Reklama
Kraj

Zmierzch bogów polskiej polityki. Czego uczy nas Kraków?

Krakowskie wybory samorządowe mogą okazać się zapowiedzią politycznych zmian wykraczających daleko poza granice miasta. Rosnąca popularność Łukasza Gibały pokazuje, że wielkomiejscy wyborcy coraz częściej odwracają się od tradycyjnych partyjnych szyldów i szukają nowych liderów. To sygnał, którego polityczna Warszawa nie powinna lekceważyć.

Jadwiga Emilewicz
Opinia autorstwa: Jadwiga Emilewicz
Dzisiaj 13:42
8 min
Wybory prezydenta Krakowa mogą zapowiadać koniec dotychczasowego układu sił w polskiej polityce (fot. Rynek w Krakowie: Getty Images; Gibała: PAP)
TYLKO NA

Samorządowe potyczki wyborcze nie dawały przez 30 lat prostej odpowiedzi na pytanie, kto za chwilę weźmie całą Polskę. Najsilniejszą próbą przełożenia potencjału lokalnego na politykę ogólnopolską była dolnośląska inicjatywa prezydenta Rafała Dutkiewicza, ale i ona nie zmieniła dynamiki ogólnopolskiego nurtu. Ostatnie wydarzenia w Krakowie mają jednak większy potencjał.

Czytaj też: Wybory w Krakowie. Monika Piątkowska przed drugą turą z Gibałą: nie handluję ani stołkami

Wybory pod Wawelem nie są kalką tego, co wydarzy się w skali kraju. Są jednak rentgenem nastrojów wielkomiejskiego wyborcy. A ten wysyła jasny sygnał: dotychczasowy układ sił, który znaliśmy od dwóch dekad, wchodzi w fazę schyłkową. Pytanie, które dziś w kuluarach zadają sobie wszyscy, brzmi: czy na polskiej scenie politycznej znajdzie się wkrótce „Gibała na skalę kraju”, zdolny rozbić zabetonowany system?

Gibała drugim Wokulskim? „Kraków dla mieszkańców to moja obsesja”

Reklama
Reklama

Specyfika Krakowa, z jednej strony tradycyjnego, ale jednocześnie dynamicznego i pełnego aspiracji, idealnie wpisuje się w szerszy, ogólnopolski proces. Już za chwilę, w 2027 r., czeka nas polityczne trzęsienie ziemi, którego epicentrum wcale nie musi znajdować się w Warszawie. Zasada dwukadencyjności sprawi, że spora część popularnych samorządowców straci możliwość ponownego startu na dotychczasowe stanowiska.

Wybory do Sejmu jesienią 2027 r. odbędą się zaledwie pół roku przed końcem kadencji samorządowej, która upływa wiosną 2028 r. W blokach startowych są już samorządowcy z jednoznaczną afiliacją polityczną – prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, prezydent Wrocławia Jacek Sutryk czy pozycjonująca się w ogólnopolskiej debacie publicznej prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz.

Z drugiej strony politycznego spektrum – Jakub Banaszek, prezydent Chełma, czy Lucjusz Nadbereżny ze Stalowej Woli – młode pokolenie wyrazistych polityków związanych z PiS. Dla nich, a także dla dziesiątek sprawnych menedżerów z mniejszych ośrodków, dziś niezagospodarowanych przez żadną z głównych sił politycznych, Warszawa przestaje być odległą centralą, a staje się kolejnym, naturalnym celem. I, biorąc pod uwagę obecny rozkład sił, mogą tam wiele namieszać. Pokazała to ostatnia konferencja samorządowa Rozwój+ Mateusza Morawieckiego w Tomaszowie Mazowieckim, na której pojawiło się ponad 300 samorządowców z całej Polski.

Kraków miał dość

Sygnałem ostrzegawczym dla Wiejskiej jest też zmęczenie samym stylem sprawowania władzy. Krakusi mieli już dość prezydenta Miszalskiego nie tylko ze względu na konkretne decyzje polityczne, ale także przez fasadowy, nierzadko kabaretowy styl prowadzenia polityki. To poważne ostrzeżenie dla Donalda Tuska. Premier nader często stara się być „fajnym” gościem z TikToka. Spacer z kubkiem pod Belwederem, uwagi o „rumakowaniu” – w oczach wyborców niebezpiecznie dryfują w stronę politycznej maskarady. W dobie kryzysu i wojny za ścianą ludzie oczekują raczej powagi niż kabaretu. Lekkość i humor nie są synonimem gagów i rechotu. To jeden z powodów, dla których Aleksander Miszalski musiał pożegnać się z fotelem prezydenta Krakowa.

Reklama
Reklama

Pod powierzchnią zderzeń wielkich politycznych płyt tektonicznych w polityce ogólnopolskiej tli się znacznie głębszy proces – ostateczny koniec starego układu partyjnego. Podział na Polskę solidarną i liberalną, zdefiniowany jeszcze w 2005 r., zwyczajnie się wyczerpał. Duopol PO–PiS nie ma na razie nic nowego do zaproponowania, co widać po strukturze elektoratów. Obie partie są dziś formacjami dla najstarszych pokoleń wyborców. Co w świetle kryzysu demograficznego jest być może jakąś strategią. Jednak przez ostatnie dwadzieścia lat Polska zmieniła się nie do poznania. Rów pomiędzy beneficjentami transformacji a jej ofiarami zasypał się na tyle, że niemal wszystkie warstwy społeczne zyskały stabilne podstawy bytu.

„Jest kłamcą lub mitomanem”. Sąd nakazał Sikorskiemu sprostowanie słów o Gibale

Ambicje Polaków

Efekt? Polacy nie walczą już o ekonomiczne przetrwanie. Mają nowe, potężne ambicje i szukają raczej tych, którzy są gotowi je zaspokoić. Chcą nowoczesnego, silnego państwa, które realizuje wielkie projekty cywilizacyjne, a nie tylko „ciepłą wodę w kranie” czy wieczną ideologiczną wojnę. To właśnie na polu tych aspiracji stare partie ponoszą dziś największą klęskę. Współczesny, młody wyborca patrzy na opieszałość wokół budowy elektrowni atomowej, na polityczne podgryzanie projektu CPK czy na absolutną bezradność kolejnych rządów w kwestii kryzysu mieszkaniowego i czuje narastającą frustrację. Dla pokolenia, które dorastało w Unii Europejskiej, nowoczesna infrastruktura, szybka kolej i dostęp do własnego M to nie luksus, ale absolutny standard. Stare elity władzy, uwięzione w realiach z 2005 r., kompletnie nie potrafią na te oczekiwania odpowiedzieć ani nawet zdefiniować nowego podziału politycznego wokół rozwoju kraju.

Reklama
Reklama

Piątkowska musi sprostować słowa o Gibale. Sąd Apelacyjny wydał prawomocne orzeczenie

Widać to gołym okiem po obu stronach barykady. Na prawicy PiS wyraźnie słabnie. Uwikłany w spory we własnym obozie politycznym stracił status absolutnego hegemona. Jarosław Kaczyński stał się jednym z kilku liderów zagospodarowujących elektorat konserwatywny. Wcale niedaleko przed nowymi liderami.

Z kolei strona liberalno-mainstreamowa cierpi na chroniczny kryzys przywództwa. Problem ten był szczególnie widoczny, gdy Donald Tusk sprawował funkcję w Brukseli, ale powrót „Króla Europy” nie uzdrowił systemu na stałe. Dziś premier z coraz większym trudem utrzymuje swoją wielobarwną, wewnętrznie skłóconą koalicję w ryzach, tracąc energię na gaszenie wewnętrznych pożarów zamiast na rządzenie.

Druga tura

Jesteśmy tuż przed drugą turą decydującego starcia pod Wawelem. Choć w polityce nic nie jest przesądzone, zarówno badania, jak i powszechna intuicja wskazują, że Łukasz Gibała za czwartym podejściem sięgnie po prezydenturę. Tego rozpędzonego walca prawdopodobnie nie da się już zatrzymać, czego kompletnie nie rozumie jego rywalka, Monika Piątkowska. Zwożenie do Krakowa wagonami, na ostatniej kampanijnej prostej, przedstawicieli rządu i organizowanie ministerialnych desantów przynosi raczej skutek odwrotny do zamierzonego. Wielkomiejski wyborca nie potrzebuje namiestników ani rządowych akredytacji, a desperacki zryw establishmentu tylko mocniej podkreśla głębokie niezrozumienie obecnej dynamiki społecznej.

Reklama
Reklama

Krakowska lekcja ujawnia jednak coś znacznie ważniejszego. Nadchodzi czas polityków nowego wzoru. Do głosu dochodzi pokolenie liderów, dla których polityka nie jest jedyną możliwą ścieżką zawodową, sposobem na przetrwanie od pierwszego do pierwszego czy desperackim poszukiwaniem posady w spółce Skarbu Państwa. Łukasz Gibała do polityki wszedł jako człowiek zamożny. Jego majątek był zresztą powodem wielu ataków – okazało się jednak, że i w tej kwestii mentalność Polaków uległa radykalnej zmianie i niski stan konta nie jest już świadectwem cnót obywatelskich.

Gibała domagał się sprostowania od Piątkowskiej. Jest decyzja sądu

W ostatnich latach pierwszym przykładem podobnej ścieżki był Mateusz Morawiecki. Ani Gibała, ani Morawiecki nie muszą niczego udowadniać na rynku pracy, nie szukają w polityce socjalu ani osobistej windy społecznej. Reprezentują typ liderów, którzy pozycję i niezależność przynieśli ze sobą z zewnątrz, z realnego świata biznesu i zarządzania. Dla zabetonowanego aparatu partyjnego to śmiertelne zagrożenie.

Żyjemy w fazie przejściowej. Zmiana paradygmatu polskiej polityki dokonuje się ewolucyjnie. Nowi wyborcy wchodzący na rynek szukają profesjonalizmu, sprawczości i niezależności, nie czując żadnego sentymentu do starych partii i ich kombatanckich mitów. Z każdym rokiem jest ich coraz więcej. Stąd zapewne sukcesy Konfederacji, moment popularności Szymona Hołowni, a w lokalnym wymiarze – znakomity wynik w pierwszej turze Łukasza Gibały. Czy uda mu się pokonać machinę partyjną – zobaczymy w niedzielę. Z całą pewnością wyznacza kurs zmiany w polityce. Nie tylko lokalnej.

Źródło: Zero.pl
Jadwiga Emilewicz
Jadwiga EmilewiczCzłonek zarządu Instytutu Sobieskiego, była wicepremier oraz minister przedsiębiorczości i technologii - autor zewnętrzny
Reklama
Reklama