Reklama
Wojsko

Ołeszki umierają z głodu. Zawieszenie broni, aby ratować dzieci, a nie negocjacje

Odcięci od świata i głodujący mieszkańcy Ołeszek, w tym dzieci, pozostają po rosyjskiej stronie frontu, który na południu wyznacza rzeka Dniepr. Znaleźli się w epicentrum walk. Ukraińskie drony w ostatnich miesiącach zrzuciły cztery tony zaopatrzenia dla Ołeszek, ale transporty te były zestrzeliwane. Mieszkańcy są terroryzowani przez Rosjan, żyją w piwnicach, bez prądu. Czy zapowiadane na dziś zawieszenie walk pozwoli mieszkańcom na ewakuację? Czy ten skrawek pokoju to początek końca wojny?

Michał Bruszewski
Opinia autorstwa: Michał Bruszewski
Dzisiaj 06:08
11 min
Szansa na rozejm? - zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock / Shutterstock)
TYLKO NA
  • Jeżeli zawieszenie broni w wojnie rosyjsko-ukraińskiej wejdzie w życie, to będzie miało wyłącznie charakter miejscowy i będzie dotyczyło ewakuacji uwięzionych w strefie walk mieszkańców podchersońskich Ołeszek. Może stać się precedensem dla rozejmu na froncie, ale nie ma co do tego pewności.
  • Pierwotnie rozejm miał dotyczyć 29 października, ale akcję przyspieszono. Początek zawieszenia walk zaplanowano na noc z 26 na 27 października. Termin zakończenia rozejmu nie został jednoznacznie ustalony. Prawdopodobnie, jak przy rozejmie wielkanocnym z 11-12 kwietnia (32-godzinne częściowe zawieszenie walk), ze strony Rosji należy spodziewać się wyłącznie kilku dni spokoju.
  • Cezura czasowa kilku dni jest wskazywana jako niezbędna dla przeprowadzenia akcji ewakuacyjnej, ale dłuższy termin generuje niebezpieczeństwo ostrzału korytarza humanitarnego przez Rosję. Termin 29 października wskazał Biały Dom, a zatem tego dnia można się spodziewać najważniejszych działań ratunkowych dla Ołeszek.

Czytaj także: Ewakuują rannych latającymi dronami. Kolejna rewolucja technologiczna w Ukrainie

Ołeszki są na ustach wszystkich. Albo okażą się kolejną zmarnowaną szansą na pokój, albo dadzą początek prawdziwym negocjacjom o realnym zawieszeniu walk. Priorytet jest jednak inny: dać szansę na przeżycie resztkom mieszkańców, których miejscowość z całkowicie anonimowej dla świata stała się symbolem wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Przed pełnoskalową wojną Ołeszki zamieszkiwało ponad 20 tys. ludzi. Miejscowość leżała na ważnej arterii łączącej oba brzegi Dniepru za pośrednictwem Mostu Antoniwskiego. Położenie, które napędzało rozwój miejscowości, ściągnęło na mieszkańców zagładę.

Reklama
Reklama

Gdzie leżą Ołeszki?

Ołeszki to lustrzane odbicie Chersonia, po drugiej stronie rzeki. Miejscowość jest cieniem tego, czym była przed frontalną wojną. Nie wiemy, ilu mieszkańców pozostało tam przy życiu. W Ołeszkach zostało prawdopodobnie między 2 a 6 tys. dorosłych i między 50 a 200 dzieci. Nie znamy prawdziwej skali katastrofy humanitarnej w tej miejscowości, ponieważ jest ona odcięta od świata. Ołeszki stały się niemym i płaczącym świadkiem wojny.

Rosyjskojęzyczny serwis „Meduza” cytuje jedną z matek w Ołeszkach, która napisała wiadomość do swojej córki: „Moje dziecko, nie ma nic do jedzenia, co mam robić? Cały czas jesteśmy głodni”. Ludzie kryją się w piwnicach, a brak żywności ukraińskie media porównują do stalinowskiej czystki z czasów Hołodomoru (klęski Wielkiego Głodu z lat 1932-1933).

Mieszkańcy Ołeszek obserwowali marsz wojsk rosyjskich w lutym 2022 r. na Chersoń. Widzieli także ich odwrót przez Dniepr w listopadzie. Przeżyli wielką powódź po wysadzeniu tamy przez Rosjan, a potem słyszeli walki o brzeg rzeki, gdy desantowali się ukraińscy marines, by utworzyć przyczółek w Krynkach. Wojna, powódź, rozstawiane wszędzie miny, ostrzał artyleryjski, rosyjski zakaz opuszczania miejscowości, a następnie wojna dronowa doprowadziły do tego, że Ołeszki stały się pułapką. Przeprawa przez Dniepr grozi śmiercią, podróż drogą – eksplozją miny albo strzałem z karabinu. Niedawno nogę stracił 11-latek. Ostatni pozostały w miejscowości lekarz mu ją amputował. Szpital nie ma jak funkcjonować, brakuje prądu, generatory potrzebują paliwa, którego nikt nie dowozi. Skończyły się lekarstwa. Transport żywności jest problematyczny, bo priorytetem są stacjonujące nieopodal rosyjskie wojska, a drogi i tak zablokowane. Na niebie toczy się pojedynek dronów.

Reklama
Reklama

W wojnie na Ukrainie pas ziemi niczyjej określa się mianem tzw. szarej strefy. Co prawda Ołeszki leżą w pasie kontroli rosyjskiej, ale w praktyce są wepchnięte w epicentrum walk o kontrolę nad brzegami Dniepru.

Naciski na przerwanie blokady Ołeszek pochodziły ze strony Międzynarodowego Czerwonego Krzyża i ukraińskich duchownych. W tej sprawie do Władimira Putina i Wołodymyra Zełenskiego dzwonił papież Leon XIV, interwencję podjęła także pierwsza dama USA, Melania Trump. Gdy piszę te słowa, wydaje się, że z sukcesem. Sęk w tym, że wielkanocny rozejm z 11 kwietnia, pomiędzy Rosją a Ukrainą, okazał się zaledwie częściowy, a dronów Rosjanie wcale nie uziemili. Czy tym razem będzie podobnie?

W ostatnich tygodniach Ołeszki stały się więc elementem ciągnących się bez sukcesu rozmów o pokoju. Nie udało się go wynegocjować, bo Putin chce kontynuować wojnę, ale udało się ustalić choćby częściowe zawieszenie broni na wysokości Ołeszek. Zawieszenie walk ma udrożnić drogi ewakuacji dla pozostających przy życiu mieszkańców Ołeszek. Teoretycznie będą oni mogli przedostać się przez Dniepr na ukraińską stronę frontu lub – jeśli tak zdecydują – na rosyjską. Pierwotnie ołeskie zawieszenie broni miało nastąpić 29 października, ale przyspieszono je na wtorek 27 października.

Jak mieszkańcy Ołeszek znaleźli się w środku piekła?

Chersoń został oficjalnie wyzwolony przez Siły Zbrojne Ukrainy 11 listopada 2022 r., co zbiega się symbolicznie z datą polskiego Narodowego Święta Niepodległości. Wyzwolenie Chersonia nie oznacza, że miasto jest bezpieczne. Rosjanie nie odpuścili jego mieszkańcom i mszczą się za utratę kontroli nad nim. Miasto jest głównie atakowane przez rosyjskie drony, a celem są cywile.

Reklama
Reklama

W sierpniu 2026 r. cały świat oglądał sceny jak z koszmaru. Na nagraniu, które obiegło internet, 52-letni sprzedawca warzyw biegał dookoła samochodu, uciekając przed rosyjskim dronem FPV. Przeżył, ale wielu nie miało tyle szczęścia. Liczba cywilnych ofiar w Chersoniu szacowana jest nawet na kilkudziesięciu zabitych i kilkuset rannych miesięcznie.

Tylko w jednym sierpniowym tygodniu naliczono 2 tys. ataków dronowych na miasto. Zgodnie z danymi ONZ (Misji Monitorującej Prawa Człowieka na Ukrainie), 62 proc. wszystkich cywilnych ofiar rosyjskich dronów mieszkała w Chersoniu lub pod miastem. Chersoń przez media nazywany jest najniebezpieczniejszym miastem Ukrainy, a pod względem zagrożenia z powietrza jest porównywany do obecnego statusu Kijowa, choć należy dodać, że z powietrza równane z ziemią są także miasta w Donbasie.

By zrozumieć, co dzieje się pod Chersoniem, musimy spojrzeć na operacyjną mapę w wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Obwód chersoński pękł na dwie wojskowe strefy. Tereny od okolic Mikołajowa, przez Chersoń, aż do Dniepru, to ukraińskie ziemie pod kontrolą Kijowa. Ukraińcy próbowali wybić zbrojnie przyczółek na drugiej stronie rzeki, pod Krynkami, ale finalnie front oparł się o Dniepr. Tym, co charakteryzuje południowy front, jest fakt, że linię walk wyznacza tam rzeka. Choć południowy front Ukrainy pozostaje w cieniu w zasadzie od początku pełnoskalowej wojny, to jego dzieje są nie mniej dramatyczne niż los miast wschodniej Ukrainy.

Reklama
Reklama

Bitwę o obwód chersoński należy podzielić na kilka faz. W lutym 2022 r. rosyjskie wojska prawdopodobnie próbowały przebić się pod Odessę, ale finalnie zostały zatrzymane pod Mikołajowem. 2 marca, w atmosferze zdrady, po krótkiej obronie, Chersoń wpadł w rosyjskie ręce i stał się zapleczem nieudanego – jak się później okazało – uderzenia na Mikołajów. Przegrane bitwy o Kijów, Charków i właśnie Mikołajów sprawiły, że w toku walk okazało się, iż Kremlowi pozostał kłopotliwy przyczółek rosyjski po drugiej stronie Dniepru. Bliskość okupowanego Krymu i kontrola militarna nad południem Ukrainy niewiele dawały, bo garnizon w Chersoniu należało zaopatrywać przez rzekę.

W lecie 2022 r. Siły Zbrojne Ukrainy otrzymały od USA zaawansowaną artylerię rakietową M142 HIMARS, za pomocą której sparaliżowano szlaki logistyczne Rosjan. W obwodzie chersońskim było to o tyle łatwe, że wystarczyło najpierw uszkodzić przeprawy (głównie Most Antoniwski), a następnie wyizolować Chersoń poprzez niszczenie rosyjskich transportów zaopatrzenia. W ten sposób odcięto Rosjan w Chersoniu od szlaków z Krymu i południowego Zaporoża.

Rosyjski garnizon w Chersoniu stanął w obliczu katastrofy, więc na Kremlu podjęto decyzję o wycofaniu żołnierzy za Dniepr. Alternatywą była kapitulacja dużego rosyjskiego zgrupowania i o wiele większy wymiar klęsk w wojnie. Druga połowa roku 2022 to bezsprzeczny triumf Ukrainy w tej fazie starć. We wrześniu 2022 r. przełamano rosyjskie linie w operacji charkowsko-izjumskiej oraz zwiększono napór na siły Putina w Chersoniu. Rosjanie pospiesznie przerzucali wojska na drugi brzeg Dniepru, a sama bitwa o Chersoń zakończyła się de facto w listopadzie. Dwie ofensywy Kijowa (pod Charkowem i pod Chersoniem) zakończyły się ostatecznym sukcesem, choć ich owoce Kijów zmarnotrawił w roku 2023 i szala wojny znowu przechyliła się na stronę Federacji Rosyjskiej. Niemym świadkiem tych wydarzeń były Ołeszki.

Reklama
Reklama

Ołeszki – świadek historii

Wyzwolenie Chersonia, choć nie tak spektakularne jak operacja charkowsko-izjumska, spowodowało, że w ukraińskim państwowym kierownictwie popularnym hasłem stała się tzw. deokupacja południa. Wołodymyr Zełenski przez pół roku sugerował, że Ukraina w 2023 r. uderzy na południu. Finalnie doszło do planistycznej katastrofy, bo rozproszono siły i zamiast rzucić je po cichu na Zaporoże, ofensywę zapowiedziano w mediach i dodano do akcji także wyzwolenie ruin Bachmutu na wschodzie kraju. 4 czerwca 2023 r. ruszyła ukraińska ofensywa. Dwa dni później Rosjanie wysadzili zaporę wodną w Nowej Kachowce, zalewając obwód chersoński.

Po wysadzeniu tamy Ołeszki od świata zewnętrznego odcięła wielka woda. Wcześniej miasto było zapleczem rosyjskiej armii i poznało brutalność sołdatów, którzy z butą kontrolowali Chersoń. Potem widziało spuszczone głowy rosyjskich żołnierzy w czasie odwrotu. Z powodu bliskości walk zerwano sieć energetyczną, więc Ołeszki zostały pozbawione prądu.

W październiku 2023 r. Kijów zorientował się, że letnia ofensywa okazała się klęską, więc powrócono do pomysłu południowego uderzenia. Aby zyskać przyczółek do przyszłego natarcia, rzucono na Krynki nieopodal Ołeszek kombinowane siły złożone z brygad ukraińskiej piechoty morskiej. Starcie o kontrolę nad wybrzeżem Dniepru trwało do lata 2024 r. Jak pisał wówczas „Forbes”, bitwa okazała się koszmarem dla obu stron. W toku walk Rosjanie rozłożyli miny, okładali oba brzegi Dniepru artylerią. Następnie ciężar walk zaczął coraz mocniej przenosić się na rywalizację dronową. Walki nie przyniosły przełomu, front ostał się na wodach Dniepru.

Reklama
Reklama

Jak pisze „Meduza”, obie strony wojny obwiniają się o katastrofę w Ołeszkach. Rosjanie twierdzą, że zagrożeniem dla mieszkańców są ukraińskie drony, które zestrzeliwują. Z kolei Kijów chce za pomocą dronów dostarczyć pomoc dla mieszkańców. Zrzuty nie są jednak celne albo są zestrzeliwane. W okolicach Ołeszek udało się dostarczyć w ten sposób ok. 4 tony zaopatrzenia, w tym nawet zabawki dla dzieci. Ukraińcy uważają, że pomoc i tak rozkradają Rosjanie.

O Ołeszkach mówił na forum ONZ szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha. Sprawa nabrała międzynarodowego rozgłosu, więc Rosjanie przekazali mieszkańcom komunikat, że zostaną ewakuowani przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Zdesperowana część mieszkańców podjęła ewakuację na własną rękę: pieszo lub rowerem. Cztery osoby zostały ranne od wybuchu min.

Rosjanie dyskryminują mieszkańców Ołeszek także z innego względu. Przez to, że spędzili miesiące w stanie czegoś, co można porównać do oblężenia, nie podlegali masowej przymusowej paszportyzacji, bo nawet nie dało się ich do tego fizycznie zmusić – ukrywali się bowiem w piwnicach. Zgłaszanie się przez nich do rosyjskich władz okupacyjnych jest więc obarczone ryzykiem, bo okupant nie uznaje ukraińskich dokumentów.

Gdy piszę te słowa, nie ma pewności, czy zawieszenie broni wejdzie w życie. Znając praktykę wojenną Federacji Rosyjskiej, nie powinniśmy się spodziewać czegoś więcej niż ograniczonego do minimum czasowego rozejmu. Jest to więc nie tyle szansa dla generalnych rozmów pokojowych, ale dla mieszkańców Ołeszek na ratowanie życia. Ponadto, zgodnie z definicją prawa międzynarodowego, zawieszenie broni to stan rozejmu uzgodniony przez obie strony konfliktu zbrojnego. Podobnie jak w przypadku wielkanocnego rozejmu mamy brak kontaktu Rosji z Ukrainą i jednostronne ogłoszenie w tej sprawie. Przełomem w wojnie będzie więc uratowanie dzieci z Ołeszek. Ale nie pokój.

Reklama
Reklama