Ekstremalne upały postawiły w trudnej sytuacji nawet szpitale. Na oddziale kardiologii dziecięcej w Rzeszowie nie ma klimatyzacji, a rodzice sami chłodzą dzieci lodem i wiatrakami. Personel przyznaje, że modernizacja wymagałaby remontu całego oddziału, a nowy budynek powstanie dopiero za trzy lata.

- TVP3 Rzeszów w swoim materiale opisała problemy pacjentów rzeszowskiego szpitala.
- Na oddziale kardiologii dziecięcej Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego w stolicy Podkarpacia brak klimatyzacji zmusza rodziców do samodzielnego chłodzenia dzieci lodem i wiatrakami.
- Placówka tłumaczy, że instalacja klimatyzacji centralnej wymagałaby remontu całego oddziału, a nowe Podkarpackie Centrum Medycyny Dziecięcej powstanie dopiero za trzy lata.
- Wysokie temperatury utrudniają diagnostykę i mogą wpływać na wyniki badań, a synoptycy zapowiadają na kolejny dzień nawet 40 st. C.
Fala upałów, jaka przetacza się przez Polskę, dała się we znaki nawet placówkom medycznym. Na oddziale kardiologii dziecięcej Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego w Rzeszowie nie ma klimatyzacji, a temperatura w salach staje się nie do zniesienia zarówno dla pacjentów, jak i personelu. Sytuację w szpitalu opisała redakcja TVP3 Rzeszów.
Wolą kasę od legitymacji, czyli jak w Warszawie „odpolityczniono” spółki
Dziewięcioletnia córka pani Katarzyny trafiła tam dwa tygodnie temu z chorobą serca. Od piątku przebywa na oddziale bez klimatyzacji, dlatego rodzice na własny koszt kupili wiatrak i turystyczną lodówkę.
– Dziecko okładam od głowy po stopy lodem, żeby obniżyć temperaturę, bo jest jej bardzo gorąco, jest czerwona i mocno spocona – mówi pani Katarzyna w rozmowie z TVP.
Klimatyzacja niemożliwa od ręki
Szpital przyznaje, że zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, a personel stara się zapewnić pacjentom jak najlepsze warunki. Problem w tym, że montaż klimatyzacji na całym oddziale nie jest prostym zadaniem – nie chodzi o pojedyncze urządzenia w salach, lecz o instalację centralną, co wiązałoby się z generalnym remontem oddziału.
Tym bardziej że w planach jest budowa nowego obiektu – Podkarpackiego Centrum Medycyny Dziecięcej. Ta inwestycja ma jednak zostać ukończona dopiero za trzy lata, a upały trwają już teraz. Rodzice proponują rozwiązanie doraźne, czyli otwieranie okien wieczorami, na co szpital się nie zgadza – ze względów bezpieczeństwa istnieje ryzyko, że pacjent mógłby wypaść, a odpowiedzialność za taki wypadek spadłaby na placówkę.
Upały utrudniają diagnostykę i zagrażają zdrowiu
Gorąco i duchota sprawiają, że organizmy małych pacjentów się przegrzewają, co – jak zauważają rodzice – utrudnia też samą diagnostykę. Pani Katarzyna nie ukrywa obaw, że nie wiadomo, czy spadek elektrolitów u córki wynika z nadmiernej utraty płynów spowodowanej upałem, czy to efekt uboczny podawanego sterydu.
„Jo nie chcioła, jo nie wiedzioła”, czyli była prezes Szpitala Południowego przerwała milczenie
W wielu miejscach na Podkarpaciu termometry pokazywały w ostatnich dniach nawet 38 st. C – to rzadkość w regionie. Mieszkańcy radzą sobie z upałem, jak mogą: noszą kapelusze, piją zimne napoje, szukają cienia i tłumnie odwiedzają baseny. Ratownicy medyczni przypominają jednak o ryzyku szoku termicznego i udaru cieplnego, apelując o stosowanie kremów z filtrem UV i unikanie długiego przebywania na słońcu.
Na spadek temperatury trzeba będzie jeszcze poczekać – synoptycy zapowiadają na kolejny dzień nawet 40 st. C. Ochłodzenie i deszcz mają przynieść dopiero piątkowe prognozy.