Reklama
Świat

„Nie zauważył grupy 30 osób z kamerami”. Kto pomaga poszkodowanym na Węgrzech?

– W końcu ktoś powiedział, że konsul wyszedł z budynku „dosłownie przed kilkoma minutami”. Zaczęliśmy się zastanawiać: czy ktoś z nas nie zwariował? – Joanna Pinkwart relacjonuje z Węgier, jak wygląda udzielanie pomocy poszkodowanym w wypadku polskiego autokaru. Rodziny ofiar mówią o wielkim rozczarowaniu i chaosie informacyjnym.

Joanna Pinkwart
Opinia autorstwa: Joanna Pinkwart
Dzisiaj 18:33
4 min
Rodziny poszkodowanych w wypadku autokaru na próżno czekały na spotkanie z konsulem (fot. ZOLTAN MATHE / PAP / EPA)

Na poniedziałkowej konferencji prasowej przed szpitalem w Miszkolcu wypowiadała się wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk oraz lekarze z zespołu pomocy humanitarno-medycznej, którzy odwiedzali w szpitalach Polaków poszkodowanych w wypadku.

Jak usłyszeliśmy, wszystko przebiegło zgodnie z procedurami.

Wycieczka po kosztach, życie na szali? Po wypadku na Węgrzech mnożą się pytania

Pomoc? Udzielają jej osoby prywatne

Dziennikarze – w tym ja – zadawali pytania o pomoc udzielaną przez służby konsularne. Od wczoraj słyszę bowiem, że pomocy tak naprawdę nie ma. Poszkodowanych wspierają osoby prywatne – Polacy mieszkający na Węgrzech i sami Węgrzy. Dzisiaj rano przynieśli ubrania i środki higieniczne dla pacjentów w Miszkolcu.

Reklama
Reklama

Nie słyszałam o konkretnych przejawach udzielonego wsparcia. Pytałam i wczoraj i dzisiaj.

W odpowiedzi na pytania dziennikarzy, wiceminister Kacperczyk zapewniła, że wszelkiej pomocy będzie udzielał właśnie miejscowy konsul: będzie pomagał tłumaczyć dokumenty i będzie udzielał pomocy językowej.

W momencie, w którym padła ta odpowiedź, część przysłuchujących się osób zareagowała śmiechem. Były to rodziny ofiar i przedstawiciele węgierskiej Polonii. Ludzie zaczęli zadawać pytania.

Rodziny ofiar bez podstawowych informacji

Pytanie zadał jeden z obecnych na konferencji mężczyzn – prawdopodobnie członek rodziny jednej z ofiar śmiertelnych wypadku. Zapytał, kiedy zostaną wydane ciała. Wcześniej krążyły bowiem niepokojące informacje o możliwym terminie dwóch tygodni z uwagi na święta państwowe.

Reklama
Reklama

Nie uzyskał jednak żadnej konkretnej odpowiedzi.

Wątpliwości zebranych na miejscu osób dotyczyły również m.in. identyfikacji ofiar. Z uwagi na ograniczenia prawne, identyfikacji nie mogli dokonać znajomi jednej ze zmarłych osób, którzy przyjechali w zastępstwie rodziny. Wątpliwości dotyczyły również m.in. tłumaczenia dokumentów.

Pani wiceminister Katarzyna Kacperczyk próbowała tłumaczyć, na czym polega praca służb konsularnych, mówiła o procedurach – trudno nie było odnieść wrażenia, że trochę kluczyła.

Tragedia na Węgrzech. Szłapka: Pierwsi poszkodowani wrócą do Polski

Konsul pojawia się i znika

Zebrani przed szpitalem zaczęli w końcu podnosić, że podawane informacje są ze sobą sprzeczne. Jeśli już komuś uda się dodzwonić na infolinię, dostaje inne wskazówki od tych, które słyszy na miejscu. Żadna z nich nie jest jednak satysfakcjonująca.

W końcu głos zabrała jedna z członkiń delegacji. Jak zapewniła, konsul jest na miejscu. Zebrani zaczęli dopytywać, czy zejdzie do nich i z nimi porozmawia. Usłyszeli, że zejdzie.

Wszyscy cierpliwie czekali. Cierpliwie na ile można okazać cierpliwość w momencie, w którym jeden z rodziców leży w kostnicy, a drugi na oddziale intensywnej terapii.

W końcu ktoś powiedział, że konsul wyszedł z budynku „dosłownie przed kilkoma minutami”. Zaczęliśmy się zastanawiać: czy ktoś z nas nie zwariował? Jeden z obecnych miał do konsula telefon. W rozmowie telefonicznej, nie był jednak w stanie wyegzekwować informacji, kiedy on spotka się z poszkodowanymi. Miał powiedzieć, że wychodząc nikogo nie widział i nikt go nie zaczepiał. W związku z czym po prostu sobie poszedł. Nie zauważył grupy 30 osób z kamerami. Jeśli faktycznie tędy wychodził, to nikt go nie zaczepił, bo żadna z osób, które były tu od wczoraj, nigdy nie widziała go na oczy.

Źródło: Zero.pl
Joanna Pinkwart
Joanna PinkwartDziennikarka Kanału Zero