Reklama
Reklama
Reklama

Papierowe zawały. Ujawniamy, jak szpital zarabiał na ludzkich sercach

TYLKO NA
spoldzielnia_zawaly-listing
Liczba ostrych zawałów serca w nowosolskim szpitalu wymyka się wszelkim statystykom - przyznaje NFZ. (fot. ilustracyjne, Facebook, Shutterstock)

Wchodziłeś na badanie, wychodziłeś z ostrym zawałem serca wpisanym do dokumentacji. W ten sposób szpital w Nowej Soli otrzymał z NFZ dodatkowe miliony złotych, a lekarze zarobili więcej. Za wszystko zapłaciło polskie państwo. W statystykach zaś widać, że w województwie lubuskim rzekomo jest trzy razy więcej ostrych zawałów niż w innych województwach.

  • Do portalu Zero.pl zgłosili się byli pacjenci wielospecjalistycznego szpitala w Nowej Soli. Wskazują, że mają kłopoty wynikające z tego, że choć nie przeszli ostrych zawałów serca, w dokumentacji wypisowej ze szpitala widnieje takie rozpoznanie. Niektórzy nie mogą ubezpieczyć się prywatnie, inni stracili dostęp do potrzebnych im leków, bo przeciwwskazaniem do ich stosowania jest przebycie ostrego zawału serca.
  • Dysponujemy dokumentacją medyczną kilkorga pacjentów. Pokazaliśmy ją dwóm niezależnym kardiologom. W papierach wypisowych zawały są. W przeprowadzonych badaniach nie ma po nich nawet śladu.
  • Sprawdziliśmy ogólnopolskie statystyki NFZ. W województwie lubuskim, w którym mieści się szpital, jest trzy razy więcej ostrych zawałów niż w innych województwach. A zarazem śmiertelność jest najniższa w Polsce.
  • NFZ po naszych pytaniach sprawdził sytuację. Wstępne ustalenia funduszu mówią o „istotnych odchyleniach statystycznych”.
  • Szpital dane, które pozyskaliśmy z NFZ, uważa za „niewłaściwe”. I wskazuje, że ma tak dobrze funkcjonującą kardiologię, że do placówki zgłaszają się pacjenci w najcięższym stanie z różnych gmin.

Wielospecjalistyczny szpital w Nowej Soli ma świetną prasę. Kardiologia tego szpitala uchodzi za jedną z najlepszych w Polsce, a przynajmniej tak jest przedstawiana w lokalnych mediach.

Po serii naszych tekstów o patologiach w systemie ochrony zdrowia zgłosiło się do nas kilka osób, które były pacjentami szpitala w Nowej Soli. Ich relacje są zbieżne: pacjent z kłopotami kardiologicznymi trafia do nowosolskiej placówki i wychodzi z niej z rozpoznanym ostrym zespołem wieńcowym, co w dużym uproszczeniu zazwyczaj oznacza przebycie ostrego zawału serca (ostry zespół wieńcowy jest kategorią obejmującą między innymi zawał serca, czyli kategorią szerszą). Szkopuł w tym, że ludzie, którzy do nas się zgłosili, żadnego zawału nie mieli.

I po kilku miesiącach dostrzegają, że wpisanie przebytego ostrego zawału komplikuje im życie. Jedna z osób nie mogła wykupić prywatnego ubezpieczenia, bo zakład ubezpieczeń uznał, że nie warto podpisywać umowy z kimś po przebyciu ostrego zawału. Inna osoba wypadła z tzw. programu lekowego, czyli straciła dostęp do nowoczesnych leków – bo poważna choroba serca wykluczała z możliwości zażywania medykamentu.

Reklama
Reklama

Poprosiliśmy naszych rozmówców o przekazanie nam kompletu dokumentacji medycznej i zgodę na pokazanie jej kardiologom. Efekt? W papierach wpisane są zawały serca. Z badań jednak – jak przeanalizowali lekarze – nie wynika, by stan pacjentów był aż tak poważny.

Karta wypisowa pacjenta szpitala w Nowej Soli. (fot. Zero.pl)

Zawał, który się opłaca

Nie przesądzając tym, co się stało w Nowej Soli, odpowiedzmy sobie na pytanie, po co w ogóle ktokolwiek miałby wpisywać ludziom choroby, których nie mają? Odpowiedzią może być sposób rozliczania świadczeń przez szpital z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Ostre zespoły wieńcowe są nielimitowane i lepiej wyceniane niż świadczenia planowe. Jest w tym logika: polskie państwo uważa, że nie można wprowadzać żadnych limitów na sytuacje, gdy czyjeś życie jest bezpośrednio zagrożone. A zarazem działanie w takim wypadku jest droższe, niż gdy ktoś po prostu choruje kardiologicznie, ale może spokojnie zaczekać na badania i ewentualne leczenie.

Wykazanie ostrych stanów pozwala więc pozyskać większe środki z Narodowego Funduszu Zdrowia – w wypadku takiej placówki jak ta w Nowej Soli o ok. 2,5–3,5 mln zł więcej rocznie.

Skorzystać też mogą lekarze, bo część medyków wynagradzana jest od procedury. To znaczy, że za przeprowadzenie zabiegu bardziej skomplikowanego i lepiej wycenionego przez NFZ lekarz zarabia więcej niż za działanie prostsze.

Reklama
Reklama

Czytaj również: Dawid Kacprzyk, przegapiony zawał i śmierć w szpitalu

Wydawać by się mogło, że nikt nie jest stratny – poza Narodowym Funduszem Zdrowia, czyli polskim państwem.

Ale stratni są niektórzy pacjenci. Właśnie ze względu na przerwanie innego leczenia albo kłopoty z prywatnym ubezpieczeniem.

W Lubuskiem jest ponad trzykrotnie więcej diagnostyki inwazyjnej w kierunku zawałów serca niż średnio w Polsce. (fot. Sga.waw.pl)

NFZ wykrył „istotne odchylenia”

– Systemy analityczne NFZ w ramach monitoringu i analizy ryzyka zidentyfikowały istotne odchylenia statystyczne w strukturze sprawozdawczości świadczeń kardiologicznych realizowanych przez szpital w Nowej Soli – przyznaje Jakub Gołąb, zastępca dyrektora Biura Komunikacji Społecznej i Promocji Narodowego Funduszu Zdrowia.

I dodaje, że z analizy NFZ wynika, iż struktura sprawozdawczości kardiologii inwazyjnej w tej placówce znacząco odbiega od średniej ogólnopolskiej oraz regionalnej.

NFZ, na naszą prośbę, sprawdził dwie procedury. W wypadku leczenia inwazyjnego (angioplastyki) świadczenia w trybie ostrego zespołu wieńcowego stanowią w skali kraju 39 proc. wszystkich zabiegów, a procedury planowe ponad 60 proc. W szpitalu w Nowej Soli jest na odwrót. 74 proc. wszystkich zabiegów angioplastyki wykazywanych jest tam jako ostre zespoły wieńcowe, a zaledwie 26 proc. jako świadczenia planowe.

Reklama
Reklama

Z kolei w koronarografii hospitalizacje w trybie ostrym stanowią 8 proc. ogółu diagnostyki w skali kraju. W nowosolskiej placówce jest to ponad 36 proc.

Z punktu widzenia NFZ te dane są na tyle niepokojące, że – jak ustaliliśmy – lada dzień w szpitalu zacznie się kontrola.

Lubuskie – polska stolica zawałów

Wystarczy zresztą sprawdzić ogólnodostępne mapy z danymi Narodowego Funduszu Zdrowia dla poszczególnych województw (choć dla laików mogą być one odrobinę zagmatwane).

Polecamy: 20-letnia Julia zmarła po planowym zabiegu. Zespół biegłych zbada okoliczności jej śmierci

Z danych tych (najnowsze dane są za 2024 r.) wynika, że liczba przypadków zakwalifikowanych jako diagnostyka inwazyjna w ostrych zespołach wieńcowych na 100 tys. mieszkańców dla całej Polski wynosi średnio 14,6. Dla województwa lubuskiego wskaźnik ten wynosi 50,6, czyli o ponad 30 przypadków więcej niż dla drugiego – licząc od „najgorszych” – województwa świętokrzyskiego.

Lubuskie jest też rekordowe w leczeniu inwazyjnym ostrych zespołów wieńcowych. Gdy ogólnopolska średnia wynosi 55 przypadków na 100 tys. mieszkańców, w Lubuskiem jest to już 88,2 przypadku.

Za rekordową liczbą chorych w złym stanie nie idzie rekordowa śmiertelność. Ta w Lubuskiem procentowo jest najniższa, o wiele niższa niż w innych województwach.

Reklama
Reklama

Albo więc mamy do czynienia z niesłychanymi anomaliami statystycznymi, albo w Lubuskiem, gdzie czołowym ośrodkiem kardiologicznym jest szpital w Nowej Soli, jako ostre przypadki wpisuje się przypadki stabilne – co tłumaczyłoby znacznie niższą śmiertelność.

W Lubuskiem śmiertelność pacjentów z zawałami i innymi OZW, rozliczanych jako diagnostyka inwazyjna, jest o 70 proc. niższa niż średnio w Polsce. (fot. Sga.waw.pl)

„Jesteśmy ofiarą własnego sukcesu”

Zadaliśmy szereg pytań szpitalowi w Nowej Soli. Na część szczegółowych pytań nie otrzymaliśmy jakiejkolwiek odpowiedzi. Natomiast Dawid Moczulski, kierownik działu organizacji, dokumentacji medycznej i analiz szpitala, zderzony z danymi NFZ, stwierdził, że dysponujemy niewłaściwymi danymi i być może ktoś nieświadomie wprowadził nas w błąd.

Dalej w odpowiedzi Moczulski powołał się na szereg innych danych, z których wynikać by miało, że odsetek przypadków ostrych w stosunku do ogółu nie jest wcale zbyt duży. 

Przedstawiciel szpitala wskazuje, że placówka przyjmuje wielu pacjentów z innych powiatów, a nawet województw (tylko 28 proc. pacjentów pochodzi z miejscowego powiatu).

– Mamy bardzo niską śmiertelność wewnątrzszpitalną i jako pierwsi uczestniczymy w programie KOS Zawał od samego początku funkcjonowania programu – stąd tylu pacjentów kierowanych do nas z ostrym zespołem wieńcowym. Ponadto większość ośrodków jest niewydolna i tacy pacjenci trafiają do nas. Poniekąd jesteśmy ofiarą własnego sukcesu – przekonuje Moczulski.

Reklama
Reklama

I wymienia, że w ogólnopolskim rankingu szpital jest w pierwszej dziesiątce najlepszych oddziałów kardiologicznych. Na temat ostrego zespołu wieńcowego przedstawiciele placówki opublikowali wiele prac w fachowej literaturze kardiologicznej, a w samym nowosolskim ośrodku powstały na ten temat m.in. dwa doktoraty oraz praca habilitacyjna.

W skrócie: wszystko jest zgodnie z prawem, nie ma żadnych nieprawidłowości. I – co podkreślił przedstawiciel szpitala – świadczenia są bez problemu rozliczane z NFZ, który nie ma zastrzeżeń do placówki. Czy ten stan się nie zmieni – okaże się po kontroli.

Może Cię także zainteresować: Brakuje pieniędzy na godne umieranie. Hospicja ograniczają przyjęcia

Ostrzeżenie sprzed dekady

W 2016 r. Najwyższa Izba Kontroli zbadała sposób raportowania świadczeń z zakresu kardiologii inwazyjnej. I już wtedy stwierdziła, że pięć z dziesięciu kontrolowanych szpitali (tu ważne zastrzeżenie: nie kontrolowano wtedy szpitala w Nowej Soli) niezasadnie zgłaszało do NFZ świadczenia planowe jako ratujące życie.

W czasie objętym kontrolą kardiologiczne leczenie inwazyjne było wyceniane przez NFZ średnio pięcio-, sześciokrotnie wyżej niż zachowawcze. Zdaniem NIK przeszacowanie procedur mogło prowadzić do ich wykonywania nawet bez uzasadnienia medycznego.

Reklama
Reklama