1 października jest jednym z tych dni, w których uniwersytet szczególnie mocno pamięta o swojej tradycji. Togi, insygnia rektorskie, immatrykulacja, „Gaudeamus igitur” – wszystko to powtarza się od lat i właśnie dlatego ma znaczenie. Uniwersytet jest przecież jedną z niewielu instytucji, które nie muszą co kilka sezonów wymyślać siebie od początku.
Tegoroczna inauguracja ma jednak dodatkowy kontekst. Za trzy miesiące rozpocznie się Rok Polskiej Nauki, ustanowiony przez Sejm w 160. rocznicę urodzin Marii Skłodowskiej-Curie. Uchwała została przyjęta 18 września.
To rzadka okazja, żeby o nauce rozmawiać nie tylko wtedy, kiedy pojawia się kolejny spór o pieniądze, ewaluację, punkty, granty czy zasady awansu. I szkoda byłoby ją zmarnować wyłącznie na akademie, konferencje rocznicowe i obowiązkowy portret naszej noblistki na okolicznościowych plakatach.
Bo historia Marii Skłodowskiej-Curie jest znacznie ciekawsza niż jej pomnik.
Czytaj też: Polskie uczelnie a studia krótkiego cyklu: edukacja czy marketing?
Nie tylko dwa Noble
O Skłodowskiej-Curie uczymy się wcześnie. Rad, polon, dwa Noble, Paryż, Sorbona. Z czasem ta historia zaczyna przypominać dobrze znany zestaw haseł, które każdy potrafi wymienić, ale nad którymi nie zawsze się zastanawia.
Tymczasem jej życiorys jest opowieścią nie tylko o wybitnym talencie. Jest także historią dostępu do edukacji, przekraczania granic i korzystania z możliwości, które daje międzynarodowy świat nauki.
Maria Skłodowska urodziła się w Warszawie, ale żeby studiować, wyjechała do Paryża. Tam rozwijała karierę naukową, prowadziła badania i osiągnęła pozycję, która przeszła do historii światowej nauki.
I chyba właśnie dlatego tak dobrze nadaje się na symbol roku 2027.
Nie dlatego, że potrzebujemy jeszcze jednego powodu, żeby przypominać światu, że Maria Skłodowska-Curie była Polką. Bardziej interesujące jest inne pytanie: czy dzisiaj potrafilibyśmy rozpoznać kolejną Skłodowską-Curie, gdyby pojawiła się na jednej z polskich uczelni?
A przede wszystkim – czy potrafilibyśmy stworzyć jej takie warunki, żeby chciała tutaj zostać.
Nauka zawsze była międzynarodowa
W polskiej debacie o szkolnictwie wyższym często mówimy o umiędzynarodowieniu, jakby było ono jednym z nowych zadań dopisanych do strategii rozwoju uczelni.
Tymczasem historia Skłodowskiej-Curie przypomina, że nauka nie zaczęła być międzynarodowa wraz z Erasmusem, europejskimi sojuszami uczelni czy konkursami grantowymi.
Taka była od dawna.
Ludzie wyjeżdżali tam, gdzie mogli studiować, prowadzić badania i spotykać innych naukowców. Idee przekraczały granice znacznie łatwiej niż polityczne systemy, a najważniejsze odkrycia rzadko dawały się zamknąć w narodowych ramach.
Dlatego polskie uczelnie również nie mogą dzisiaj myśleć o sobie wyłącznie jako o instytucjach kształcących na potrzeby najbliższego rynku pracy. Powinny być miejscami, do których warto przyjeżdżać, z których można wyjechać i do których dobrze jest później wrócić.
Nie chodzi przy tym tylko o rankingi czy prestiż. Chodzi o warunki, w których powstaje dobra nauka.
Najważniejsi są ludzie
Przy okazji inauguracji roku akademickiego dużo mówi się o systemie, uczelniach, finansowaniu, strategiach i wyzwaniach. Czasami jednak w tej dyskusji gubi się rzecz najbardziej oczywista: naukę tworzą konkretni ludzie.
Ktoś, kto właśnie zaczyna pierwszy rok studiów. Doktorantka próbująca odpowiedzieć na pytanie, na które nikt wcześniej nie odpowiedział. Młody badacz przygotowujący pierwszy wniosek grantowy. Profesor od lat prowadzący laboratorium albo seminarium.
Nie wiemy, kto spośród ludzi rozpoczynających dziś studia dokona za dwadzieścia lat ważnego odkrycia, stworzy nową technologię, opracuje skuteczną terapię albo napisze książkę, która zmieni sposób myślenia o jakimś problemie.
I na tym polega jedna z największych osobliwości uniwersytetu: jego rezultatów nie da się do końca zaplanować.
Można natomiast stworzyć warunki, w których talent ma większą szansę się rozwinąć.
I właśnie w tym miejscu opowieść o Roku Polskiej Nauki styka się z mniej uroczystą rzeczywistością.
Rok Polskiej Nauki i 1,05 procent PKB
Jest bowiem w nadchodzącym roku pewien paradoks.
Rok 2027 ma być Rokiem Polskiej Nauki, a jednocześnie według rządowego projektu budżetu udział nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe w PKB ma być niższy niż w roku obecnym.
W 2026 roku łączne nakłady na szkolnictwo wyższe i naukę odpowiadają około 1,09 proc. planowanego PKB. W projekcie budżetu na 2027 rok zaplanowano na ten cel 46,2 mld zł, czyli o ponad 2,6 mld zł więcej niż w roku obecnym, ale udział tych wydatków w PKB ma odpowiadać 1,05 proc. PKB.
Nominalnie pieniędzy na naukę ma być więcej. Jednocześnie polska gospodarka ma rosnąć szybciej niż przeznaczane na nią nakłady.
Nie jest to argument za tym, żeby Rok Polskiej Nauki zaczynać od narzekania. Przeciwnie. Może to być dobry moment na spokojną rozmowę o tym, jakie miejsce nauka powinna zajmować w państwie, które chce budować swoją przyszłość na innowacyjności, nowych technologiach i wysoko wykwalifikowanych kadrach.
Jeżeli nauka ma być inwestycją, warto również pytać nie tylko o to, czy jej budżet rośnie, ale czy rośnie razem z możliwościami całego państwa.
Czytaj też: Ewaluacja nauki 2026: dlaczego prawie każda uczelnia dostała wysoką ocenę
Prestiż to nie wszystko
Podobnie wygląda dyskusja o wynagrodzeniach.
Od początku 2026 roku minimalne miesięczne wynagrodzenie zasadnicze profesora w uczelni publicznej wynosi 9650 zł. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce przewiduje, że wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela akademickiego nie może być niższe niż połowa tej kwoty. Oznacza to, że ustawowe minimum na stanowisku asystenta wynosi 4825 zł.
Tymczasem ogólnokrajowe minimalne wynagrodzenie za pracę wynosi w 2026 roku 4806 zł brutto. Różnica wynosi więc 19 zł.
Oczywiście nie znaczy to, że każdy młody pracownik uczelni tyle zarabia. Uczelnie mogą ustalać wynagrodzenia na wyższym poziomie, o ile mają na to środki. Nie ma więc sensu budować na tej jednej liczbie obrazu całej polskiej akademii.
Ale trudno też całkowicie ją zignorować.
Jeśli chcemy, żeby najzdolniejsi absolwenci poważnie rozważali karierę naukową, musimy brać pod uwagę również jej ekonomiczną atrakcyjność. Uczelnia konkuruje przecież o ludzi nie tylko z inną uczelnią. Konkuruje z biznesem, kancelariami, firmami technologicznymi, administracją, sektorem prywatnym i zagranicznymi ośrodkami badawczymi.
Przez wiele lat częścią wynagrodzenia akademika był w pewnym sensie prestiż zawodu. Nadal jest ważny, podobnie jak autonomia pracy, możliwość prowadzenia badań czy kontakt ze studentami.
Tyle że prestiż nie może być substytutem dobrych warunków pracy.
Zwłaszcza jeśli jednocześnie chcemy przekonywać młodych ludzi, że nauka jest jednym z kluczowych obszarów rozwoju państwa.
Nie róbmy ze Skłodowskiej-Curie pomnika
Rok Polskiej Nauki będzie zapewne pełen Marii Skłodowskiej-Curie. I bardzo dobrze.
Bylebyśmy nie zrobili z niej postaci tak pomnikowej, że przestanie cokolwiek mówić o nas samych.
Znacznie ciekawsza od noblistki patrzącej z fotografii jest młoda kobieta z Warszawy, która chciała się uczyć, wyjechała za granicę, prowadziła badania w warunkach dalekich od komfortowych i zbudowała jedną z najważniejszych karier w historii światowej nauki.
Jej historia może być więc dla nas czymś więcej niż pretekstem do obchodów.
Może przypominać, że talent może pojawić się wszędzie, ale jego rozwój nigdy nie odbywa się w próżni. Potrzebuje dobrego nauczyciela, dobrej uczelni, dostępu do badań, kontaktu z innymi naukowcami, pieniędzy, czasu i poczucia, że droga, którą człowiek wybiera, ma przyszłość.
Uczelnie nie produkują wyłącznie geniuszy. Powinny jednak zrobić wszystko, żeby ich nie zgubić.
Czytaj również: Czy można podważyć nadany tytuł profesora? Sprawa Marka Jaszczura i wiele pytań
Rok Polskiej Nauki zaczyna się dziś
Dlatego tegoroczne „Gaudeamus” brzmi trochę inaczej.
Formalnie inaugurujemy rok akademicki 2026/2027. Za trzy miesiące rozpocznie się Rok Polskiej Nauki, którego symbolicznym punktem odniesienia będzie 160. rocznica urodzin Marii Skłodowskiej-Curie.
To dobry wybór.
Pod warunkiem, że jubileusz stanie się okazją nie tylko do opowiedzenia po raz kolejny o tym, co polska nauka osiągnęła, ale także do rozmowy o tym, czego chcemy od niej w przyszłości.
Pierwszego października na polskich uczelniach pojawi się kolejny rocznik studentów. Nie wiemy, kim będą za dwadzieścia czy trzydzieści lat. Nie wiemy, kto z nich zostanie naukowcem, kto dokona ważnego odkrycia, kto stworzy firmę, kto trafi do administracji, a kto wyjedzie i zrobi karierę za granicą.
Może właśnie wśród nich jest ktoś, o kim kiedyś będziemy opowiadali tak, jak dzisiaj opowiadamy o Marii Skłodowskiej-Curie.
Naszym zadaniem nie jest przewidzieć, kto to będzie. Naszym zadaniem jest stworzyć tej osobie warunki do tego, by mogła dokonywać odkryć na miarę Marii Skłodowskiej-Curie.
Może Cię zainteresuje:


