
– Symbol ogólnego problemu z ratunkową pomocą chirurgiczną – tak dr Piotr Kowalewski z Wojskowego Instytutu Medycznego skomentował czwartkową publikację o SOR Szpitala Południowego. Ciężarna kobieta przez trzy godziny czekała na pomoc medyczną. Jej dziecka nie udało się uratować. – Doszło do koszmarnych powikłań położniczych i ogromnego nieszczęścia – dodał chirurg.
- Lekarz ocenia, że wstrzymanie operacji u pacjentki z objawami „ostrego brzucha” do czasu wyników badań krwi było niezgodne z aktualną wiedzą medyczną.
- Chirurgwskazuje, że przypadek warszawskiego szpitala to nie odosobniony błąd, lecz symbol braku sformalizowanej, ostrodyżurowej pomocy chirurgicznej w Polsce.
- Zdaniem eksperta w Polsce brakuje – znanej z innych krajów – chirurgii ratunkowej, która wspierałaby lekarzy medycyny ratunkowej w stanach nagłych i powikłaniach.
Pacjentka SOR Warszawskiego Szpitala Południowego przez trzy godziny czekała na pomoc medyczną. Kobieta w 22. tygodniu ciąży straciła córkę.
Zdarzenie w rozmowie z Zero.pl skomentował lekarz z Wojskowego Instytutu Medycznego, chirurg dr Piotr Kowalewski. Jego zdaniem sprawa obnaża systemowy problem z chirurgią ratunkową w Polsce, a nie tylko jednostkowy błąd personelu.
– Pacjentka była w 22. tygodniu ciąży. Doszło do koszmarnych powikłań położniczych i ogromnego nieszczęścia. W przypadku tak ciężkich powikłań położniczych uratowanie ciąży w 22. tygodniu graniczy z cudem, podobnie jak szanse na przeżycie dziecka poza łonem matki – mówi dr Kowalewski.
Jak przypomina lekarz, pacjentka trafiła na SOR w stanie wymagającym natychmiastowej interwencji chirurgicznej, jednak zabieg został odroczony do czasu otrzymania wyników badań krwi.
Objawy „ostrego brzucha” wymagały natychmiastowej reakcji
– Szpitalny Oddział Ratunkowy miał pod opieką pacjentkę, która wymagała pilnego leczenia. Natychmiast powinna trafić na interwencję chirurgiczną. Nie ma badań krwi, na wyniki których trzeba czekać przed operacją z objawami „ostrego brzucha”. A takie objawy ta kobieta musiała mieć, krwawiła do jamy brzusznej. Wyraźnie to sygnalizowała. Wstrzymywanie leczenia operacyjnego jest niezgodne z aktualną wiedzą medyczną – ocenia chirurg.
Zdaniem dr. Kowalewskiego, opóźnienie w takich przypadkach ma bezpośredni wpływ na rokowania zarówno matki, jak i dziecka, a decyzja o odroczeniu operacji nie znajduje uzasadnienia w standardach postępowania medycznego.
Lekarz podkreśla, że przypadek z warszawskiego szpitala nie jest odosobniony i wpisuje się w szerszy, systemowy problem organizacji pomocy chirurgicznej w stanach nagłych.
Brak ośrodków referencyjnych i sformalizowanych procedur
– Ten przypadek jest także symbolem ogólnego problemu, jaki mamy z ratunkową pomocą chirurgiczną. Nie mamy ośrodków referencyjności na wzór amerykański. Chirurgiczna pomoc ostrodyżurowa jest niesformalizowana. Nie szkolimy lekarzy z zasad stabilizacji pacjentów – zaznacza dr Kowalewski.
Ekspert wskazuje, że polski system opieki nad pacjentami w stanie zagrożenia życia nie posiada rozwiązań, które w innych krajach funkcjonują od lat i realnie chronią pacjentów przed skutkami braku odpowiedniego zaplecza chirurgicznego w konkretnej placówce.
– Mamy specjalistów z medycyny ratunkowej, dobrych fachowców, ale nie dysponują oni adekwatnym wsparciem chirurgicznym do wyzwań, które przed nimi stoją. W Polsce nie istnieje rozwiązanie, które systemowo jest w innych krajach: nie każdy szpital musi mieć chirurgię, ale jeżeli do takiej placówki trafia pacjent, to jest ona przygotowana na jego przyjęcie i przekazanie – tłumaczy dr Kowalewski.
Jak dodaje, w Polsce nie funkcjonuje wyodrębniony dział chirurgii ratunkowej, który zajmowałby się wszystkimi stanami nagłymi i powikłaniami, niezależnie od tego, jaki oddział specjalistyczny pierwotnie zajmował się pacjentem.
– U nas nie funkcjonuje chirurgia ratunkowa, dział, który zajmuje się wszystkimi stanami nagłymi i powikłaniami. Przykładowo, po operacji onkologicznej czy urologicznej pacjentem opiekuje się chirurg ratunkowy, który wie, co robić w przypadku powikłań i może podjąć odpowiednie kroki zanim dotrze chirurg onkolog czy urolog – wskazuje ekspert, opisując rozwiązania funkcjonujące za granicą.
Tragedia w Szpitalu Południowym
O sprawie pacjentki napisał w czwartek serwis Onet. Na Szpitalny Oddział Ratunkowy warszawskiego szpitala trafiła pacjenta w 22. tygodniu ciąży. Miała pękniętą macicę i krwotok wewnętrzny. Kobieta przez ponad trzy godziny czekała na przeprowadzenie badania ginekologicznego.
– Gdy mówiłam, że boli mnie przeraźliwie, nikt nie reagował, a z mojego stanu grożącego śmiercią zrobili w papierach stan „dobry” – relacjonuje pacjentka.
Po trzech godzinach kobietę zbadał ginekolog – stwierdzono obniżone tętno płodu i dużą ilość płynu w jamie brzusznej. Dopiero ta diagnoza spowodowała szybszą reakcję personelu szpitala.
– I nagle zrobił się ruch wokół mnie. Położna chciała ode mnie dokumenty, zaczęła w panice kartkować skoroszyt z moimi badaniami, pytać o grupę krwi. I wtedy nie wytrzymałam, zapytałam: „Gdzie byliście przez te trzy godziny?” Nikt nic nie odpowiedział – opowiada kobieta.
Ciężarną zbadał następnie chirurg, który zlecił natychmiastową operację. Kobiecie groziło usunięcie macicy, do którego ostatecznie nie doszło. Dziecka nie udało się jednak uratować.
– Przynieśli mi ją. Była umyta, ubrana w czapeczkę, zawinięta w becik i wyglądała, jakby spała. Jestem wdzięczna, że mogłam się z nią pożegnać, pogłaskać jej buźkę – mówi kobieta w rozmowie z Onetem.
Afera w Szpitalu Południowym
Warszawski Szpital Południowy i jego Szpitalny Oddział Ratunkowy stał się sławny na cały kraj po publikacjach Zero.pl dotyczących nieprawidłowości. Pracę SOR-u koordynował Dawid Kacprzyk, lekarz-milioner bez specjalizacji, który karierę medyczną łączył z byciem dzielnicowym radnym Koalicji Obywatelskiej.
Dziennikarze ujawnili, że medyk zarobił w kilku szpitalach ponad 1,6 mln zł w 2025 r. Część środków pobrał nienależnie – kilkukrotnie zamiast na dyżurach czas spędzał na działalności politycznej i medialnej. Na SOR funkcjonował także tzw. salonik VIP, w którym na badania oczekiwali działacze Koalicji Obywatelskiej.
Kolejne publikacje ujawniły skalę nieprawidłowości w Szpitalu Południowym. Dawid Kacprzyk, niedoświadczony lekarz, uczył się zawodu na ludziach. W prosektorium szpitala prowadzony był biznes pogrzebowy.
Ujawnienie przez Zero.pl afer spowodowało trzęsienie ziemi w warszawskiej polityce oraz reakcję premiera Donalda Tuska i jego rządu. Pracę stracili m.in. Dawid Kacprzyk i koordynator prosektorium. Wymieniono zarząd i radę nadzorczą szpitala. Dwie wiceprezydentki miasta - Renata Kaznowska oraz Aldona Machnowska-Góra – złożyły rezygnację na ręce prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego.
Ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zapowiedziała zmiany w ochronie zdrowia, m.in. walkę z „procedurami walizkowymi”, e-kolejki oraz wprowadzenie limitu godzinowego zarobków lekarzy. Zmian jednak jeszcze nie wprowadzono.
W czwartek w Kanale Zero odbędzie się debata poświęcona sprawie Dawida Kacprzyka i Szpitala Południowego. Poprowadzi ją Jacek Prusinowski. Gośćmi będą:
- Patryk Słowik z Zero.pl,
- dr Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie, specjalista położnictwa i ginekologii,
- dr Krzysztof Pujdak, kardiolog mieszkający w Niemczech,
- Joanna Wicha z Nowej Lewicy,
- Witold Tumanowicz z Konfederacji.
Obejrzyj także: