Bilans wypadków z udziałem polskich pielgrzymów do Medziugorie w XXI w. jest tragiczny: 45 ofiar śmiertelnych, 138 osób rannych. Scenariusz był zawsze podobny: do katastrofy dochodziło nocą lub nad ranem. – Niestety, nocne przejazdy są codziennością w turystyce – mówi Zero.pl właścicielka biura podróży z Dolnego Śląska. – Zmniejsza się wówczas liczbę noclegów, a co za tym idzie – koszty.

- Wypadek polskich pielgrzymów wracających z Medziugorie przypomniał o serii podobnych katastrof na tej trasie, do których doszło w XXI w.
- Bilans tragicznych zdarzeń z udziałem pątników, którzy wybrali się do słynnego sanktuarium maryjnego na Bałkanach to 45 ofiar śmiertelnych i 138 osób rannych.
- Przyczyny wypadku autokaru z Polakami, do którego doszło w niedzielę na Węgrzech, dopiero ustalą odpowiednie służby.
- W obliczu podobnego scenariusza takich zdarzeń – wypadków nocą lub nad ranem – pojawiają się jednak pytania o bezpieczeństwo nocnych przejazdów. – Niestety, są one codziennością w turystyce – mówi nam wprost właścicielka biura podróży z Dolnego Śląska.
- Prezes Polskiego Stowarzyszenia Przewoźników Autokarowych podkreśla w rozmowie z Zero.pl, że jeśli wszystko odbywa się zgodnie z przepisami, takie przejazdy są bezpieczne, a obchodzenie regulacji to dziś w branży rzadkość.
Wypadek pielgrzymów z Podkarpacia, którzy wracali do kraju z pielgrzymki do sanktuarium maryjnego w Medziugorie, wieńczy czarną listę podobnych incydentów.
Trasa Polska–Medziugorie z tragicznym bilansem
Prawie ćwierć wieku temu, 1 lipca 2002 r., polski autokar rozbił się w miejscowości Balatonszentgyörgy na Węgrzech. Pojazd we wczesnych godzinach rannych wjechał na rondo, najechał lewym kołem na wysoki krawężnik, przewrócił się na dach, a następnie spadł do rowu. Zginęło 20 osób (w tym dwoje dzieci), a 31 zostało rannych.
W czerwcu 2007 r., również na Węgrzech, również w wypadku polskiego autokaru wiozącego pątników z Medziugorie, zginęła 1 osoba, a 28 zostało rannych.
Tragedia na Węgrzech. Szłapka: Pierwsi poszkodowani wrócą do Polski
Chorwacja, 6 sierpnia 2022 r. Na autostradzie A4 na północ od Zagrzebia ginie 12 osób, które podróżowały autokarem jadącym do Medziugorie. 32 osoby odnoszą rany. Pojazd ok. godz. 5:40 zjechał z drogi i wpadł do rowu.
16 sierpnia 2026 r., Węgry, okolice miejscowości Mezokeresztes. Około godz. 1 w nocy dochodzi do wypadku autobusu z pielgrzymami z Podkarpacia. Na miejscu ginie 12 osób, ale w chwili pisania tego artykułu wiadomo, że 10 walczy o życie. 37 ma lekkie obrażenia.
Bilans tych czterech katastrof to 45 zabitych i 138 rannych.
Okoliczności wczorajszego wypadku na Węgrzech badają służby. Wiadomo już, że kierowca polskiego autokaru został zatrzymany. Rzecznik policji regionu Borsod-Abauj-Zemplen Rudolf Varga, cytowany przez węgierską agencję MTI, poinformował, że mężczyźnie zarzuca się zaniedbanie, które doprowadziło do katastrofy z udziałem wielu ofiar. Mimo pojawiających się w przestrzeni publicznej informacji o wstępnych ustaleniach, z których wynika, że kierowca mógł zasnąć podczas prowadzenia pojazdu, nie można na tym etapie przesądzać o niczym.
Właścicielka biura podróży: Nocne przejazdy to codzienność
Podobieństwo tego wypadku do wcześniejszych skłania jednak do zadania pytania, czy podróżowanie nocą nie wpływa na bezpieczeństwo zorganizowanych, autokarowych wyjazdów.
– Niestety nocne przejazdy są codziennością w turystyce – mówi Zero.pl właścicielka biura podróży z Dolnego Śląska, która chce zachować anonimowość. – Zmniejsza się wówczas liczbę noclegów, a co za tym idzie – koszty.
Nasza rozmówczyni przywołuje w tym kontekście trzydniową wycieczkę do północnych Włoch, w której uczestniczyła nie jako organizator, ale pilot. – Wyjazd w nocy, zwiedzanie cały dzień, nocleg, zwiedzanie kolejny cały dzień, wieczorem wyjazd i nocny przejazd do Polski... – wspomina.
Oczywiście, przepisy ściśle nakazują kierowcy autokaru odpoczywać w trakcie wyjazdu. I kierowcy to robią, ale jakość tego odpoczynku czasami pozostawia wiele do życzenia.
Praktyka „dziewiątek”, czyli czego nie zweryfikuje tachograf
– To jest coś, o czym ja często z kierowcami rozmawiam – mówi właścicielka dolnośląskiego biura podróży. – Jest to praktyka robienia „dziewiątek” czyli odpoczynku dobowego kierowcy (tzw. skróconego, bo standardowo wymiar tego odpoczynku wynosi 11 godzin) w czasie, gdy grupa zwiedza.
– Kierowcy jadą kilkanaście godzin, po czym spędzają dziewięć godzin na parkingu i wtedy czas jazdy się „zeruje”. Mogą rozpocząć, zgodnie z przepisami, nowy dzień pracy po wymaganym odpoczynku. Tylko że tak naprawdę tego odpoczynku nie ma, bo trudno zregenerować siły w środku dnia, siedząc w autokarze na parkingu.
O ile więc tachograf zweryfikuje czas jazdy, przerwy i odpoczynku kierowcy, to nie powie już nic na temat tego, czy był to odpoczynek w klimatyzowanym pokoju hotelowym, czy na betonowym parkingu, który w środku włoskiego czy greckiego lata zamienia się w piec.
Kierowca walczy ze snem, pasażer cieszy się z okazji
– Niestety ten medal ma dwie strony – stwierdza rozmówczyni Zero.pl. – Klienci nie są skłonni, by dopłacać 400 zł, by mieć jeszcze jeden nocleg podczas wycieczki. Biura podróży o tym wiedzą. Ostatecznie chodzi o to, by cena za imprezę wyglądała dobrze w katalogu. Ja sama zdecydowanie nie popieram nocnych przejazdów, ale nie organizuję dalekich wycieczek, więc jest mi niejako „łatwiej” mieć takie zdanie. Może gdybym organizowała dalekie wyjazdy, patrzyłabym na to cięcie kosztów inaczej.
O komentarz w sprawie czasu pracy kierowców poprosiliśmy Rafała Jańczuka, prezesa Polskiego Stowarzyszenia Przewoźników Autokarowych (PSPA). Jego zdaniem czasy, w których i klientom, i biurom zależało na maksymalnej redukcji kosztów, to już przeszłość. Jak przekonuje, turyści coraz bardziej cenią sobie komfort (a nocleg w autokarze raczej do komfortowych nie należy), a kierowcy – własne bezpieczeństwo.
– Ogromna większość wszystkich wycieczek i pielgrzymek – jakieś 80 proc. – jest zorganizowanych tak, że grupa wyjeżdża rano i dociera na miejsce noclegu wieczorem – mówi Rafał Jańczuk. – Jest czas na nocny odpoczynek, a potem na zwiedzanie. Oczywiście, nocne przejazdy też są praktykowane w branży. Dotyczy to zarówno kursów liniowych, jak i wycieczek. Nie można jednak całkowicie zanegować takiego sposobu organizowania przejazdów. Nie o to chodzi. To, na czym powinniśmy się skupić, to zapewnienie, aby każdy taki przejazd odbywał się w zgodzie z przepisami.
Kluczowe przestrzeganie przepisów
– W tym celu schemat pracy kierowcy musi być dobrze skonstruowany – wyjaśnia prezes PSPA. – Weźmy taki kurs liniowy, na przykład z Warszawy do Barcelony. Przejazd trwa ok. 30 godzin. Jeżeli w Warszawie kurs rozpocznie dwóch kierowców, którzy dojadą (zmieniając się po drodze) do Frankfurtu nad Menem, tam wysiądą z autokaru i udadzą się na odpoczynek (koniecznie w mieszkaniu lub hotelu), a zastąpi ich dwójka świeżych zmienników i tak do końca trasy, to nawet przy podróżowaniu nocą wszystko odbędzie się w sposób bezpieczny.
Przepisy, o których mówi prezes, stanowią, że czas tzw. aktywnej jazdy kierowcy autobusu liniowego nie może przekroczyć trzech godzin. Po tych trzech godzinach musi on zrobić sobie przerwę. Łącznie może w ten sposób przejechać maksymalnie dziewięć godzin. Następnie prowadzenie autokaru przejmuje zmiennik.
– Podkreślam: mówimy tutaj o fizycznej pracy za kierownica, wymagającej koncentracji i podejmowania decyzji, ponieważ jeśli chodzi o samo przebywanie w autokarze, to może to być i 12 godzin. Takie same przepisy obowiązują kierowców na wyjazdach turystycznych – mówi Rafał Jańczuk.
Ponadto, dodaje prezes PSPA, kierowca zawodowy przed wyruszeniem w daleką trasę musi odpoczywać przez minimum 45 godzin.
– Jeśli wycieczka autokarowa wyrusza z jednym tylko kierowcą, to wtedy autokar w nocy po prostu nie jedzie – zaznacza. – Nie ma takiej możliwości. Grupa wyrusza rano, a po dojeździe na miejsce kierowca ma zapewnioną przerwę nocną 11 godzin.
A co z praktyką „dziewiątek”, o której słyszeliśmy od właścicielki biura podróży? Rafał Jańczuk przyznaje, że okazjonalnie się to zdarza.
– Czasami przepisy dopuszczają tzw. „dziewiątki”, czy skrócenie czasu odpoczynku kierowcy, ale tylko w sytuacjach, kiedy kierowców jest dwóch, np. przed nocnym powrotem do kraju – mówi. – Wówczas rzeczywiście może być tak, że kierowcy odpoczywają na parkingu przez dziewięć godzin, kiedy grupa zwiedza. Dodatkowo mają do swojej dyspozycji trzy godziny czasu wolnego.
Po wypadku polskiego autokaru na Węgrzech w internecie pojawiły się także komentarze dotyczące przeciążenia kierowców dodatkowymi obowiązkami, takimi jak mycie pojazdu. Prezes Jańczuk kategorycznie zaprzecza, jakoby takie praktyki miały miejsce.
– Nikt nie wymaga od kierowców, aby w wolnym czasie np. myli autokar z zewnątrz. Do obowiązków kierowcy należy tylko przecieranie przedniej szyby, ale to standardowa praktyka, którą zna każdy, kto sam prowadzi auto. Chodzi po prostu o zapewnienie widoczności podczas jazdy, a co za tym idzie, bezpieczeństwa.
Załamanie pogody nad Polską. IMGW wydaje alerty pierwszego i drugiego stopnia
Śledczy badający okoliczności wypadku polskiego autokaru na Węgrzech przeanalizują zapewne „czarną skrzynkę” autobusu, czyli rejestrator EDR (skrót od ang. Event Data Recorder). Urządzenie to na bieżąco monitoruje parametry jazdy, a jeśli dochodzi do wypadku, zapisuje kluczowe sekundy przed i po zdarzeniu. Od lipca 2024 r. system ten jest obowiązkowy we wszystkich nowych autach rejestrowanych w Unii Europejskiej.

