
Jawar Mohammed, etiopski influencer, rozpoczął akcje „teraz albo nigdy”, która domaga się inwazji na sąsiednią Erytreę. Celem inwazji ma być zdobycie dostępu do Morza Czerwonego, który Etiopia utraciła w 1993 r. W granicach Etiopii trwa krwawa wojna o region Tigraj, więc scenariusz ten nie jest nierealny.
- Etiopia to kraj paradoksów. Krajem rządzi zdobywca Pokojowej Nagrody Nobla, który doprowadził do krwawej pacyfikacji północnego-wschodu kraju, Abiy Ahmed Ali. W brutalnej pacyfikacji pomogła mu Erytrea, którą Etiopia może najechać.
- Erytrea jest rządzona przez neokomunistyczny reżim dyktatora-prezydenta Isajasa Afewerki. Państwo jest porównywane do afrykańskiej Korei Północnej, a służba w wojsku potrafi trwać nawet 18 lat. Etiopia utraciła dostęp do Morza Czerwonego wraz z niepodległością Erytrei.
- – Dla Etiopii nadszedł czas na podjęcie działań zbrojnych (…) Rząd Etiopii dysponuje obecnie przewagą militarną i technologiczną, a także wysoce zmotywowanymi siłami zbrojnymi, które są zdolne do realizacji strategicznego celu, jakim jest zapewnienie dostępu do morza - przekonuje w rozmowie z AFP twórca akcji Jawar Mohammed, wzywając do inwazji na Erytreę.
Czytaj także: Polskie samoloty dla Ukrainy. Oddajemy MiG-29, a gdzie drony?
Mohammed ma 3,5 mln obserwujących na Facebooku i połowę tego na TikToku. Jego kampania „teraz albo nigdy” to kolejny wzrost eskalacji w etiopsko-erytrejskich relacjach. Przypomnijmy, że Etiopią rządzi premier Abiy Ahmed Ali. Przeszedł on metamorfozę od lidera afrykańskich reform do krwawego watażki. W 2019 r. otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla za pokój z Erytreą i generalny kurs reform w kraju.
Etiopię wskazywano jako gospodarczego tygrysa Afryki. Z powodu pandemii COVID-19 zawiesił wybory demokratyczne w kraju, czego nie uznał region Tigraj. Addis Abeba wysłała ostatecznie wojsko do pacyfikacji i w latach 2020-2022 trwała krwawa wojna domowa. Po kilku latach przerwy, wojna o Tigraj wróciła, wrócił też postulat Etiopii by miała dostęp do Morza Czerwonego.
W 2025 r. Ahmed stwierdził: „Prośba Etiopii o dostęp do morza jest nieodwołalna. Nie mamy zamiaru iść na wojnę z Erytreą. Wręcz przeciwnie, jesteśmy przekonani, że tę kwestię można rozwiązać pokojowo”. Sęk w tym, że ultimatum to oznacza wzrost ryzyka konfliktu zbrojnego, ponieważ Erytrea nie da Etiopii dostępu do swoich portów.
Po uzyskaniu niepodległości przez Erytreę oba państwa stanęły do pogranicznych walk. W latach 1998-2000 w wyniku konfliktu zbrojnego i kryzysu humanitarnego życie straciły dziesiątki tysięcy ludzi. W wojnie o Tigraj w latach 2020-2022 zginęło między 100 a 300 tysięcy ludzi.
Tigraj leży na pograniczu etiopsko-erytrejskim, więc w okolicy granicy już operują oddziały wojskowe. Etiopia posiada ogromną przewagę ludnościową wobec Erytrei – 120 mln mieszkańców, do 6 mln. Nie ma jednak miażdżącej przewagi w liczbie żołnierzy, ponieważ reżim erytrejski utrzymuje się przez militaryzację społeczeństwa, a zagrożenie portów uzasadnia trzymanie pod bronią 350 tys. żołnierzy.
Etiopia ma pod bronią pół milionową armię, ale zróżnicowaną etnicznie. Z uwagi na militaryzację Erytrea ma sześciokrotnie więcej rezerwistów. Geografia sprzyja Erytrejczykom. Są oni jednak źle uzbrojeni. Erytrejskie Siły Zbrojne mają na uzbrojeniu przestarzałe T-55 albo T-62, gdy Etiopia posiada T-72. Podobnie w lotnictwie: etiopskie SU-30 przeciwko niewielkiej ilości SU-27. Ponadto, Etiopia posiada arsenał nowoczesnych wojskowych dronów. Atuty w tym konflikcie zbrojnym ma Etiopia, ale koszt wojny byłby wielki.

