Podczas konferencji WWDC 2026 Apple zaskoczył użytkowników. Z jednej strony pozytywnie, bo aktualizacja do iOS 27 trafi do sporej liczby, nawet znacznie starszych iPhone'ów. Z drugiej negatywnie, bo wsparcie tracą starsze zegarki, które nie dostaną aktualizacji do WatchOS 27. Apple tłumaczy swoją decyzję i wygląda na to, że to wszystko dla... naszego dobra. Ilu użytkowników w to uwierzy?

- Najnowsza wersja oprogramowania WatchOS 27 dla zegarków Apple nie trafi na starsze urządzenia.
- Apple tłumaczy to troską o użytkowników. Zdaniem firmy, starsze modele mogą nie oferować odpowiednio dobrego poziomu działania nowych funkcji.
- W historii firmy mieliśmy wiele problemów związanych z aktualizacjami oprogramowania. W tym sytuacje, w których brak nowych funkcji dla starszego sprzętu był wyłącznie decyzją biznesową.
Apple Watch Ultra to smartwatch z 2022 roku, który nadal ma spore grono użytkowników. Trudno się temu dziwić, w końcu cykl życia inteligentnych zegarków jest znacznie dłuższy niż smartfonów. Decyzją Apple nie otrzyma on aktualizacji do nowego WatchOS 27 i firma tłumaczy to kwestiami związanymi z wygodą użytkowania, a mówiąc inaczej – to wszystko dla naszego dobra.
Apple ma w swojej historii przypadki kontrowersyjnych aktualizacji. Jak na ich tle wygląda decyzja o skróceniu listy zegarków kompatybilnych z WatchOS 27?
Dlaczego wciąż gramy w Heroes III? Fenomen gry, która po 25 latach rozpala serca Polaków
Starsze zegarki za słabe na WatchOS 27
Aktualizacja zegarków Apple do WatchOS 27 obejmie tylko nowsze modele. A konkretnie mówimy o modelach Apple Watch Series 9 (z 2023 r.) lub nowszych, Apple Watch Ultra 2 (z 2023 r.) lub nowszych oraz Apple Watch SE 3 (z 2025 r.). W przypadku tego ostatniego mamy haczyk, bo musi on być sparowany z iPhonem kompatybilnym z Apple Intelligence.
Cait Dooley, product manager odpowiedzialna za zegarki Apple Watch i dział zdrowia w Apple, w rozmowie z TechRadar wyjaśniła powody tej decyzji:
Przy każdej nowej wersji oprogramowania na każdej z naszych platform zawsze zależy nam na zapewnieniu użytkownikom jak najlepszych wrażeń, dlatego priorytetem jest dla nas wydajność i moc. Wspaniałe nowe funkcje systemu watchOS, w tym możliwości sztucznej inteligencji Siri i nowy gest stuknięcia, najlepiej współpracują z mocą obliczeniową zegarków Apple Watch Series 9 i nowszych, Ultra 2 i nowszych oraz SE 3. Starsze urządzenia nadal można sparować z iPhone'ami z najnowszym oprogramowaniem i stale otrzymującymi aktualizacje zabezpieczeń, dzięki czemu nadal będą one mogły cieszyć się doskonałymi wrażeniami z korzystania z Apple Watch.
W skrócie, starsze zegarki nadal będą wspierane, ale nie otrzymają nowych funkcji, a to wszystko w trosce o użytkowników, bo nowości na ich zegarkach mogą nie działać tak dobrze, jak powinny. Czy faktycznie tak jest? Raczej nie będziemy mieli okazji, aby to sprawdzić, więc pozostaje pytanie, czy ufamy wyjaśnieniom Apple?
Apple ma w swojej historii kilka wpadek związanych z aktualizacją oprogramowania
Szczególnie kontrowersyjna i pasująca do tej sytuacji była prezentacja Siri w 2011 r. Apple zapewniał, że asystentka głosowa jest kompatybilna wyłącznie z iPhonem 4S. Szybko się okazało, że Siri działa równie dobrze również z iPhonem 4, ale Apple zadbał o to, aby sprawdzenie tego oficjalną drogą nie było możliwe i usunął z AppStore samodzielną aplikację, którą można było zainstalować na starszym smartfonie.
Rok wcześniej Apple zaliczył nie mniej spektakularną „wpadkę” podczas aktualizacji iPhone'a 3G do iOS 4. Nowa wersja aktualizacji dosłownie zepsuła smartfony. Bateria rozładowywała się w kilka godzin, ekran blokady przestawał reagować, a klawiatura się zawieszała. W bonusie Apple nie pozwalał na cofnięcie aktualizacji.

Apple iPhone 17 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Apple miał też aktualizację, której brak dla iPhone'ów 7 i 7 Plus tłumaczył zbyt słabym procesorem. W 2022 r. firma zapowiedziała iOS 16 z funkcjami, które miały nie działać na procesorach Apple A10 Fusion. Właśnie takie miały iPhone'y 7 i 7 Plus, ale jednocześnie taki sam działał w iPadach 6 i 7. generacji, które aktualizację z tymi samymi funkcjami... dostały.
Najbardziej kontrowersyjny problem z aktualizacjami miał miejsce w 2016 r. Apple po cichu wdrożył mechanizm ograniczający szczytową wartość procesora w iPhone'ach 6, 6S, 7 i SE w sytuacji, kiedy bateria smartfonów była zużyta. Dopiero po roku użytkownicy odkryli, że wydajność ich urządzeń spadła i przywraca ją wymiana baterii. To skończyło się pozwem zbiorowym, a z perspektywy czasu zasądzone kwoty nie robią dużego wrażenia w skali budżetu Apple.

Apple MacBook (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Użytkownicy otrzymali łącznie 500 mln dol. w ramach ugody, co przełożyło się na 25 dol. na osobę. Kolejna ugoda zawarta z 34 stanami USA kosztowała 113 mln dol. i dodatkowe 27 mln dol. trafiły do francuskiego urzędu konsumenckiego. Nadal toczy się sprawa w Wielkiej Brytanii, gdzie kwota odszkodowań sięga miliarda dolarów.
Podobnych spraw w historii Apple było jeszcze kilka i zawsze mieliśmy ten sam schemat. Firma nie informuje z wyprzedzeniem o planowanych zmianach i nowych funkcjach systemu. Co z jednej strony można zrozumieć, ale z drugiej duża część użytkowników, zaryzykowałbym stwierdzenie, że zdecydowana większość, nie wie o takim wydarzeniu jak Apple WWDC. W związku z tym nie wie, że co rok w maju może pojawić się informacja, że ich smartfon, tablet, laptop czy zegarek przestanie otrzymywać aktualizacje oprogramowania lub nie dostanie nowych funkcji.
To wszystko prowadzi do sytuacji, w której jeśli Apple mówi, że jakaś nowa funkcja nie będzie działać na starszym sprzęcie, to podchodzimy do tego z umiarkowanym zaufaniem.
