku sięga jeszcze 2006 r., kiedy to ministrowie transportu Polski, Litwy, Słowacji i Węgier podpisali tzw. Deklarację Łańcucką podczas konferencji „Jedna droga – cztery kraje” (jej inicjatorem był Lech Kaczyński).

Reklama
Reklama

Po zmianie władzy w Polsce w 2023 r. w kierunku Trójmorza powiało chłodem. W swoim pierwszym exposé w 2024 r. Radosław Sikorski wbił inicjatywie ukrytą szpilkę, stwierdzając, że poprzednie osiem lat polskiej polityki zagranicznej było serią „chybionych założeń ideowych” i „złych pomysłów”. Wygłaszając drugie orędzie, w 2025 r., ściągnął na siebie krytykę ze strony Andrzeja Dudy, bo nie wspomniał ani słowem o tym, że za kilka dni w Warszawie rusza 10. szczyt Trójmorza.

„Odium formatu jednej partii”

– Miałem poczucie, że po zmianie rządu format Trójmorza został zupełnie bezzasadnie zakwalifikowany jako format partyjny, pisowski – i w efekcie zepchnięty na margines zainteresowania – mówi Zero.pl Szymon Szynkowski vel Sęk, poseł nowo powstałego klubu parlamentarnego Rozwój Plus, który w latach 2022–2023 piastował tekę ministra ds. UE, a w latach 2018–2022 był sekretarzem stanu w MSZ. Obecnie Szynkowski vel Sęk zasiada w prezydium Parlamentarnej Grupy ds. Trójmorza jako jej przewodniczący.

– To naprawdę ważny format, zwłaszcza teraz, kiedy jego oddziaływanie zaczyna wykraczać poza ramy wspólnych projektów infrastrukturalnych – podkreśla. – Coraz istotniejsze stają się kwestie bezpieczeństwa i energetyczne, czego dowodem może być obecność na tegorocznym szczycie Trójmorza w Dubrowniku delegacji amerykańskiej z sekretarzem ds. energii Chrisem Wrightem na czele. Państwa Trójmorza zaczynają też mocniej akcentować chęć współpracy w dziedzinie projektów cyfrowych.

Reklama
Reklama

W energetyce Trójmorze jako całość istotnie ma szansę sporo ugrać. Stopień zaawansowania transformacji energetycznej (czytaj: stopień uzależnienia od paliw kopalnych) jest w krajach 3SI podobny – wyjątkiem jest Austria, która chce do 2030 r. produkować całość energii z OZE. Ale reszta regionu może konsolidować się wokół prób złagodzenia wymogów polityki klimatycznej UE. Może też skuteczniej zabiegać o kontrakty na dostawy surowców energetycznych, np. z USA.

Szymon Szynkowski vel Sęk, który jeszcze w MSZ nadzorował departament polityki europejskiej, podkreśla, że po zmianie władzy postanowił podjąć działania – tym razem z poziomu parlamentu – by, jak mówi, „nie dopuścić do tego, aby inicjatywa Trójmorza umarła śmiercią naturalną”. – Od początku najmocniejszym punktem zaczepienia i „kotwicą” inicjatywy był Prezydent RP – do sierpnia 2025 r. Andrzej Duda, a następnie w pełni kontynuował to Karol Nawrocki. Problemem był jednak kompletny brak zaangażowania rządu i parlamentu – wskazuje.

– Udało mi się zainteresować tematem ówczesnego marszałka Sejmu, Szymona Hołownię, w efekcie czego kancelaria Sejmu objęła patronat nad Poznańskim Kongresem Gospodarczym, podczas którego regularnie poruszane są kwestie związane z Trójmorzem – relacjonuje polityk. – Marszałek Hołownia przyjechał wtedy zresztą osobiście do Poznania, gdzie miał okazję głębiej wejść w tę problematykę. Podczas kongresu sam publicznie przyznał, że jego pogląd w sprawie Trójmorza ewoluował i obecnie uważa ten format za istotny, a nie zawsze tak było.

Reklama
Reklama

– To był ten pierwszy krok na drodze do zmiany myślenia o Trójmorzu w koalicji rządzącej. W drugim kroku, razem z osobami podzielającymi moją troskę o ten format, nawiązaliśmy kontakt z Władysławem Bartoszewskim (sekretarz stanu w MSZ, w resorcie odpowiada m.in., za współpracę z Sejmem i Senatem – red.). On akurat od początku rozumiał racje związane z Trójmorzem, ale zależało nam na tym, żeby był w MSZ głosem parlamentarzystów, którym ta inicjatywa jest bliska. 

Polityk wspomina, że sami parlamentarzyści stali się też na tej niwie bardzo aktywni. – Zaczęło się od zespołu ds. Trójmorza, na spotkania którego zapraszaliśmy ambasadorów krajów 3SI, ekspertów, samorządowców, a także przedstawicieli kancelarii Karola Nawrockiego. Ponieważ pełnię też funkcję wiceprzewodniczącego Rady Parlamentarzystów przy Prezydencie RP, postrzegam to jako dodatkową możliwość, żeby przenosić nasze doświadczenia z Sejmu związane z Trójmorzem na poziom dyskusji z Pałacem Prezydenckim.

W czerwcu br. zespół ds. Trójmorza przekształcił się w grupę, co cieszy naszego rozmówcę. – Grupa ma wyższy status i jest inaczej traktowana w sejmowej architekturze. Do tego ma wymóg ponadpartyjności: żeby ją powołać, trzeba mieć zagwarantowany w niej udział przedstawicieli wszystkich klubów w Sejmie. To się udało. Dzięki temu odium formatu jednej partii, które bezpodstawnie przylgnęło do Trójmorza, zostało z tej inicjatywy zdjęte. Przez to łatwiej jest nam też pokazywać partnerom zewnętrznym, że w tej sprawie panuje ponadpartyjny konsensus.

Reklama
Reklama

– Na szczęście nie uległo to zmianie po tym, jak Szymona Hołownię zastąpił Włodzimierz Czarzasty – dodaje. – Owszem, to Szymon Hołownia już jako wicemarszałek Sejmu wziął udział w I Parlamentarnym Szczycie Inicjatywy Trójmorza w Zagrzebiu w marcu tego roku – ale marszałek Czarzasty, mimo kolosalnych różnic między nami niemal we wszystkim, zdaje się rozumieć wagę tej inicjatywy, w czym na pewno ma też zasługę Marek Siwiec, szef jego kancelarii, z którym o formacie Trójmorza kilkakrotnie rozmawialiśmy. Na dorocznym spotkaniu z ambasadorami Czarzasty wymienił Trójmorze jako jeden z trzech najważniejszych formatów współpracy międzynarodowej z perspektywy Polski. To dobrze wróży.

Do ideału daleko

Nadzieje pokładane w Trójmorzu mają jednak szansę spełnić się tylko wtedy, gdy większą odpowiedzialność za rozwój tego formatu wezmą na siebie rządy. Jakub Pieńkowski, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, komplementy pod adresem 3SI rozcieńcza zimną wodą.

– Sam pomysł zacieśnienia współpracy w regionie i nadgonienia opóźnień cywilizacyjnych wywołanych komunizmem był bardzo dobry – ale, niestety, nie działa – ocenia w rozmowie z Zero.pl. – Podsumowanie osiągnięć wypada słabo. Główny problem polega na tym, że jest to inicjatywa prezydencka, a w Europie Środkowej wszyscy prezydenci mają funkcję bardziej ceremonialną niż sprawczą (choć akurat prezydent RP należy do tych z najsilniejszymi uprawnieniami), zaś moc decyzyjna w kwestiach, którymi Trójmorze ma się zajmować, jest jednoznacznie po stronie rządów. Z tego powodu dyskusje na szczytach nie przekładają się na konkretne działania.

Reklama
Reklama

– Z wiodącą rolą prezydentów w Trójmorzu jest też taki problem, że wielu z nich traktuje tę inicjatywę jako okazję do autopromocji i zademonstrowania obywatelom swojej siły sprawczej, a nawet jako sposobność do rywalizacji z rządem – zauważa Pieńkowski. – Przykładem może być tutaj Bułgaria – kiedy w Sofii odbywał się szczyt 3SI, ówczesny prezydent Rumen Radew i rząd premiera Bojko Borisowa wzajemnie podkładali sobie nogi przy jego organizacji.

Patrząc przez pryzmat sprawczości i sprawności, ekspert PISM krytycznie ocenia też sposób, w jaki realizowany jest projekt Via Carpatia.

– Widać fragmentaryzację nawet tej sztandarowej inicjatywy, wciąż dalekiej od ukończenia – mówi. – Niektóre państwa wcale się nie kwapią do budowy swoich odcinków trasy, a te, które to robią, czynią to bez udziału 3SI. Wynika to z braku narzędzi koordynacyjnych i finansowych. Zupełnym niepowodzeniem okazał się fundusz Trójmorza przy Banku Gospodarstwa Krajowego, który miał służyć wsparciu projektów trójmorskich. Finalnie nie był do tego zdolny, bo zebrał jedynie ok. 1 mld euro. Z tego Polska wpłaciła 750 mln euro, a druga pod względem wkładu Słowenia – 23 mln euro. Pozostałe kraje członkowskie dały po 20 mln euro, z wyjątkiem Austrii, Czech i Słowacji, które nawet takiej kwoty nie chciały zadeklarować.

Reklama
Reklama

BGK broni jednak osiągnięć funduszu Trójmorza, którego wielkość to obecnie ok. 928 mln euro. „Dotychczasowe wyniki portfela są zgodne z założeniami inwestycyjnymi, a prognozowane stopy zwrotu pozostają na atrakcyjnym poziomie” – przekazało nam biuro prasowe BGK.

Portfel funduszu Trójmorza na koniec 2025 r. obejmował pięć inwestycji. Wehikuł finansowy 3SI zaangażował się w Cargounit – niezależną firmę leasingującą lokomotywy w Polsce, Greenergy Data Centers – centrum danych w Estonii obsługujące zapotrzebowanie na moc obliczeniową i pamięć masową w regionie Trójmorza, dwie platformy energii odnawialnej, a także w operatora portowego w bułgarskim Burgas, który zarządza kluczowym węzłem logistycznym nad Morzem Czarnym.

BGK podkreśla, że w ramach funduszu Trójmorza polski bank rozwoju współpracuje ze swoimi odpowiednikami z państw 3SI, a „wspólne zaangażowanie kapitałowe umożliwia finansowanie projektów infrastrukturalnych o znaczeniu regionalnym”.

Trójmorze w ambitnym scenariuszu 

Jakub Pieńkowski apeluje jednak o inny dobór narzędzi. – Jeśli chcemy, żeby Trójmorze faktycznie zaczęło działać skutecznie w dziedzinach, do których wspierania zostało powołane – jak rozwój infrastruktury na osi północ-południe – to trzeba poszerzyć ten format o filar rządowy, wzorując się np. na bukaresztańskiej dziewiątce. To forum, na którym spotykają się nie tylko prezydenci, ale na oddzielnych szczytach też szefowie resortów spraw zagranicznych czy obrony.

Reklama
Reklama

Szkopuł w tym, że nie tylko nasz rząd musi chcieć zaangażować się w Trójmorze – dodaje analityk PISM. – Otwartym pozostaje pytanie, na ile taką modyfikacją tego formatu byliby zainteresowani nasi partnerzy – i czy nie wywołałoby to oporu prezydentów, gdyby rządy w poszczególnych krajach faktycznie chciały stworzyć oddzielny filar tego forum.

– Kolejny problem to stosunek poszczególnych krajów do Trójmorza. Taka Austria czy Czechy są bierne. My chyba najmocniej promujemy 3SI. Zaraz po nas są Rumuni, którzy postrzegają Trójmorze jako narzędzie do przyciągnięcia Amerykanów, choć ja osobiście na deklaracje USA zapatruję się sceptycznie: prezydent Trump w pierwszej kadencji obiecywał, że zainwestuje w fundusz Trójmorza, a nic z tego nie wyszło. Ciekawy jest przypadek Chorwacji – to rząd Andreja Plenkovicia, politycznie powiązany z Kolindą Grabar-Kitarović, reprezentuje kraj na forum Trójmorza, a nie prezydent Zoran Milanović, który jest formatowi jednoznacznie niechętny. Ale i tak do dawnej aktywności Chorwatom daleko.

Zdaniem Jakuba Pieńkowskiego, warto też zadać pytanie o sens przyjmowania do Trójmorza kolejnych krajów członkowskich i partnerów strategicznych – jak wskazuje analityk, nazywanych tak, aby obejść pierwotną zasadę, że do platformy mogą przystąpić tylko państwa należące do UE. – Jest to przedstawiane jako podnoszenie rangi tego forum, ale jeśli będziemy ciągle rozrastać się wszerz, bez przejścia od jałowych dyskusji do realnej współpracy, to w końcu taka platforma zacznie pękać w szwach, bo zawsze łatwiej dogadać się w mniejszym niż większym gronie.

Reklama
Reklama

Obecnie prezydencję w 3SI pełni Słowacja. Szymon Szynkowski vel Sęk na początku września spotkał się w Bratysławie z tamtejszym wiceministrem spraw zagranicznych i specjalnie powołanym ambasadorem ds. Trójmorza. – Słowacy podeszli do tego bardzo poważnie: mają różne pomysły, jeżdżą z nimi po regionie, zmienili stosunek do formatu o 180 stopni – mówi, zauważając, że ożywienie tej inicjatywy u naszych południowych sąsiadów to akurat dzieło głowy państwa. – W tych dniach rodzą się kolejne plany dotyczące współpracy Karola Nawrockiego i Petera Pellegriniego w obszarze Trójmorza, jeszcze na jesień tego roku.

Nie stracić historycznej szansy

Czas na zmianę optyki jest dobry, bo Polska chce na dobre rozgościć się w G20. Jeśli w tej grupie będziemy postrzegani jako regionalny lider, możemy na tym tylko zyskać.

– Sukcesem polskiej delegacji w Dubrowniku jest niewątpliwie to, że to nasz kraj będzie oficjalnie reprezentować Trójmorze na spotkaniu grupy G20 w Miami – mówi Szymon Szynkowski vel Sęk. – Nie wszystkim to się podobało. Wśród członków 3SI są kraje, które uważają, że to zbytnie wzmocnienie Polski. Chciałyby one forsować interesy regionu własnymi kanałami. Z naszego punktu widzenia to jednak ważny element, który – po pierwsze – umacnia naszą pozycję jako naturalnego lidera formatu Trójmorza, a po drugie – daje dodatkową legitymację dla naszych aspiracji do trwałego członkostwa w G20 jako kraju, który jest głosem Europy Środkowo-Wschodniej i rozwija się najszybciej w regionie.

Polska nie powinna też ryzykować, że straci na rzecz Ukrainy szansę zostania regionalnym liderem. Jej ambicje są jasno określone, choć Kijów musi zaczekać na koniec wojny, by w pełni je ujawnić i urzeczywistniać. Prezydent Wołodymyr Zełenski jest ojcem chrzestnym nowego międzynarodowego forum: Karpackiej Inicjatywy Integracyjnej, zaprezentowanej po raz pierwszy w maju br. Ma ona połączyć Ukrainę z siedmioma państwami regionu opartego o łańcuch Karpat, a więc z Polską, Czechami, Słowacją, Węgrami, Rumunią, Austrią i Serbią. Cel? Współpraca na niwie gospodarczej i infrastrukturalnej. Brzmi znajomo.

Reklama
Reklama

Szymon Szynkowski vel Sęk podkreśla pragmatyzm Ukraińców. – Na razie rozglądają się za formatami, które ich zdaniem mogłyby najbardziej przysłużyć im się w realizacji ich interesów w kontaktach z Europą – mówi.

W jego ocenie w Kijowie nastał też okres większej orientacji na kraje Europy Zachodniej. – Kiedy wojna się skończy, Ukraina będzie musiała określić swoją tożsamość w relacjach europejskich. Otwartym pozostaje pytanie, czy będzie chciała to robić jako członek Trójmorza.

„Premier ich oszukał”. Ekspert podsumowuje tysiąc dni władzy Donalda Tuska

A skoro o krajach Europy Zachodniej mowa – nie należy zapominać, że odezwała się w nich niedawno stara chęć do konsolidacji we własnym gronie. Grupa Renu, powołana z inicjatywy byłego prezesa EBC Mario Draghiego, by odbudować konkurencyjność Europy, kompletnie zignorowała Polskę. Awansując do grona G20 udowodniliśmy, że umiemy liczyć. Być może pora zacząć liczyć na siebie.

Reklama
Reklama