Reklama
Reklama
Reklama

Gliński odpowiada dyrektorowi NIW. „Nieprawidłowości zdarzają się zawsze”

TYLKO NA
Piotr Gliński
Piotr Gliński (fot. Albert Zawada / PAP)

Ponad 120 postępowań i 16 mln zł do zwrotu – te liczby stały się osią sporu o działalność Narodowego Instytutu Wolności. Michał Braun wskazuje na nieprawidłowości przy grantach z czasów PiS. Piotr Gliński odpowiada, że chodzi o nieco ponad 1 proc. z 1,2 mld zł przekazanych organizacjom i przedstawia własne zarzuty wobec obecnego kierownictwa NIW.

  • Michał Braun zarzucał poprzedniemu kierownictwu NIW nieprawidłowości przy finansowaniu organizacji pozarządowych i wskazywał na ponad 120 postępowań dotyczących zwrotu ponad 16 mln zł.
  • Piotr Gliński odrzuca część zarzutów i broni stworzonego za jego kadencji systemu grantów dla NGO, podkreślając, że był on czterokrotnie większy od wcześniejszego mechanizmu.
  • Były minister tłumaczy, dlaczego środki trafiały także do małych i nowych organizacji, również spoza największych miast, oraz wskazuje na potrzebę większego pluralizmu w sektorze pozarządowym.
  • Gliński krytykuje sposób prowadzenia kontroli przez obecny NIW, wskazując, że część organizacji była sprawdzana wielokrotnie, podczas gdy inne zaplanowane kontrole nie zostały przeprowadzone.
  • Zdaniem Glińskiego 16 mln zł potencjalnych nieprawidłowości to nieco ponad 1 proc. z 1,2 mld zł przekazanych w ramach grantów, a część postępowań dotyczących zwrotu środków rozpoczęto jeszcze za rządów PiS.

W rozmowie z Zero.pl dyrektor Narodowego Instytutu Wolności Michał Braun przedstawił szereg zarzutów dotyczących systemu finansowania organizacji pozarządowych za czasów rządów PiS. Przekonywał, że Piotr Gliński świadomie stworzył mechanizm, który pozwalał na finansowanie konkretnych organizacji, a część z nich miała następnie nieprawidłowo wydawać publiczne pieniądze. Jako przykłady wskazywał m.in. organizacje związane ze środowiskiem PiS, a także konkretne przypadki grantów przeznaczanych – według obecnego kierownictwa NIW – na cele niezgodne z założeniami konkursów.

Piotr Gliński w rozmowie z Zero.pl odniósł się do tych zarzutów i przedstawił inną ocenę systemu, który powstał w czasie jego urzędowania w resorcie kultury. Jak podkreślił, wcześniej państwo dysponowało znacznie mniejszym mechanizmem wspierania trzeciego sektora.

– Myśmy stworzyli system, jakiego wcześniej w Polsce nie było – system wsparcia państwa polskiego dla organizacji pozarządowych. Jeżeli chodzi o skalę, jest on czterokrotnie większy niż system funkcjonujący wcześniej – mówił w rozmowie z Zero.pl były minister kultury.

Reklama
Reklama

Jak przypomniał, wcześniej funkcjonował jeden program o wartości około 60 mln zł. Za jego kadencji powstało dziewięć programów skierowanych do organizacji pozarządowych. Powołano również Komitet do spraw Pożytku Publicznego oraz Narodowy Instytut Wolności, który miał pełnić funkcję instytucji operacyjnej.

Gliński: chcieliśmy pieniędzy dla małych organizacji

Jednym z głównych zarzutów Michała Brauna było to, że za czasów Glińskiego pieniądze trafiały do podmiotów, które nie miały odpowiedniego doświadczenia. Dyrektor NIW wskazywał m.in. organizacje zakładane krótko przed konkursami, które później otrzymywały znaczne środki publiczne.

Gliński przekonywał, że kierowanie pieniędzy również do nowych podmiotów było świadomym elementem polityki państwa. Jego zdaniem wcześniejszy system był skoncentrowany przede wszystkim na dużych organizacjach z największych miast.

– Od początku jednym z naszych podstawowych celów było nie tylko zwiększenie wsparcia dla organizacji pozarządowych, ale także przekierowanie środków publicznych do małych organizacji, działających poza dużymi miastami – przede wszystkim na wsi i w małych miasteczkach – oraz do organizacji nowo powstałych. Ponieważ poprzedni system nie dostrzegał w odpowiedniej skali organizacji mniejszych, ale organizacji konserwatywnych czy też prawicowych – wskazywał Piotr Gliński.

Były minister przekonywał, że w przeszłości część środowisk była praktycznie pozbawiona dostępu do publicznego finansowania. Jako przykład podał osoby organizujące przed laty Marsz Pileckiego.

Reklama
Reklama

– Ludzie, którzy 11 lat temu organizowali to wydarzenie, nie mieli wsparcia państwa polskiego, ponieważ w trzecim sektorze dominowała jedna opcja – liberalno-lewicowa. Obserwowałem to i widziałem, jak ten system funkcjonował – mówił były minister kultury.

Jego zdaniem wcześniejsze konkursy pokazywały dużą koncentrację środków w największych miastach. Pieniądze miały trafiać przede wszystkim do dużych organizacji parasolowych oraz podmiotów określanych jako profesjonalne, które powstały jeszcze w latach 90.  – Istnieją w tym zakresie twarde dowody empiryczne, np. z analizy dotacji z tzw. Funduszy Normalnych, rozdysponowywanych już po raz trzeci przez Fundację Batorego – twierdzi.

Piotr Gliński zwracał przy tym uwagę, że część osób związanych z tymi organizacjami, o opcji liberalno – lewicowej, w późniejszych latach angażowała się politycznie po stronie Platformy Obywatelskiej, Koalicji Obywatelskiej czy Trzeciej Drogi.

– To nie jest nic złego pod warunkiem zrównania ideologicznego systemu – ja po prostu opisuję rzeczywistość. Dlatego jednym z naszych celów było stworzenie systemu wsparcia dla wszystkich, także dla tych organizacji, które wcześniej były z niego wykluczone – powiedział.

Reklama
Reklama

Spór o polityczny charakter grantów

W wywiadzie z Pawłem Figurskim Michał Braun przekonywał, że obecny NIW nie odbiera pieniędzy organizacjom tylko dlatego, że są powiązane z PiS. Według niego zwroty dotyczą przypadków, w których organizacje łamały regulaminy albo nie realizowały projektów. Jako przykłady nieprawidłowości wskazywał m.in. fundacje i stowarzyszenia związane z politykami PiS, Roberta Bąkiewicza czy byłymi członkami władz państwowych.

Piotr Gliński uważa natomiast, że również obecny system nie jest wolny od politycznych kontrowersji. W tym kontekście wskazał na dotację dla Akcji Demokracji.

– 400 tys. zł trafiło do skrajnie upolitycznionej organizacji, jaką jest Akcja Demokracja. Zresztą takich organizacji finansowanych w ten sposób przez te środowiska jest znacznie więcej. Ich działacze od lat są aktywni, a część z nich wspierają zarówno przedsiębiorcy, jak i Platforma – stwierdził.

„Chcieliśmy, żeby system był bardziej zrównoważony”

Były minister kultury nie zaprzeczał, że za jego czasów doszło do zmiany sposobu rozłożenia środków. Podkreślał jednak, że było to zamierzone działanie, którego celem było zwiększenie pluralizmu wśród beneficjentów.

– Myśmy faktycznie zmieniali akcenty, bo zależało nam na tym, żeby wsparcie trafiało do nowych i małych organizacji, a także do tych, które przez lata go nie otrzymywały. Chcieliśmy, żeby ten system był bardziej zrównoważony i sprawiedliwy. Na tym zresztą polega działanie wahadła demokracji – tłumaczył Gliński.

Reklama
Reklama

W jego ocenie nie można przy tym zakładać, że każda organizacja otrzymująca publiczne pieniądze będzie działała bezbłędnie. Były minister przyznał, że nieprawidłowości mogły się zdarzać.

– Jeżeli natomiast chodzi o nieprawidłowości, to nie twierdzę, że nie mogło do nich dochodzić. Nieprawidłowości zdarzają się zawsze, także przy wydatkowaniu środków publicznych, bo ludzie są różni – zaznaczył.

Jednocześnie zakwestionował sposób przedstawiania skali problemu przez obecne kierownictwo NIW. Braun  mówił o ponad 120 postępowaniach dotyczących zwrotu ponad 16 mln zł. Gliński zestawiał tę kwotę z całością środków przekazanych przez NIW.

Piotr Gliński zwrócił również uwagę na dane dotyczące kontroli organizacji pozarządowych, zawarte w odpowiedzi na interpelację nr 13209. Jego zdaniem pokazują one, że działania kontrolne prowadzone przez Narodowy Instytut Wolności pod kierownictwem Michała Brauna mogą być ukierunkowane przede wszystkim na organizacje niewygodne dla obecnego kierownictwa.

– Warto dopowiedzieć, że, jak wynika z odpowiedzi na interpelację nr 13209, Braun realizuje procedury kontrolne, kierując się głównie szukaniem haków na niewygodne NGO – powiedział Gliński.

Były minister kultury wskazał następnie na skalę realizacji planów kontrolnych. Jak wynika z przywołanych przez niego danych, plan na 2024 r. obejmował 65 projektów, ale w ciągu tego roku przeprowadzono tylko 11 zaplanowanych kontroli, czyli 17 proc. Pozostałe 26 kontroli przesunięto na kolejny rok. Do końca listopada 2025 roku realizacja planu kontroli za 2024 r. sięgnęła 57 proc.

Reklama
Reklama

Gliński podkreślił, że również plan na 2025 r. nie był realizowany w pełnym zakresie. Obejmował on 81 projektów, w tym 26 przeniesionych z poprzedniego roku. Do końca listopada przeprowadzono 48 proc. zaplanowanych kontroli.

– Stworzenie kilkuosobowego biura kontroli zaowocowało miernymi efektami, jeśli chodzi o skuteczność realizacji kontroli planowych – ocenił.

Polityk zwrócił jednocześnie uwagę, że oprócz kontroli planowych NIW prowadził także kontrole doraźne. W 2024 r. przeprowadzono ich 16, a do listopada 2025 r. kolejnych 13. Według Glińskiego sposób rozłożenia kontroli budzi jednak wątpliwości, ponieważ niektóre organizacje pojawiają się w sprawozdaniach wielokrotnie, podczas gdy inne, mimo wcześniejszego zaplanowania kontroli, nie zostały sprawdzone ani razu.

Jako przykład podał Fundację Instytut im. Pawła Włodkowica z Warszawy oraz Fundację Scytia z Lublina, które – według niego – kontrolowano czterokrotnie. Trzy kontrole miały z kolei objąć Fundację im. S. Artwińskiego z Kielc oraz Fundację Wspierania Bioróżnorodności HORB z Jaślisk na Podkarpaciu.

– Tymczasem zaplanowane w 2024 r. kontrole największych, mainstreamowych warszawskich NGO, takich jak Fundacja Stocznia czy Federacja Mazowia, nie zostały zrealizowane do listopada 2025 r. – wskazał Gliński.

Reklama
Reklama

– Jeżeli po dwóch i pół roku mówią o 16 mln zł nieprawidłowości przy przekazaniu 1,2 mld zł, to jest to nieco ponad 1 proc. Na 6,5 tys. przekazanych grantów. To, między nami mówiąc, jest przyzwoity standard – ocenił Gliński.

Podkreślał przy tym, że jeśli w konkretnych przypadkach rzeczywiście doszło do nieprawidłowego wydatkowania pieniędzy, środki powinny zostać odzyskane.

NIK krytycznie o systemie dotacji NIW za czasów Glińskiego

W raporcie opublikowanym 14 czerwca 2024 r. NIK negatywnie oceniła działalność Narodowego Instytutu Wolności w latach 2021–2023, badając przyznawanie i rozliczanie dotacji z programów NOWEFIO i PROO. Kontrolerzy wskazali m.in. na arbitralne i nieudokumentowane zmiany punktacji w konkursach, niewystarczające zabezpieczenia przed konfliktami interesów i podwójnym finansowaniem oraz brak weryfikacji powiązań między beneficjentami. Projekty, którym nieprawidłowo podwyższono oceny, otrzymały łącznie ponad 14 mln zł. Nadzór Instytutu nad wydawaniem pieniędzy NIK określiła jako „iluzoryczny”, ponieważ opierał się głównie na oświadczeniach beneficjentów, przy niewielkiej analizie dokumentów i marginalnej liczbie kontroli. Finansowe rezultaty kontroli w samym NIW przekroczyły 16,5 mln zł.

„Większość tych postępowań została rozpoczęta jeszcze za naszych czasów”

Gliński zwrócił również uwagę, że część postępowań dotyczących nieprawidłowości nie została rozpoczęta dopiero po zmianie władzy. Według niego kontrole i procedury zwrotu pieniędzy były prowadzone również za czasów poprzedniego kierownictwa NIW.

Reklama
Reklama

– Większość tych postępowań została rozpoczęta jeszcze za czasów naszej władzy. Wojciech Kaczmarczyk również występował do organizacji o zwrot środków w sytuacjach, gdy były ku temu podstawy. To jest normalny standard funkcjonowania podmiotów dotacyjnych – powiedział.

Jak dodał, w organizacjach pozarządowych zawsze mogły pojawiać się osoby nieuczciwe albo takie, które nie potrafiły prawidłowo realizować projektów.

– W takich przypadkach trzeba było żądać zwrotów i one rzeczywiście się zdarzały. Jak mówię, około 1 proc. zwrotów w stosunku do całej przekazanej kwoty to, czy nam się to podoba, czy nie, przyzwoity standard funkcjonowania systemu. Tym bardziej że nawet ten 1 proc. nie został potwierdzony sądownie. Natomiast każdy taki przypadek jest godny potępienia i trzeba starać się je eliminować – powiedział.

Były minister wskazywał też na specyfikę części organizacji społecznych. Jego zdaniem państwo musi akceptować pewien poziom ryzyka, jeśli chce wspierać także niewielkie i lokalne inicjatywy. A jednocześnie dążyć do minimalizacji tego ryzyka.

– Każde państwo może, moim zdaniem, podejmować takie ryzyko, żeby przekazywać pieniądze na przykład kołom gospodyń wiejskich. Są przecież ludzie, którzy działają pięknie obywatelsko, ale na bardzo amatorskim, choć wartościowym poziomie – mówił.

Reklama
Reklama

Jak tłumaczył, problemy formalne mogą wynikać również z przyczyn niezależnych od organizacji. Ktoś może zachorować, wyjechać, umrzeć, a podmiot może przestać funkcjonować. W takich sytuacjach państwo musi odzyskiwać wcześniej przekazane środki, ale może to być trudne.

– W naszych warunkach, gdzie niedofinansowane NGO nie mogły zbudować dostatecznie sprofesjonalizowanych zasobów, najczęstszą przyczyną nieprawidłowości w realizacji dotacji nie jest zła wola albo oszustwo tylko błąd wynikający niekiedy także ze zbyt skomplikowanego systemu dotacyjnego – mówił w rozmowie z Zero.pl.

Dodał, że w w NIW w latach 2018-2023 stworzyli oprócz procedur kontrolnych, wymaganych prawem, także system monitorowania realizacji dotacji. – Dzięki temu pomagaliśmy wielu organizacjom uniknąć błędów w rozliczaniu grantów i ograniczyć obszar nieprawidłowości. To także dzięki temu skala nieprawidłowości była niewielka, a Braun od ponad dwóch lat nie jest w stanie wykazać, że było inaczej – twierdzi.

Gliński: Braun pomija część programów

Były minister uważał jednocześnie, że w dyskusji o NIW zbyt dużo miejsca poświęca się przypadkom nieprawidłowości, a zbyt mało rozwiązaniom, które – jego zdaniem – były istotną częścią reformy systemu wsparcia trzeciego sektora.

Reklama
Reklama

– Chcę też powiedzieć, że stworzyliśmy rozwiązania, o których Braun z pewnej małostkowości już nie mówi – stwierdził nasz rozmówca.

Jako przykład wskazał pierwsze systemowe wsparcie dla harcerstwa. Według Glińskiego siedem organizacji otrzymywało określoną pulę środków, a o ich podziale decydowała Rada Harcerzy.

– Organizacje współpracowały ze sobą, nie było tam większych konfliktów – po prostu siedem organizacji harcerskich wspólnie dzieliło te pieniądze. Nasz rząd stworzył też pierwszy w Polsce finansowany ze środków publicznych system wsparcia zarządzania wolontariatem, który ma szansę przyczynić się do zwiększenia zasięgu oddziaływania wolontariatu systematycznego, niosącego pomoc w trudnych sytuacjach życiowych ludzi i rodzin – mówił.

W jego ocenie obecne władze zapowiadały likwidację stworzonego systemu, a ostatecznie zdecydowały się go przejąć i upolitycznić system – Michał Braun jest wieloletnim działaczem i radnym PO z Kielc. A dyrektor Kaczmarczyk, choć też notabene pochodzi z pięknego miasta Kielce, nigdy nie był działaczem partyjnym. Natomiast od 30 lat był działaczem społecznym, pozarządowym. I to jest bardzo znamienna różnica – twierdzi.

– Politycznie oczywiście krzyczeli, że będą ten system niszczyć i likwidować. Później go jednak przejęli – powiedział Gliński.

Źródło: Zero.pl
Bartosz Michalski
Bartosz MichalskiSzef ds. zasięgu i rozwoju
Reklama
Reklama