Wbrew obiegowej – i wyjątkowo nieszczęsnej – opinii auta elektryczne wcale nie palą się często, a co więcej, palą się rzadziej niż auta spalinowe. Ale usterka, którą właśnie wykryto w Volvo EX30, jest jak bożonarodzeniowy prezent dla wszystkich przeciwników elektromobilności. Chodzi bowiem o potencjalny pożar, a akcja serwisowa obejmuje ponad 40 tys. aut na całym świecie.

- Volvo wzywa w akcji serwisowej ponad 40 tys. modeli EX30. Powód: przegrzewanie baterii i możliwy pożar.
- Wadliwe akumulatory dostarczyła spółka zależna od Geely, do którego Volvo także należy.
- Akcja serwisowa będzie bardzo kosztowna dla szwedzkiego producenta.
Powód akcji serwisowej naturalnie nie jest błahy, skoro przykuł uwagę światowych mediów, w tym moją. Szwedzi dopatrzyli się usterki w – co za niespodzianka – układzie baterii. W EX30 może dojść do jego przegrzania, a stąd już krótka droga do pożaru całego auta.
Które Volvo EX30 mogą się zapalić?
Akcja serwisowa obejmuje na całym świecie dokładnie 40 323 egzemplarze auta, narażone są dwie wersje: Single Motor Extended Range oraz Twin Motor Performance. Od razu podpowiadam – jeśli masz Volvo EX30 i zastanawiasz się, czy chodzi o twoje auto, to... już się nie zastanawiaj.
Szwedzi wzywają bowiem do udziału w akcji serwisowej właściciela każdego poszczególnego auta, które musi zostać objęte naprawami.
Skąd dokładna liczba wadliwych egzemplarzy? Otóż wadliwe baterie wyprodukowała chińska spółka Shandong Geely Sunwoda Power Battery. Producent doskonale wie, do których aut włożył baterie od tego producenta. I będzie je wymieniać na... inne chińskie baterie. Konkretnie znowu od koncernu Geely. Takie życie. Ale tu bym się nie czepiał, jak w Stellantisie spróbowali zbudować własne baterie, to polegli na całej linii.
A w ogóle to Volvo należy do Geely, więc czego się spodziewaliście.
W każdym razie wymiana baterii będzie oczywiście bezpłatna i objęta gwarancją. A co do czasu naprawy mają robić pechowi użytkownicy Volvo EX30? Według producenta mają po pierwsze nie ładować baterii do więcej niż 70 proc. Ten prosty zabieg ma rzekomo wykluczyć możliwość samozapłonu.
Firma rekomenduje także parkowanie na zewnątrz budynków i z dala od innych samochodów. Ten drugi warunek wydaje mi się karkołomny, ale cóż – zawsze można sobie przykleić na szybie kartkę, że auto może się zapalić.
Jak podał Reuters, sam koszt nowych modułów z bateriami może kosztować szwedzką markę 195 mln dol., a do tego dochodzi jeszcze logistyka i sam koszt naprawy. Innymi słowy – to będzie kosztowna zabawa, która nadwyręży koncern.
Auta elektryczne są bezpieczne, a świat nie takie akcje serwisowe widział
W tym momencie trzeba jeszcze przypomnieć, że wbrew fantazjom internetowych trolli i w ogóle zwolenników tradycyjnej motoryzacji, auta elektryczne są bardzo bezpieczne. Cała internetowa drama dotycząca pożarów aut elektrycznych wynika zapewne z tego, że te auta – jeśli już się palą – płoną w sposób trudny do opanowania.
Natomiast palą się po prostu rzadziej – wynika to z szeregu zachodnich badań, swojego czasu związany z Kanałem Zero Tomasz Rożek na swoim prywatnym kanale zaprezentował dane, które wyciągnął od Państwowej Straży Pożarnej.
Jakby tego nie liczyć, auta elektryczne palą się po prostu rzadziej.
Akcja serwisowa Volvo, choć kosztowna, nie jest też szczególnie imponująca. Takim koncernom jak Toyota czy Ford w przeszłości zdarzało się wzywać do serwisu miliony (!) aut w ramach jednej akcji serwisowej. Dla przykładu – w latach 2009-2011 Toyota wezwała do serwisu ok. 10 mln aut, choć źródła są w tej kwestii rozbieżne.
Powód akcji serwisowej był dość koszmarny, w samochodach tej marki dochodziło bowiem do samoczynnego przyspieszenia. A w związku z tym do wielu wypadków śmiertelnych. Akcja kosztowała japoński koncern ponad miliard dol.
Aha – wpadki zdarzają się też "tym wspaniałym Chińczykom". Raptem kwartał temu koncern BYD wezwał do serwisów 115 tys. egzemplarzy modeli Tang i Yuan z roczników 2015-2022. I była to tylko jedna z kilku akcji serwisowych BYD w ostatnich latach.
