Na wysokości 3000 m na Grossglocknerze doszło do agresywnej wymiany zdań i szarpaniny między górskim przewodnikiem a polską parą alpinistów. Nagranie z kamery na kasku obiegło Instagram, a sprawą zajęła się już austriacka policja.

- Do incydentu doszło na wymagającym odcinku Mürztalersteig, prowadzącym do schroniska Erzherzog-Johann-Hütte na wysokości ok. 3000 m.
- Przewodnik podczas wyprzedzania szarpał i obrażał polskiego turystę; nagranie z kamery na kasku zdobyło setki tysięcy wyświetleń.
- Stowarzyszenie przewodników z Kals zerwało współpracę z mężczyzną, a policja w Matrei prowadzi śledztwo w sprawie „zagrożenia bezpieczeństwa fizycznego”.
Grossglockner, najwyższy szczyt Austrii (ok. 3800 m n.p.m.), wymaga od zdobywców kondycji, doświadczenia i mocnych nerwów. W ubiegłą sobotę, 22 sierpnia, dla polskiej pary alpinistów wyzwaniem okazał się jednak nie sam teren, lecz zachowanie drugiego człowieka.
Para wspinała się po Mürztalersteig – wymagającym, eksponowanym odcinku prowadzącym do schroniska Erzherzog-Johann-Hütte, gdzie występują fragmenty wspinaczkowe i asekuracyjne. Na wąskim odcinku mężczyzna świadomie zachował odstęp od żony, która wspinała się przed nim asekurowana liną. Wtedy z tyłu pojawił się górski przewodnik prowadzący dwoje klientów.
Polskiej nauki portret własny. Co wynika ze sprawy Barbary Mróz-Gorgoń?
Wyzwiska i szarpanina na grani
Nagranie z kamery na kasku pokazuje, jak przewodnik wyprzedza turystę i wciska się między parę. Mężczyzna protestuje, twierdząc, że to on powinien iść pierwszy. Padają ostre słowa z obu stron – przewodnik krzyczy, a chwilę później grozi rękoczynami.
Sytuacja zdawała się uspokajać, gdy przewodnik ruszył dalej i minął również kobietę.
– Idzie jakiś k... kierownik i już się p...., już wyprzedza – komentuje Polak.
Po chwili jednak zawrócił, wspiął się z powrotem do turysty, złapał go i zażądał, by „zachowywał się przyzwoicie”. Dopiero interwencja żony zakończyła konfrontację. Nikt nie został ranny.
Poszkodowany opublikował nagranie na Instagramie, opatrując je obszernym opisem. Podkreślił, że wyprzedzanie w górach jest naturalne, ale od zawodowego przewodnika oczekuje się kultury osobistej i odpowiedzialności za bezpieczeństwo innych. W ciągu kilku dni materiał obejrzały setki tysięcy osób, a sprawą zainteresowały się austriackie media.
Turysta z Polski publikuje nagranie
„Celowo czekałem, aby dać żonie trochę więcej miejsca. Mimo to przewodnik nagle wkroczył między nas. Powiedziałem mu, że idę pierwszy. Jego reakcja była wyjątkowo arogancka — dał mi jasno do zrozumienia, że jako „Bergführer” (przewodnik górski – red.) powinienem się zamknąć i zaakceptować jego zachowanie” – napisał polski turysta.
„Moim zdaniem niepotrzebnie naraziło to na niebezpieczeństwo nie tylko mnie i moją żonę, ale także jego dwóch klientów. Wyprzedzanie innych wędrowców lub wspinaczy w górach jest całkowicie normalne i zrozumiałe. Oczekiwałbym jednak, że profesjonalny przewodnik górski będzie wykazywał się podstawową uprzejmością, rozsądkiem i, przede wszystkim, odpowiedzialnością za bezpieczeństwo wszystkich wokół” – dodał.
Zachowanie przewodnika Polak nazwał „aroganckim, agresywnym i bezmyślnym”. „Góry są dla każdego, niezależnie od doświadczenia, umiejętności czy tempa. Wzajemny szacunek i poszanowanie powinny być zawsze na pierwszym miejscu” – podsumował.
Stowarzyszenie zrywa współpracę
Mężczyzna na nagraniu nosił kamizelkę Stowarzyszenia Przewodników Górskich z Kals, jednego z najbardziej doświadczonych w regionie Grossglocknera. Jak jednak ustalono, nie jest on członkiem stowarzyszenia – współpracował z nim jedynie okazjonalnie jako niezależny przewodnik ze Styrii, otrzymując od dwóch lat prawo do noszenia kamizelki organizacji.
Stowarzyszenie stanowczo potępiło zachowanie przewodnika, przeprosiło poszkodowaną parę i zerwało z nim dalszą współpracę – nie będzie już kierować do niego klientów. Mężczyzna oddał również kamizelkę, ale nie złożył dotąd żadnego oficjalnego oświadczenia.
Jest decyzja sądu w sprawie Radosława P. Szef PKOI trafi do aresztu
Ponieważ przewodnicy górscy pracują na własny rachunek, stowarzyszenie nie ma narzędzi prawnych, by wyciągnąć wobec niego dalsze konsekwencje zawodowe poza zaprzestaniem pośrednictwa. Sprawa trafiła jednak do policji w Matrei we Wschodnim Tyrolu, która prowadzi postępowanie w sprawie zagrożenia bezpieczeństwa fizycznego. Także Związek Austriackich Przewodników Górskich i Narciarskich zdystansował się od zachowania mężczyzny i analizuje, czy konieczne będą kroki dyscyplinarne.